Na skróty:
Na początek wyznanie. Nie wyznanie wiary! Wyznanie zakupowe. Otóż kupiłem Vespę, model PX 125 z 2007 roku. Jest piękna, beznadziejne głośna, ma niedziałające zawieszenie i hamuje niczym rower Jubilat. Kocham ją za sumę tych niedoskonałości. Oczywiście zamówiłem do niej wiadro części celem dłubania w długie grudniowe wieczory. Ale czymże jest moje zamówienie wobec tego, co zrobił Max Yicheng z tajwańskiego warsztatu 2LOUD Customs. Chłop wziął Vespę 90 z lat 60., wsadził do niej silnik z PK 125 z lat 80., po czym z każdej części wykręcił maksimum możliwości. I tak na pokład wjechał kit Malossi zwiększający pojemność skokową do 136 ccm, sportowy wał Mazzucchelli, nowe sprzęgło, gaźnik PWK30, kolektor dolotowy MRP i tytanowy układ wydechowy JL z oferty SIP. Do tego szereg przeróbek stylistycznych. Zbudowałbym taką, gdybym tylko nie miał rozgrzebanego projektu Yamahy SR250.
W sierpniowym wydaniu zachwycałem się Triumphem Thruxtonem 900 „Jade” z hiszpańskiego warsztatu Tamarit Motorcycles. Tamten motocykl wyglądał jak dzieło sztuki, został wystawiony w galerii sztuki, gdzie sprzedał się w cenie 52 448 euro, czyli jak całkiem niekulawe dzieło sztuki. Czy można było zrobić coś jeszcze lepszego? Otóż tak! „Circe” to bobber zbudowany na bazie Triumpha Bonneville z 2004 roku. Sama nazwa to nawiązanie do greckiej bogini Kirke (łac. Circe), pięknej kobiety, znanej z tego, że zamieniała mężczyzn w świnie. Dla posiadania tego barokowego bobbera, z zawieszeniem typu springer z przodu, lampą Bates, skórzanym siedziskiem, wszechobecnym chromem, detalami z mosiądzu i ascetycznym układem wydechowym, dałbym się zamienić w patyczaka, gdybym tylko nie musiał naprawić umywalki w łazience przed nadchodzącymi świętami.
O tegorocznych nowościach Hondy można powiedzieć jedno: są nudne jak „M jak miłość” bez Hanki Mostowiak. Sprawa ma się inaczej z segmentem 125 japońskiego producenta. Super Cub, Dax i Monkey to z gruntu bezsensowne sprzęty. Nikt jednak nie powie o nich, że są nudne i nijakie. Są kultowe, piękne i każdy szanujący się motocyklista przynajmniej raz w życiu powinien poczuć to, co czuje się przy zakupie takiego malca. A jeśli wrażeń będzie za mało, zawsze można kupić customową „małpkę” w Viba Motor. Wykorzystując swój niezwykły zmysł do projektowania minimalistycznych rzeczy i technologię SLM Solutions, pozwalającą na druk 3D z proszków stopu aluminium (AlSi10Mg), ekipa francuskiego warsztatu stworzyła dzieło kompletne. Ich motocykl wygląda, jakby został stworzony na zlecenie Ikei. Jest mały, kompaktowy i jeszcze bardziej użyteczny niż oryginał. Kupiłbym jedną z 23 powstających sztuk, gdybym tylko nie martwił się rosnącymi stopami procentowymi i moim kredytem hipotecznym.
Brak pieniędzy na budowę customa? To żaden problem! Wystarczy nazywać się Edi Buffon, mieszkać w Australii i mieć trochę motocyklowego złomu w warsztacie. Radykalny bobber z turbo powstał na bazie silnika z Suzuki GS650 i wszystkiego, co Edi znalazł w swojej graciarni. Proces budowy rozpoczął się od instalacji turbiny, gaźników Webera z prawej strony baku oraz wydechu. Kiedy Ediemu skończyły się 3-calowe rury, użył kilku 2,5-calowych. Następnie do silnika zbudował sztywną ramę, przednie zawieszenie w stylu Druid, barankową kierownicę z odwróconymi klamkami, zainstalował koła i wszystkie inne niezbędne elementy konstrukcyjne – i voilà! Radykalny, uturbiony bobber powstał z martwych. Przysięgam na zardzewiałą Multiplę sąsiada, że zbudowałbym taki motocykl, gdybym tylko miał garaż, złom i coś więcej niż śrubokręt do klocków Lego.
Prawdą jest, że Elon Musk, właściciel Tesli, Twittera, The Boring Company – firmy sprzedającej miotacze ognia, w ostatnim czasie zaliczył niemałą odklejkę od rzeczywistości („odklejka” to kandydat na młodzieżowe słowo roku 2022, dlatego radzę zapamiętać). Prawdą jest też, że jego pracownicy w pocie czoła pracują nad SpaceX i załogowymi lotami na Księżyc. Podobno już w 2024 roku będziemy mogli kupić bilet niewiele droższy od tego w PKP na linii Warszawa-Kraków, by po kilku godzinach osobiście stanąć na powierzchni Srebrnego Globu. Wszystko brzmi pięknie, ale ani na Ziemi, ani na Księżycu, ani na Jowiszu, nie mam zamiaru poruszać się pieszo. Moim zdaniem chodzenie pieszo jest dla emerytów, bezrobotnych i sprzedawców fotowoltaiki. Na szczęście ekipa warsztatu Hookie Co. znalazła już rozwiązanie tego, jakże palącego, problemu. Oto „Tardigrade” – elektryczny motocykl pozwalający eksplorować naszego naturalnego satelitę z prędkością 15 km/h. Zasięg na jednej baterii to ponad 110 kilometrów. Na Ziemi to niewiele, lecz na Księżycu, na którym wszystko po horyzont wygląda tak samo, to aż nadto. Stworzyłbym takie dziwadło, gdybym tylko lubił elektryki i nie bał się kosmitów.
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…
Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…