Simson: era motorowerów. Tylko dwusuwy!

Czemu w zakładach w Suhl mających przecież już ugruntowaną pozycję na rynku, nagle zrezygnowano z produkcji czterosuwowych motocykli, mogących z powodzeniem konkurować nawet z BMW? Nie ma na ten temat żadnych oficjalnych dokumentów. A przynajmniej nam nie udało się do nich dotrzeć, jednak plotka głosi, że mniej więcej ok. roku 1960 władze NRD zaczęły wprowadzać w życie nowa doktrynę wg. której wszystkie produkowane na terenie kraju pojazdy mają być wyposażone w sinik dwusuwowy.

Z samochodami sprawa była jasna – bazując jeszcze na przedwojennych konstrukcjach DKW wyrosły dwie doskonale znane u nas marki – Trabant (wcześniej P70) i Wartburg (wcześniej IFA). Warto zawsze pamiętać, że obie mają wspólne korzenie, chociaż ich auta wyglądały zupełnie inaczej. Chwilę po II WŚ co prawda w Eisenach produkowano czterosuwowe samochody BMW/EMW, składane początkowo z przedwojennych zapasów BMW (326, 327 328), ale szybko zakończono ten rozdział.

Przeczytaj również:

SIMSON S51 ENDURO: MOTOROWER, KTÓRY PODBIŁ NASZE SERCA

Z motocyklami sprawa była inna – Tuż po wojnie w NRD produkowano aż 2 całkiem niezłe motocykle z czterosuwowym sinikiem, na które była sport popyt. Tym jednak różniła się gospodarka socjalistyczna od wolnego rynku, że była sterowana centralnie i nigdy nie można było być pewnym, co decydentom przyjdzie do głowy. W Polsce było podobnie i galimatias z naszą branżą motocyklową była naprawdę trudny do zrozumienia.

Pierwszy enerdowski motorower

Wróćmy jednak do Niemieckiej Republiki Demokratycznej i zakładów VEB Fahrzeug- und Gerätewerk Simson w Suhl. Produkcja „Awoków” szła jeszcze w najlepsze, gdy w biurach konstrukcyjnych rodził się nowy projekt – motorower Simson SR1. Akurat w produkcji lekkich dwusuwowych motocykli fabryka miała już wieloletnie doświadczenie, montując jeszcze przed wojną maszyny z silnikami Sachsa, o różnych pojemnościach.

Czerpiąc z tradycji produkcji rowerów firma Simson chyba zawsze miała słabość do lekkich, pojedynczych rurowych ram. Tak powstawał pierwszy enerdowski motorower w roku 1955. SR1 został zaprojektowany w VEB Büromaschinenwerk Rheinmetall w Sömmerda, a skrót “SR” pochodzi od słów: Suhl, oraz Rheinmetall. Pierwszy powojenny enerdowski motorower SR1 wyglądał trochę jak rower z doczepionym silnikiem i de facto chyba nim był.

MOTOCYKLE AVO SIMSON. OPOWIEŚĆ ZE SZPIEGOSTWEM PRZEMYSŁOWYM W TLE

Konstrukcja oparta była na pojedynczej rurowej ramie, wzmocnionej jedynie drobnym wspornikiem w dolnej części. Tylny trójkąt ramy wygląda, jakby nie miał żadnej amortyzacji, jednak to tylko pozory. Gumowy element resorujący sprytnie ukryty został pod czymś w atrapie jakby puszki narzędziowej. Przednie zawieszenie z cienkich rurek wyposażone zostało w małe wahaczyki, było więc mniej więcej komfortowo. Jednostki napędowe dostarczane były przez zakłady VEB Büromaschinenwerk Sömmerda z siedzibą w Turyngii. Przed II wojną światową firma należała do cieszącego się dużą renomą koncernu Rheinmetall, który w oprócz wyrobu różnego rodzaju maszyn, produkował także uzbrojenie. Więc z powodów marketingowych napis „Rheinmetall” na obudowie silnika w czasach NRD był również obecny i miał świadczyć o wysokiej jakości wyrobu.

Łudzące podobieńswo

Jednostka o pojemności 47,6 ccm i mocy 1,1 kW, zblokowana była ze skrzynią biegów biegów o 2 przełożeniach, które zmieniało się manetką po lewej stronie kierownicy. Silnik uruchamiało się po prostu pedałując. Motorower był tak skonstruowany, że gdy zabrakło paliwa, można było z niego korzystać, jak ze zwykłego roweru. Przypomina Wam to coś? Trudno nie dopatrzyć się podobieństwa z polskim Komarem. Nasi konstruktorzy (inżynierowie: Bronisław Kądziorski, Andrzej Kentzer i i Józef Podlaski) przy tworzeniu tego projektu w latach 1957-60 chyba mocno zapatrzyli się na kolegów z NRD. SR1 wyposażony był w cienkie i duże koła (26” x 2), siodło i lampę (chociaż wyposażoną już w prędkościomierz) przednią zapożyczone z roweru.

Nieco powagi dodawały mu naramowy zbiornik paliwa, solidny bagażnik i osłona łańcucha. Dzięki takiej konstrukcji motorower był niezwykle lekki i ważył zaledwie 48 kg. Inną zaletą małej masy była całkiem przyzwoita prędkość pojazdu – 45 km/h Użytkownicy skarżyli się jednak na stosunkowo duże zużycie paliwa, które wynosiło nieco powyżej 2 l/100 km. Motorower w tej wersji produkowany był dosyć krótko, jedynie przez dwa lata, kiedy to zastąpiony został poprawionym modelem SR2. Zaprezentowany po raz pierwszy na targach w lipsku w roku 1957 motorower zyskał głębsze błotniki, mniejsze – bardziej „motocyklowe” koła i puszkę narzędziową. Zbiornik paliwa powiększono z 4,5l do 6l, co zwiększyło zasięg motoroweru do ok 300 km, bo jednocześnie poprawiony został niedoskonały gaźnik. Bardzo ważnym udogodnieniem była możliwość uruchamiania silnika na postoju, a nie tylko w czasie jazdy. Jednak jeszcze poważniejsze zmiany zaszły w roku 1959, w modelu SR2E kiedy to gumowy element resorujący tylnego zawieszenia zastąpiono amortyzatorem, a gumowe odboje wahaczy przedniego zawieszenia, krótkimi sprężynami śrubowymi.

Litera „E” oznaczała wersje eksportową, która początkowo w ogóle nie była dostępna w NRD. W przypadku tego motoroweru to właśnie zagraniczni dystrybutorzy wymuszali na producencie kolejne zmiany poprawiające trakcję pojazdu. Ich zdanie było o tyle ważne, że Simson dosyć dobrze sprzedawał się w Europie i eksportowany była także do USA. Dopiero decyzją władz, które uznały w roku 1960, że obywatele własnego państwa nie mogą być dyskryminowani w stosunku do zagranicy, wersja eksportowa trafiła na rynek wewnętrzny. W latach 60. w Suhl tworzono kolejne modele, (m.in. SR4-1 „Spatz”, SR4-2 „Star”,SR4-3 „Sperber”, SR4-4 „Habicht”, które konstrukcyjnie coraz bardziej odbiegały od pierwowzoru. Pojawił się także nowy typ silnika M50 o mocy, zależnie od wersji wahającej się od 2,6 KM do 4,6 KM (model SR4-3), oraz różnej liczbie przełożeń (od 2 do 4) skrzyni biegów. Pojawił się nawet skuter KR51 „Schwalbe” (1964) podobny nieco z wyglądu do czeskiej Jawki 20 popularnie zwanej u nas „kaczką”.

Totalnie od nowa

Jednak prawdziwy przełom nastąpił w roku 1976, kiedy to Simson zaprezentował zupełnie nowy i bardzo udany model S 50. Nie wyglądał już jak skromny motorower, tylko niemal jak prawdziwy motocykl. Simson otrzymał wtedy po raz pierwszy teleskopowe zawieszenie przedniego koła, a pojazd prezentował się nowocześnie. W niektórych elementach był nieco „przewymiarowany”, bo do jego produkcji wykorzystywano podzespoły identyczne jak w dużo większych motocyklach MZ (migacze, zespoły manetek).

Jednostka napędowa pozbawiona została oblachowania i generowała 3,6 KM. Ten bardzo udany model produkowany był w 4 nieco różniących się od siebie wersjach. Jako pierwszy pojawił się S50 N i był bardzo ubogo wyposażony – nie miał migaczy, stacyjki i oferowany był jedynie w kolorze niebieskim. Bardzo krótko, bo jedynie przez rok (75 – 76) wytwarzano bardziej luksusową wersję S 50B z akumulatorem, stacyjką i kierunkowskazami. W największej liczbie zbudowano wersję S 50 B1, różniącą się od poprzednika jedynie zmodernizowana instalacją elektryczną. Równolegle (1976-80) produkowana była wersja S50 B2 z bezstykowym, elektronicznym układem zapłonowym. Ten motorower nie był jeszcze tak popularny w naszym kraju, jak jego następca.

Czas na legendę

W roku 1980 do oferty Simsona wszedł model S51 z mocno przekonstruowanym silnikiem. Zmieniono skok i średnice tłoka, a już w fazie projektu przewidziano możliwość instalowania także zestawu zwiększającego pojemność jednostki do 70 ccm. Zniknął zawodny kickstarter z nietrwałym półksiężycem, który zastąpiony został sprzęgiełkiem kłowym. Począwszy od model S51 Simson zastosował bardzo ciekawą skrzynię biegów z klinem przesuwnym, umożliwiającą w tej samej przestrzeni zmieszczenie kół zębatych dla 3 i 4 biegu.

Zapięcie biegu następowało przez 3 kulki poruszane klinem przesuwającym się wewnątrz jednego z wałków skrzyni. Uniesienie kulek przez klin powodowało że łączyły one ze sobą wybrane koło zębate z wałkiem. Działało to bardzo dobrze, a producent przewidywał żywotność podzespołu na co najmniej 40 000 km.
Na podstawowej bazie powstało wiele pochodnych modeli, łącznie z wózkiem inwalidzkim Picolo Duo. Była więc między innymi : Normal, Enduro i Komfort. Do tego dochodziły odmiany różniące się głównie wyposażeniem. Gdy dodamy do tego modele S 51/1 (lata 89-90) różniące się jedynie 12V instalacją, to spokojnie naliczymy ok 20 różnych fabrycznych wersji tego Simsona. Do roku 1990 Enerdowska fabryka wyprodukowała ponad 5 mln motorowerów, co było ilością gigantyczną.

Ze szczytu na dno

Pewna część z nich trafiła na nasz rynek i cieszyła się nieprawdopodobną popularnością. O każdy dostarczony egzemplarz toczyła się prawdziwa bitwa. Warto tez wspomnieć, że enerdowski Simson bardzo przyczynił się do popularyzacji sportów motocyklowych w naszym kraju. Specjalnie dla tej konstrukcji pod koniec lat 70. PZMot stworzył klasy w wyścigach drogowych, enduro i motocross. Związek zakupił też 2000 sztuk Simsonów S 51, które dostarczane były do klubów i młodzi zawodnicy mogli szlifować na nich swoje umiejętności. Od tych motorowerów zaczynali swoje kariery tacy zawodnicy jak Artur Wajda, czy Tomek Kędzior. Lata 1980 – 90 to był okres największych sukcesów sprzedażowych firmy, potem już było tylko gorzej.

Zaprezentowany w sezonie model S 53 nie cieszył się już takim uznaniem zarówno w kraju, jaki zagranicą. Produkcja i sprzedaż spadały dramatycznie. Dla porównania – w roku 1986 sprzedano niemal 200 000 egzemplarzy, a zaledwie 5 lat później, w 1991 zaledwie 5 000. Jednak Niemcy miały wtedy akurat zupełnie inne problemy, przechodziły trudny proces zjednoczeniowy i związaną z tym transformację gospodarczą wschodnich landów. Niestety zakłady w Suhl nie dały rady dostosować się do nowej sytuacji, mimo podjętych prób modernizacji. Simson rozpoczął produkcję skuterów z automatyczną przekładnią, motocykli klasy 125 ccm, a nawet wszedł w spółkę z tajwańskim producentem Her Chee. Wszystkie te zabiegi nie pomogły i ostatecznie spółka Simson Motorrad GmbH & Co KG ogłosiła bankructwo w dniu 28 lipca 2002 roku. Oficjalnie zakłady zamknięto 1 stycznia 2003 roku. Szkoda, bo Simsony to były rzeczywiście dobre i niemal niezniszczalne motorowery, na których wychowały się pokolenia motocyklistów ery socjalizmu.


Przeczytaj również:

NOWY SIMSON. CZY MÓGŁBY TAK WYGLĄDAĆ?

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026