Właściwie trudno o nim mówić jako o motocyklu po prostu, zdecydowanie łatwiej jako o motocyklu spod znaku Muscle Bike. Jedno spojrzenie i już wiadomo, skąd ta nazwa. Mało domyślni mogą jeszcze rzucić okiem na osiągi.

V-max wzbudzał skrajne emocje od czasu swojego pojawienia się w 1985 r. Tak, tak, całe 18 lat był produkowany bez istotniejszych zmian. Wśród motocyklistów nie ma chyba takiego, który by nie słyszał o tej bestii. Bestii, ponieważ 145 KM to moc nawet dziś budząca respekt. Do legendy urosły opowieści o niesamowitych osiągach i trudnym prowadzeniu maszyny. Fakt, zawieszenie nigdy nie było mocną stroną V-maksa. Rury nośne przedniego zawieszenia wydają się dziś śmiesznie cienkie i nie jest to złudzenie. Rama jest wiotka, a hamulce mizerne (w 1993 r. „heble” nieco poprawiono).

Z V-maksem bywało mniej więcej tak: najpierw miłość od pierwszego wejrzenia, potem pierwsze jazdy i… zaczynała się huśtawka nastrojów. Tak było i ze mną. Nie ukrywam, długo o nim śniłem. Ten wygląd, ta moc, no i osiągi dystansujące nawet najmocniejsze wówczas maszyny sportowe. Wyobraźcie tylko sobie, że te 283 kg rozpędza się do setki w ok. 3,1 s, aby po niedługim czasie uzyskać maksymalna prędkość bliską 240 km/h! Bez owiewki! Istna torpeda! Kiedy po kilku latach usychania z miłości udało mi się dosiąść V-maksa po raz pierwszy, to już na samą myśl o tym z wrażenia zaparowała mi szyba w kasku. Mięsista kanapa nad zbiornikiem paliwa zmysłowo otula nasze cztery litery. Odgłos pracy czterocylindrowej v-ki o pojemności blisko 1200 ccm jeży włos na plecach. Pierwszy bieg, puszczone sprzęgło i… dłuuuuga krecha na asfalcie. 2,3,4… Pierwszy zakręt, hamowanie… O! Niedobrze. Trzeba było zacząć hamować wcześniej. Uff, tym razem udało się. Ale to nie koniec zabawy. Teraz trzeba złożyć się w zakręt. Ciaśniej, ciaśniej… Aha, ciaśniej nie można, podwozie nie pozwala. W rezultacie przejeżdżamy cały łuk w rytmie tańca zwanego lambaluną.

Wstyd się przyznać, ale przez to doświadczenie odkochałem się w V-maksie. Każdy ostry winkiel był jak zimny prysznic na moje gorejące serce. Chociaż znam takich, którzy zadurzali się jeszcze bardziej bezkrytycznie, przyjmując V-maksa z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ja nie. Sentyment jednak pozostał i niewątpliwie szkoda, że tak ciekawego motocykla nie ma już w ofercie. Ciekawe, czy Yamaha zaproponuje niebawem swoim klientom coś równie kultowego?

Yamaha V-max
Kompendium

Silnik: czterocylindrowy w układzie widlastym, czterosuwowy, chłodzony cieczą

Moc max: 145KM przy 8500 obr./min

Moment max: 101Nm przy 3000 obr./min

Liczba miejsc: 2

Masa: 262 kg

Przyspieszenie 0-100 km/h: 3,1 s

Prędkość max: 240 km/h

KOMENTARZE
Lemski

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026