Kilka tygodni wakacji spędziłem za granicą, w tzw. bardziej cywilizowanej części Europy i chciałbym podzielić się z Wami paroma spostrzeżaniami dotyczącymi zachodnich motocyklistów. Stwierdzenie faktu, że po drogach Niemiec, Belgii, Holandii czy Anglii jeździ znacznie wiecęj motocykli niż po naszych, na pewno nie jest odkryciem Ameryki, bo i samochodów jest tam znacznie więcej, ale odniosłem wrażenie, że proporcje między ilością jedno i dwuśladów są jednak troszkę inne niż w Polsce.
Nie sądzę aby wynikało to z różnicy w standarcie życia ale z czystej konieczności. W krajach, gdzie godzinami można stać w kilometrowych korkach niewielki motorower bywa często ulubionym środkiem transportu. Nierzadko można spotkać eleganckiego pana w garniturze, gospodynię domową czy stada szkolnej młodzieży przemykające między sznurami wlokących się powoli aut. Przeważnie są to niewielkie, automatyczne skutery, których obsługi można nauczyć się dosłownie w kilkanaście minut (kierowca ma do dyspozycji tylko gaz i hamulec). Gdy przyjrzeć się im dokładniej widać, że są to maszyny, które już nie jeden kilometr mają w kołach, a ich stan techniczny często (mówiąc delikatnie) dalece odbiega od doskonałości. Traktowane są po prostu jak u nas wiejskie rowery.
W Polsce na motocyklach przeważnie jeżdżą ludzie młodzi i gdy tylko nadarzy się okazja, przesiadają się do samochodów. Tylko ci najbardziej zagorzali nie rozstają się ze swoimi maszynami. Może nawet nie chodzi tu o jeden ulubiony motocykl, ale o samą przyjemność czerpaną z jazdy jednośladem. Kilka razy słyszałem już taki tekst z ust dwudziestoparo letnich ludzi ,,Ja się już w życiu motocyklem najeździłem. Od motocykla to tylko można dostać reumatyzmu, zapalenia płuc i kilku blizn”. No i na zdrowie. Niech nie jeżdżą. Będzie dla nas więcej miejsca na drogach. Wydaje mi się, że z nieco starszym wiekiem zachodnich motocyklistów wiąże się jeszcze jedna cecha: znacznie lepsza technika jazdy oraz większa odwaga.
Możecie wierzyć lub nie, ale podczas trzytygodniowej podróży najwyżej cztery razy widziałem motocykl wyraźnie przekraczający dozwolone prędkości. Na tzw. motorwejach (po naszemu autostradach) mijały nas cale stada motocykli i nikt nie przekraczał 120 km/h. A przecież na szerokich, bezkolizyjnych drogach, dysponując nowoczesną maszyną można bez problemu „ dawać ognia”. W Polsce tylko nieliczni posiadacze szybkich maszyn potrafią opanować ( drzemiącego chyba w każdym motocykliście) demona szybkości, a przecież nie ma u nas dróg z prawdziwego zdarzenia, pozwalających na szybką i bezpieczną jazdę.
Nie chciałbym abyście z moich dywagacji wysnuli wniosek, że na zachodzie Europy spotyka się tylko motorowery i obwieszonych jak Święty Mikołaj w Boże Narodzenie pakunkami turystów. Spotyka się też grupy „twardych mężczyzn” na fantazyjnych, ryczących chopperach, ale groźni i agresywni są tylko z wyglądu. Myślę, że w naszym marszu do Europy również w dziedzinie motocyklizmu powinniśmy się cywilizować i nie chodzi mi tylko o zmianę maszyn na nowocześniejsze, ale o zmiany w nas samych.
Niemiecki Instytut Bezpieczeństwa Motocyklistów (Institut für Zweiradsicherheit) z Essen przeprowadził badanie, w którym sprawdzono, czy motocykliści…
Motocykle Suzuki GSX-S125 i GSX-R125 są z nami już od 10 lat. W tym czasie…
Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…
Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…
Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…
Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…