Jego styl pasował bardziej do motocross’u niż superbike’ów.
Na skróty:
27 złamań, jedno do dziś nie pozwala unieść lewej ręki powyżej linii barku. Następnym razem było poważniej. Neurochirurg próbował wszystkiego. Prosił Giovanniego „the Voice” Di Pillo (zmarłego w roku 2022), wybitnego komentatora MotoGP, o nagranie specjalnych kaset, które odtwarzał pacjentowi przez słuchawki. Głos Giovanniego jest tak charakterystyczny, że nikt kto mówi po włosku, nie chciałby oglądać wyścigów z innym niż jego komentarzem.
Terapia okazała się częściowo skuteczna – Falappa zaczął reagować, ale dalej pozostawał w śpiączce. Trzeba było spróbować mocniejszych metod. Istnieje legenda, która mówi, że „the Voice” sam wyrwał go ze śpiączki krzycząc „Obudź się – Scott Russel się zbliża”. Czy to prawda? Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne – Giovanni Di Pillo na pewno był obecny w szpitalu w dniu wybudzenia Giancarlo.
Falappa jest doskonałym obiektem do tworzenia wokół niego niesamowitych historii. Gdyby w latach 90. istniały social media, z pewnością byłby ich królem. To miks Jacka Millera, Topraka Razgatlioglu i Travisa Pastrany w jednym. Wywodzi się z motocrossu, więc ma posturę raczej mięśniaka, niż zawodnika wyścigowego. Podczas jednej z rund po zderzeniu z dwoma konkurentami, Falappa podniósł motocykl i ukończył wyścig na punktowanym miejscu, wyprzedzając kilkunastu zawodników. Wszyscy byli pod wielkim wrażeniem, tym bardziej, że został zdyskwalifikowany za to, że ukończył bieg motocyklem… innego zawodnika.
W 1981 został Mistrzem Włoch w motocrossie w klasie 125 cm³. W 1982, 1983 i 1984 brał udział w mistrzostwach, startując w klasie 250 cm³ , ale nie był wśród faworytów, ponieważ firma Moto Villa, na maszynach której startował młody Giancarlo, była silna jedynie w klasach juniorskich. To nie był sprzęt do wygrywania, Falappa zawsze był wierny swojej marce, nawet jeśli oznaczało to starty na słabszym motocyklu.
Pełne oddanie: na rundy dojeżdżał ciężarówką, a pomiędzy wyścigami składał seryjne motocykle w fabryce Bimota.
Jego styl pasował bardziej do motocrossu niż superbike’ów.
W 1986 roku znajomi zabrali go na trening na torze wyścigowym, gdzie na Kawasaki GPZ 600, po raz pierwszy w życiu miał okazję ścigać się motocyklem drogowym, ocierając się o rekord toru. Czasy wykręcał tak dobre, że za pożyczone pieniądze kupił Suzuki GSX-R 1100 i w trakcie sezonu spłacił go z nagród, wygrywając juniorskie Mistrzostwa Włoch 1987.
W kolejnym roku, po wygraniu wszystkich czterech rund Mistrzostw Włoch w klasie Sport Production, startował już w Mistrzostwach Świata Superbike, jako drugi kierowca fabrycznego zespołu Bimota. Był to bardzo dobry wybór – rok wcześniej modelem YB4, (maszyna z silnikiem Yamahy 750 i włoską ramą), obecny szef zespołu Ducati w MotoGP Davide Tardozzi otarł się o mistrzowski tytuł. Falappa na brytyjskim torze Donington, prowadził aż do upadku w pierwszym wyścigu sezonu, a drugi wygrał.
Na zawody dojeżdżał jako kierowca zespołowej ciężarówki, a pomiędzy rundami utrzymywał się montując seryjne motocykle na linii produkcyjnej w fabryce. Podczas jednego z wyścigów kilkukrotnie starł się ze swoim zespołowym kolegą i ostatnie okrążenie jechał z urwanym prawym clip-onem kierownicy, a motocyklem sterował… trzymając rękę na ladze.
Lokalny dziennikarz w opisie amerykańskiej rundy cyklu Mistrzostw Świata dużą część artykułu poświęcił włoskiemu zawodnikowi zespołu Bimota, który codziennie rano na tor przywożony był we wczorajszych ubraniach przez kolejne mieszkanki stanu Minnesota, a nie mówił ani słowa po angielsku.
Sezon zakończył na 6. miejscu, wygrywając 3 wyścigi. Jego styl jazdy można było porównać do Micka Doohana, chociaż był jeszcze dziwniejszy – siedział wyprostowany i wciskał motocykl w ziemię, zupełnie jakby dalej jechał na zawodach motocrossowych, a nie na asfaltowym torze. To było bardzo niekonwencjonalne, ale efektywne.
Przez swój nieustraszony styl jazdy zwany jest „Lwem z Jesi”.
Nadal odwiedza wyścigi i kluby fanów Ducati.
Po sezonie spędzonym w Bimocie, zobaczył na drodze terenowe auto szefa zespołu Ducati, Marco Luchinellego. Jadąc motocyklem, otworzył drzwi jego samochodu, przywitał się, a później na gumie pojechał na najbliższy przystanek, porozmawiać o kolejnym sezonie. Castiglioni, właściciel marki Ducati, stworzył dla Giancarlo na poczekaniu kontrakt i w roku 1990 rozpoczęła się ich wspólna przygoda.
W pierwszym sezonie Falappa zaliczył bardzo poważny wypadek, po którym zapadł w śpiączkę na 18 dni. Do końca sezonu już nie startował, ale w kolejnych stopniowo odbudowywał swoją pozycję. W 1992 roku wygrał już 4 wyścigi, w 1993 aż siedem i ten sezon zakończył na 5. miejscu w klasyfikacji generalnej.
Sezon 1994 miał być tym wymarzonym – Ducati wprowadziło do oferty przełomowy model 916. Podczas brytyjskiej rundy w Donnington, w pierwszym wyścigu zwycięża zespołowy kolega Carl Fogarty. Falappa dojechał na 5. miejscu, w drugim wyścigu jest czwarty. Wynik ten powtórzył też w drugim wyścigu niemieckiej rundy. Trzeci w sezonie był wyścig w Misano – tu wyszarpał w kolejnych wyścigach drugie i pierwsze miejsce.
Przed czwartą rundą Falappa był wiceliderem mistrzostw, jednak wciąż miał problemy z lewym kolanem, które uszkodził podczas wypadku sprzed czterech lat. Inżynierowie Ducati zaprojektowali specjalny system, który miał mu pomóc lepiej zmieniać biegi. W czasie testów w Hiszpanii 11 czerwca 1994 roku, po gigantycznym high-side Giancarlo zapadł w śpiączkę na 38 dni. Telemetria motocykla pokazała, że w trakcie upadku jechał z prędkością 138 km/h.
Dzień wybudzenia Falappa uważał za datę swoich drugich urodzin. Po śpiączce stracił pamięć i przez miesiące nikogo nie poznawał. Podczas intubacji w trakcie reanimacji uszkodzono mu struny głosowe tak, że musiał się ponownie uczyć mówić. Próbował jeździć motocyklem, ale stracił widzenie (black-out) przy 220 km/h. Lekarze mówili, że jego organizm potrzebuje co najmniej 5 lat na pełną regenerację. On twierdził, że w tym wieku będzie już za późno na bycie konkurencyjnym. Jednak po tym wypadku Giancarlo nigdy nie powrócił do pełnego zdrowia i przestał się ścigać na motocyklach.
A szkoda, bo gdy był w dobrej formie, nawet asy pokroju Douga Polena, Carla Fogarty’ego czy Troya Corsera się go bały: Giancarlo Falappa nie był tylko jedną z czołowych postaci pierwszej dekady Mistrzostw Świata Superbike, ale także jednym z najtwardszych i najbardziej spektakularnych zawodników w mistrzostwach świata motocykli seryjnych.
Do końca kariery pozostał wierny Ducati, nadal podróżuje kamperem, odwiedzając wyścigi WSBK i przy okazji lokalne kluby Ducatisti, gdzie przez fanów traktowany jest jak bóg. Do dziś zachował błysk w oczach i zawadiacki styl bycia. Ma jednak pewne problemy z poruszaniem się, mówieniem i pamięcią. W sumie wystartował w 107 wyścigach, 8 razy zdobył pole position, 30 razy stanął na podium i wygrał 16 wyścigów.
Jest autorem 16 najszybszych okrążeń toru, oraz jednego – pokonanego w całości na tylnym kole. Ta sytuacja miała miejsce w roku 1993. W deszczu, na brytyjskim torze Brands Hatch miał tak ogromną przewagę, że postanowił dać frajdę kibicom i całe okrążenie przejechał na gumie. Nikt później nie powtórzył tego wyczynu. Jak twierdzą jego fani – to był i jest przegość!
Zdjęcia: archiwum redakcji
Po inauguracji sezonu w Tajlandii, w ten weekend MotoGP przenosi się do Brazylii, do której…
Wydaje się, że jeszcze 40–50 lat temu pojęcie pojazdów „przygodowych” po prostu nie istniało. Ludzie…
W warszawskim salonie Scootracer przy ul. Górczewskiej 30 zrobiło się naprawdę tłoczno. Powód był więcej…
Kontrola motocykla w terenie zaczynająca się od właściwej pozycji, skutery 125 w rozsądnych cenach, lekkie…
Sudety to najstarsze góry w Polsce, pełne kontrastów i ukrytych tajemnic. Po spotkaniu z ich…
Grand Prix Kataru w MotoGP zostało przełożone z kwietnia na listopad z powodu napiętej sytuacji…