Na skróty:
Trudno powiedzieć, co jest najbardziej zaskakujące w tej konstrukcji. Czy jest to czysto samochodowy silnik typu boxer pochodzący z poczciwego Volkswagena Garbusa? A może toporna stylistyka całej maszyny? A może fakt, że pochodzi ona z kraju, który zdecydowanie nie kojarzy nam się z konstruowaniem motocykli? Ale to właśnie ten ostatni czynnik sprawił, że ta dziwaczna maszyna w ogóle powstała.
Sprawdź więcej aartykułów z serii „motolegendy” – kliknij tutaj.
Pod koniec lat 70. XX wieku Brazylia znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Państwo było zadłużone, gospodarka słabła wykończona wieloletnim kryzysem. Włodarze kraju w celach naprawczych wprowadzili więc zaporowe cła na importowane produkty, co miało na celu rozruszanie rodzimego przemysłu.
W przypadku samochodów nie było jeszcze tragedii. W milionach egzemplarzy, już od lat 50. był tam produkowany Garbus (koncern Volkswagena miał swoje fabryki w São Bernardo do Campo i Taubaté), powstawały też Fordy, co ma niebagatelny wpływ na naszą historię. W przypadku motocykli sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Lokalna produkcja praktycznie nie istniała, a import gotowych maszyn, czy nawet części zamiennych nie był opłacalny. Najbardziej cierpiała na tym policja, której wysłużone, ponad 25-letnie motocykle marki Harley-Davidson stopniowo były wycofywane ze służby. Potrzebny był więc nowy motocykl, produkowany w całości w kraju.
W tym czasie dwóch domorosłych mechaników – Luiz Antonio Gomide i José Carlos Biston, zbudowało w swoim garażu motocykl napędzany silnikiem VW 1500. Dwaj kumple wepchnęli silnik z Garbusa do ramy, która powstała jako mieszanka Indiana, Harleya i kilku dodatkowych rurek. Silnik został odchudzony i zmodyfikowany. Pomysł w sam sobie nie był zły – blok silnika wykonany był z lekkiego elektronu (stopy magnezu) głowice z aluminium, a żeliwne były jedynie cylindry. W sumie „goły” silnik garbusa 1500, pozbawiony blach i osprzętu waży zaledwie ok. 100 kg. Za to skrzynia biegów jest naprawdę solidna i ciężka, jak na potrzeby motocykla. Największym konstrukcyjny wyzwaniem okazała się modyfikacja umożliwiająca nożną zmianę biegów oraz przeniesienie napędu na tylne koło łańcuchem. Ostatnie to połączenie pomysłowości z dobrze znanym i w Polsce druciarstwem – po prostu panowie zaspawali na sztywno mechanizm różnicowy, a zębatkę zdawczą nałożyli na fragment pozostałości dawnej półosi.
Motovolk, bo tak nazywała się ta pierwsza maszyna, miała przednie zawieszenie trapezowe, niedziałające zegary od samochodu marki Simca oraz zbiornik w kształcie trumny i chopperowe siedzenie zakończone długim, wysokim stelażem. U nas spotykał się swego czasu podobne konstrukcje, tylko nasi „inżynierowie” mieli do dyspozycji ramy i skrzynie biegów od ruskich motocykli, które po pewnych modyfikacjach współpracowały z silnikami od Garba albo Zaporożca.
Prototyp Motovolk, zbudowany przez dwóch mechaników-amatorów stał się podwaliną do powstania firmy AME i Amazonasa 1600.
Maszyna przeszła wszystkie odpowiednie procedury pozwalające na jej rejestrację i podobno przejechała 100 000 km bez większych awarii. W przygotowaniu były już trzy kolejne, dalej rozwijane i modyfikowane egzemplarze. Wyczyny dwóch chłopaków zwróciły uwagę kolejnego pasjonata z São Paulo – Daniela Ferrery Rodriguesa, właściciela dużej firmy zajmującej się handlem częściami do samochodów. Ten zaproponował panom wyprodukowanie motocykla z przeznaczeniem dla lokalnych służb mundurowych. Deficyt na rynku był tak duży, że dostał kontrakt praktycznie w ciemno. Tak 15 sierpnia 1978 roku narodziła się firma Amazonas Motos Especiais (AME), której zadaniem miało być wprowadzenie koncepcji brazylijskiego motocykla z silnikiem Volkswagena do seryjnej produkcji.
Jak większość części Amazonasa, także zegary zaczerpnięto z samochodu. Te jak na ówczesne czasy są bardzo nowoczesne.
Seryjne Amazonasy z pracami dwóch wspomnianych pasjonatów pokrywają się głównie zastosowaniem podobnej jednostki napędowej. Poza tym wszystko było opracowywane od podstaw, z naciskiem na wykorzystanie elementów dostępnych na lokalnym rynku. Nie było już mowy o stosowaniu pojedynczych, przypadkowych części – miała ruszyć wielkoseryjna produkcja.
Jednostką napędową nowej maszyny miał być sprawdzony, chłodzony powietrzem czterocylindrowy bokser Volkswagen Type 1 (1600, kod B) o pojemności 1584 cm³, który pomimo dużej pojemności nie imponował osiągami. Jego stopień sprężania wynosił zaledwie 7,2:1, co pozwoliło mu osiągnąć 50 KM w wersji podstawowej. W standardowych modelach motocykli za zasilanie odpowiadał pojedynczy gaźnik zaczerpnięty z produkowanego w Brazylii Forda Escorta. Droższe i policyjne wersje miały dwa gaźniki, z których każdy zasilał jedną parę cylindrów. W tej konfiguracji moc wzrastała do 56 KM, ale ważniejszy jest w tym wypadku gigantyczny jak na tamte lata moment obrotowy – 105 Nm. To wystarczało, by napędzić ważący aż 405 kg (z paliwem) motocykl do około 150 km/h.
Podobnie jak w prototypach Motovolk, zastosowano oryginalną (VW) samochodową czterostopniową skrzynię biegów, oczywiście ze wstecznym, który przy manewrach bardzo się przydawał. Równie prymitywnie jak w pierwszych sztukach rozwiązano przeniesienie napędu na tylne koło, ale poprawiono mechanizm nożnej zmiany biegów (wsteczny załączano oddzielną dźwignią). Choć w tak ciężkim motocyklu mogłoby się wydawać, że zastosowanie wału napędowego byłoby oczywiste, ze względu na ograniczone możliwości technologiczne zdecydowano się na klasyczny łańcuch. Tak, czy owak, to był w tamtym czasie seryjnie produkowany motocykl o największej pojemności silnika i najwyższej masie.
Zdjęcia uzyskaliśmy od brazilianclassiccars.com, którzy mają takie maszyny w ofercie!
Silnik zamontowany w podwójnej stalowej rurowej ramie typu zamkniętego, więc nie stanowił elementu konstrukcji nośnej. Nie ma również zaskoczenia w przednim zawieszeniu – zastosowano tu absolutnie najprostsze rozwiązania, czyli klasyczny teleskopowy widelec z rurami o niebagatelnej średnicy 48 mm. Co ciekawe, z czasem wprowadzono cieńsze rury nośne, ale poprawiono przy okazji system amortyzacji. O tylnym zawieszeniu z dwoma grubymi sprężynami mówiono, że jest ono obliczone dla nosorożca, a nie dla człowieka.
Maszyna była toporna w prowadzeniu, choć podobno użytkownicy nie narzekali na stabilność przy wyższych prędkościach. Jedna z późniejszych wersji osiągnęła w czasie testów prędkość 160 km/h, a do setki rozpędzała się w ok.9 sekund. Gorzej było z zakrętami – motocykl miał bardzo mały kąt pochylenia, a gwoździem do trumny były samochodowe kwadratowe opony typu radialnego. Dramatu dopełniał układ hamulcowy, który okazał się całkowicie nieprzystosowany do pracy w motocyklu. Żywcem przeszczepiono dwuobwodową samochodową pompę hamulcową z garbusa, zaślepiając jedynie zbędne otwory. Grube na 10 milimetrów tarcze hamulcowe pochodziły z Forda, podobnie jak zaciski ATE. Całość konstrukcji w specyficzny sposób została obłożona blachą i nazwana motocyklem.
AME Amazonas 1600 na torze to rzadki widok. Motocykl miał mały prześwit, kiepskie zawieszenie i samochodowe, kanciaste opony.
Pomimo specyficznej budowy i obiektywnie fatalnych właściwości trakcyjnych, Amazonas 1600 zyskał uznanie zarówno wśród prywatnych użytkowników, jak i policji. Ta sklecona naprędce konstrukcja, dzięki zastosowaniu sprawdzonych i produkowanych od wielu lat części, okazała się bardzo trwała i mało awaryjna. Motocykl mógł naprawiać lub serwisować każdy domorosły mechanik, a części (nowych i używanych) do garbusów w Brazylii było i ciągle jest po kokardę. W jednym z artykułów pisanych w tamtych czasach spotkać się można było z określeniem, że aby serwisować Amazonasa wystarczyło odróżniać tylną część ciała od klucza francuskiego.
AME Amazonas 1600 oferowany był w czterech wersjach. Podstawowym modelem był eSporte, kosztujący w połowie lat 80. około 4000 dolarów. Do dyspozycji nabywcy mieli także wersję superEsporte, wyposażoną w potężną owiewkę i kufry Turismo, oraz model Policial, przeznaczony do służb. Najdroższe wersje były wyposażone w dwa gaźniki, a ich cena pod koniec produkcji dochodziła do nawet 8500 dolarów.
Większość produkcji została przeznaczona na lokalny rynek, choć mówi się o eksporcie do USA, Japonii czy nawet Iraku. Podobną jedną sztukę zamówił ówczesny władca tego kraju.
Fabryka AME to właściwie niewielka manufaktura, w której łącznie wykonano zaledwie około 450 pojazdów we wszystkich wersjach. Firma w 1986 roku została sprzedana, a w 1989 roku ostatecznie zamknięta po nieudanej przygodzie z produkcją kit-carów. W tamtym czasie Brazylia, będąca w tragicznej sytuacji ekonomicznej, otworzyła się na zewnętrzne rynki. i powoli wygrzebywała się z kryzysu. Toporna i przestarzała konstrukcja Amazonasa przestała mieć rację bytu.
Z założenie AME Amazonas 1600 miał być pojazdem dla służb. Policjanci bardzo go sobie chwalili za niezawodność i prostą obsługę.
Jako niedoszły historyk zostałem bardzo dobrze nauczony, na czym polega praca z dokumentami źródłowymi. Umiem w nich kopać jak mało kto, szukając informacji w książkach serwisowych czy starych artykułach. Mam alergię na niepotwierdzone dane, a przy pisaniu tego tekstu natknąłem się na nie aż nadto. Co ciekawe, dziennikarze innych, światowych tytułów spierają się o szczegóły tego projektu. Nie wiadomo, do kiedy Luiz Antonio Gomide i José Carlos Biston pracowali w AME. Przejrzałem wiele materiałów, obejrzałem kilkanaście filmów, jednocześnie ucząc się portugalskiego, by jak najlepiej przedstawić historię Amazonasa 1600. No właśnie… podobno montowano też 38-konny silnik 1300 – który de facto nigdy nie był produkowany z taką mocą. Podobno maszyny policyjne miały aż 68 KM, a każdy egzemplarz sprzedany w prywatne ręce był na swój sposób unikatowy.
Tego typu konstrukcja zawsze znajdzie swoich ortodoksyjnych wyznawców. Członkowie Amazonas Moto Club są wręcz zakochani w swoich maszyna ch, a ci, którzy przesiedli się na Yamahę V-max, bądź Harleya, podobno tego kroku żałują. Czy jest to miejska legenda, czy prawda – trudno powiedzieć. Czy AME Amazonas 1600 naprawdę jest najgorszym motocyklem świata? Na początku postawiłem taką tezę, a teraz sam już nie wiem. Faktem jest, że odcinał swoje piętno na historii światowego motocyklizmu, bo…. nawet nasza redakcja opisywała go w swoim katalogu na rok 1991 jako maszynę monstrualną. Przy okazji w tamtym czasie na rynku niemieckim Amazonas kosztował 19 500 DM, a najbardziej wypasione BMW K100 LT tylko odrobinę więcej – 20 520 DM…
Kahena 1600 to druga próba zbudowania motocykla z silnikiem VW. Pomimo lepszej konstrukcji – projekt upadł.
Na początku lat 90. nie wszyscy pogodzili się z zamknięciem fabryki i zakończeniem produkcji Amazonasa. Również w São Paulo powstała firma Tecpama, która jeszcze raz przymierzyła się do budowy motocykla z klasycznym silnikiem Volkswagena Garbusa. Tym razem jednak była to dużo bardziej finezyjna konstrukcja. Po pierwsze, zastosowano sztywną, dwubelkową boczną ramę zwaną Tecbox, porządne zawieszenia i hamulce oraz, przede wszystkim motocyklowe opony. Silnik, dzięki lekkiemu zwiększeniu stopnia sprężania do 7,5:1, osiągał zawrotne 64 KM, a napęd na tylne koło był wreszcie przenoszony poprzez motocyklową skrzynię biegów i wał napędowy.
Najciekawsze jednak okazało się nadwozie, bardzo nowoczesne jak na owe czasy. Pełna sportowa owiewka przypomina tę wyjątkowo ekstrawagancką z modelu BMW K1, choć brazylijski motocykl wydaje się być nieco bardziej obły. Bardzo mocno odchudzona, do ok. 300 kg na sucho maszyna nie miała jednak szans przebić się w realiach lat 90. Podobno wykonano zaledwie kilka egzemplarzy. W Polsce chyba nigdy nie pojawiła się ani jedna sztuka Amazanosa, chociaż podobnych skleconych w rodzimych garażach pojedynczych egzemplarzy było co najmniej kilka.
Zdjęcia: Archiwum redakcji, brazilianclassiccars.com
13-letni Andrzej Kupczyński wywalczył pole position, a następnie finiszował na podium podczas drugiej rundy międzynarodowych…
W ostatnich latach, głównie za sprawą producentów z dalekiej Azji, obserwujemy spory wzrost segmentu motocykli…
Około pół roku po premierze na targach EICMA 2025 marka Norton ujawniła pełną specyfikację i…
Czy po pięciu rundach sezonu 2026 MotoGP, tegoroczna rywalizacja zaczyna nam się właśnie układać w…
Drawsko Pomorskie znów stanie się jednym z najgorętszych punktów na motocyklowej mapie Pomorza Zachodniego. Już…
Polski rynek quadów rozwija się bardzo dynamicznie. W 2025 r. sprzedaż sięgnęła ok. 22 tys. sztuk. Większość maszyn…