Z archiwum ŚM: Triumph Thunderbird – triumf wyobraźni. Numer 4/1995

No, mo­że nie do końca światowym, gdyż dopiero teraz Triumph dokonuje powrotu na rynek nr 1 z czasów dawnej świetności: USA. Motocyklem, który ma roz­począć triumfalny powrót, będzie właśnie Thunder­bird – zadziwiająca mie­szanka starego i nowego, nakierowana pierwotnie na podbicie rynku amerykań­skiego. Biorąc jednak pod uwagę towarzyszące mu zainteresowanie, może on stać się prawdziwym ogólnoświatowym przebojem. 

Po całym tygodniu spę­dzonym z Thunderbirdem (jeszcze przed jego oficjal­ną prasową prezentacją), polegającym na zabawie w kotka i myszkę z ulewami i gołoledziami oraz próbach udowodnienia, że Wielka Brytania w styczniu nie różni się niczym od Kalifor­nii latem, cisnęło mi się jed­no tylko spostrzeżenie: Bloor i jego załoga będą mieli nielichy problem z tą maszyną. Nie ma bowiem takiej siły, by cała obecna zdolność produkcyjna Triumpha, wynosząca rocznie 15 000 sztuk (z czego 2250 popły­nie za ocean), była w stanie zaspokoić przewidywany popyt na Thunderbirda.Zamierzone porozumienie pomiędzy Triumphem i Harleyem-Davidsonem, który był bardzo zainteresowany dystrybucją Trium­phów w swojej sieci dealerskiej na terenie USA, nie doszło do skutku, ponieważ największym konkurentem Thunderbirda jest właśnie Sportster. Owszem, róż­nią się, bo jeden ma rzędo­wą trójkę, drugi widlastą dwójkę, ale oba będą wal­czyć o ten sam kawałek tor­tu – podobnie jak ich proto­plaści ponad ćwierć wieku temu. Nowy Thunderbird jest pierwszym strzałem Triumpha w ten segment rynku.

Jak na razie, Thunder­bird jest motocyklem jedy­nym, wyjątkowym, zasłu­gującym na szczególne pra­wa, bez możliwości porów­nania z jakimkolwiek in­nym. Obecnie „dwa w jed­nym” – motocykle, mogą różnić się jedynie kolorem: błotniki i zbiornik paliwa są czarne, brązowe lub nie­bieskie, bądź też, za dodat­kowe 150 funtów powyżej nor­malnej ceny w Anglii (7549 funtów wraz z podatkiem), można mieć dwubarwne malowanie ze szparowaniem.

Ale wcale nie gorzej wyglą­da w tradycyjnej czerni – coś specjalnie z myślą o świeżo odrodzonych bike­rach. Powiedzmy, że w Hol­lywood nakręcą powtórkę ,,Dzikiego” (The Wild One). Od razu mają gotowy sprzęt dla następcy Marlo­na Brando! Ten motocykl ma swój styl, troskliwie wy­rzeźbiony w pracowni Triumpha specjalnie dla ciebie, po wielu godzinach żmudnych poszukiwań w archiwach. 

Trudno jest balansować na cienkiej linii pomiędzy pastiszem a własną twór­czością, szczególnie gdy chodzi o zaprojektowanie retro-klasyka, który ma w sobie połączyć dobre wspomnienia z przeszłości z codzienną funkcjonalnością, a nostalgię z po­ręcznością. 

I nikt tego do tej pory le­piej nie zrobił. Nawet Har­ley. Thunderbird jest zde­cydowanie praktycznym, technicznie nowoczesnym i dynamicznie satysfakcjo­nującym motocyklem do jazdy. Ma on wystarczający zapas mocy, znacznie przewyższający to, czego użytkownik może żądać. Przyjrzyj się dokładnie wszystkim elementom tak pieczołowicie wkompono­wanym w sylwetkę tego motocykla. Przywodzą one na myśl wspomnienia o po­przedniku noszącym to sa­mo imię, z twinem 650 ccm, produkowanym od 1949 do 1966 roku.

Blok silnika, w naturalnej barwie alumi­nium, jest niczym wyjęty z piaskowej formy odlewni­czej, chłodzone cieczą cy­lindry są zmyślnie opatulo­ne w żeberka, boczne po­krywy polerowane na wy­soki połysk, przednie 36. i tylne – 40., szprychowe koła obute w aluminiowe felgi Akront. Tylna – po raz pierwszy za czasów Bloora – 16-calowa! Poza tym tłu­miki, których sam kształt już mówi: ,,Oto właśnie jest Triumph”. Nawet tylna lampa i delikatnie powięk­szony zbiornik paliwa z charakterystyczną dla Triumpha plakietką, zwaną potocznie „harmonijką”, zdają się mówić: lata 50. to dopiero były czasy…

Dbałość o detale jest uderzająca. Choćby ta­ki firmowy znaczek odlany na bębnie hamulcowym czy wyciśnięty na gumo­wych podnóżkach. Jest to w każdym calu przykład, jak wspaniale można zaprojektować jednoślad. Brawa dla Johna Mocketta! Jakkol­wiek Mr. Bloor skwapliwie określa Thunderbirda jako dzieło zespołowe, to powi­nien pozwolić swojemu skromnemu styliście na odebranie tej oto laurki. Naprawdę, niekoniecznie trzeba lubić kształty neo­klasycznych motocykli, by docenić jego sylwetkę i wy­konanie. 

Albo też jego prowadze­nie. Pod powabną powłoką kryją się mocno zmodyfiko­wane mechanizmy, specjalnie przewidziane dla T-Bir­da, zupełnie różne od tego, co jeździ w innych „trój­kach” Triumpha. Jak poda­je wytwórnia, 80% części Thunderbirda jest zupełnie nowych, nie pasujących do pozostałych modeli Trium­pha.
Oczywistym jest, że osią­gi silnika – o wymiarach niezmienionych względem swych braci – zostały dopasowane do wymogów rynku amerykańskiego, który jest dla nowego modelu naj­ważniejszy. Stopień spręża­nia zmniejszono do 10:1, tak, by umożliwić pracę na (stosunkowo) niskooktano­wej, bezołowiowej benzy­nie. Spadła zarazem moc: do 70 KM przy 8000 obr./min. To 15 KM mniej niż w terenowym Tigerze 900! Lecz kombinacja zmienio­nych krzywek rozrządu i mapy zapłonów przesunę­ła najwyższy moment obro­towy (72 Nm) na 4800 ob­rotów (dla porównania: Ti­ger 82 Nm przy 6000, Sprint 83 Nm przy 6500).
Cienka czerwona linia za­czyna się przy 8750 obro­tach i jeśli upierasz się przy tym, by ją przeskoczyć, to znajdź sobie lepiej innego „ptaszka”. Pięciostopniowa skrzynia biegów jest, mówiąc krótko, lepiej niż akuratna, nawet jeśli wzorem Speed Triple przełożenia zmieniono w tani sposób, rezygnując tylko z kół zęba­tych szóstego biegu stan­dardowej skrzyni rodziny Triumphów.
Tak oto nieprzeciążany układ napędowy powinien pozwolić na wiele tysięcy kilometrów przejechanych bez jakichkolwiek mecha­nicznych dolegliwości. Triumph ma pod tym względem powód do dumy – reklamacje gwarancyjne dotyczą mniej niż 1 % całko­witej produkcji. Pozwa­la to potencjalnemu kie­rowcy na najbardziej relaksującą z relaksujących przejażdżek.
Wystarczy go dosiąść, by przed oczyma jął przesuwać się film, jakby czas cof­nął się o czterdzieści lat: „Wszystkie dźwignie i ma­netki pasują jak ulał do dło­ni”. Swoją drogą, kawał do­brej roboty odwalił ten, kto dobierał wysokość i szero­kość kierownicy, kąt pochy­lenia jej rączek, połóżenie podnóżków i wszystko to zgrał w jedną zgrabną ca­łość. Albo to staromodne siodło (nieźle zresztą skro­jone) – jest niemal idealne, choć z przodu nieco obniżo­ne, a to dla zapewnienia pełnego komfortu w kon­taktach kierowca-moto­cykl.
Pasażer/pasażerka również mogą być zadowoleni. Jak na motocykl „na co dzień”, na krótkie skoki po zakupy, do pracy czy też na dłuższe wypady, pozycja kierowcy jest idealna, raczej komfor­towa i praktyczna niż spor­towa. Siedzenie znajduje się na umiarkowanej wyso­kości 750 mm, o 25 mm mniej niż w Sprincie, co w połączeniu z niższymi i wysuniętymi do przodu podnóżkami czyni Thun­derbirda pierwszym Triumphem, na którym sie­dzi się inaczej niż na innych współczesnych motocy­klach tej marki. Cudowne uczucie!
Ten błogostan pozwala ci na relaksacyjną jazdę motocyklem, na co z łatwo­ścią przyzwala odpuszczo­ny silnik. Motocykl na naj­wyższym biegu ciągnie bez szarpnięć już od 35 km/h. Odpowiada to 1400 obro­tom na min., co może da­wać pojęcie o niesamowitej wręcz elastyczności silnika. Jest to motocykl, w którym zależnie od chwilowego na­stroju lub tego, co aktual­nie dzieje się na drodze, można wrzucić „piątkę” i zapomnieć o biegach bądź też, używając ich wszystkich, „wspinać” się po krzywej momentu obro­towego, by narobić trochę zamieszania. Naprawdę, powiadam, można wkręcać ten silnik na pełne obroty kiedy tylko dusza zapra­gnie. W swojej klasie jest nie do pobicia. Niestety, je­dyne co mogą zrobić wła­ściciele Sportsterów 1200, to zainwestować w porad­nik typu „Sam poprawiam osiągi mojego Harleya”.
Trochę o osiągach Thunderbirda: choć maksy­malna prędkość wynosi 180 km/h, to cokolwiek ponad 130 km/h będziesz musiał się mocno trzymać kierow­nicy, by wytrzymać napór wiatru. Przy jeździe z 90 km/h, zgodnie z amerykań­skimi przepisami, silnik kręci się dokładnie 4000 razy na minutę, czyli w po­łowie drogi do czerwonej kreski i idealnie w punkcie maksymalnego momentu obrotowego.
Podstawową częścią podwozia Thunderbirda jest standardowa dla wszystkich Triumphów ra­ma grzbietowa z pojedyn­czą rurą stalową o dużej średnicy. Ten sam pozostał kąt pochylenia główki ramy – 27° – i przedni widelec Kayaba, lecz wyprzedzenie jest mniejsze o 1 mm, a to dzięki specjalnie dla tego modelu przygotowanym aluminiowym półkom. Po­jedynczy, przedni hamulec Nissin o średnicy 320 mm może wyglądać nieco za skromnie, jak na motocykl ważący 220 kg, jednak w zupełności daje sobie z nim radę, wsparty dodat­kowo tylnym, również tar­czowym hamulcem.
Mniej pochwał zbiera tylne zawieszenie, a to z po­wodu twardości i braku re­gulacji, może oprócz napię­cia wstępnego sprężyny, które jednak musi być re­gulowane w odpowiednio wyposażonym warsztacie. Jazda betonową autostradą – jak choćby w USA – ujaw­nia złe maniery Thunder­birda. Tył jest tak twardo resorowany, że na nierów­nościach wyskakuje do gó­ry, trącąc kontakt z podło­żem. Chętnie zobaczyłbym bardziej miękki i progre­sywny tylny amortyzator, podobny do tego, jaki stoso­wany jest w innych Triumphach.
Poza tym Thunderbird prowadzi się bardzo po­prawnie, oczywiście jak na ten rodzaj motocykla. Ow­szem, całkiem łatwo jest przytrzeć podnóżkami o as­falt, a to chociażby z powo­du rewelacyjnej przyczep­ności zastosowanych opon Michelin, lecz naprawdę działa to tylko jako system wczesnego ostrzegania. Prawdziwe badanie granic przyczepności nastąpi wte­dy, gdy przytwardy tył pod­skoczy co nieco na nierówności nawierzchni.
Wprowadzając do salo­nów sprzedaży Thunder­birda, Triumph nie tylko poszerza rynek na swoje produkty, lecz także two­rzy nowy podział wśród tradycyjnego nurtu naked ­bike. Thunderbird jest bar­dziej praktyczny i poręczny niż Ducati Monster i mniej nieokiełznany niż cały sze­reg japońskich motocykli z Yamahą XJR 1200 i Ka­wasaki Zephyrem na czele. Głównym rywalem dla Thunderbirda będzie, co jeszcze raz podkreślam, Harley-Davidson w swej czystej, nagiej postaci, a szczególnie Sportster. Lecz jeden cylinder więcej i wyrazisty, głuchy i ryt­miczny łoskot silnika do­chodzący z jedynych w swoim rodzaju tłumi­ków, a także bezbłędna stylistyka nie dają szans konkurencji.
Jest to szcze­gólny motocykl, skazany na światowy sukces. Brzmi to paradoksalnie, lecz pre­miera Thunderbirda – mo­tocykla nierozerwalnie związanego z przeszłością – otwiera nowe perspekty­wy przed Triumphem. Jak powiedział Mike Lock, czło­wiek, który zaplanował atak na rynek amerykań­ski: „Pokazaliśmy już, że nasza uwaga skupiona jest na przyszłości, kiedy odra­dzaliśmy markę Triumph cztery lata temu. Oznacza­ło to stworzenie nowej ro­dziny motocykli z zastoso­waniem najnowszej techni­ki i stylizacji oraz osadze­nie ich na mocnym gruncie rynku, tak by udowodnić naszą wiarygodność. Po tym, jak tego dokonaliśmy, mogliśmy pozwolić sobie na stworzenie Thunderbir­da bez obaw, że wszyscy uznają nas za zdolnych je­dynie do produkowania re­tro-motocykli.”
Dokładnie tak, tylko że teraz, jak świat długi i sze­roki, wielu miłośników Triumpha będzie musiało rozstać się ze swymi pieniędzmi. Panowie, wasz czas nadchodzi! Wyjmijcie swoje portfele i książeczki czekowe. Na pewno nie bę­dziecie rozczarowani wy­nikiem. To jest bardzo do­bry motocykl – i do tego jeszcze Triumph!
KOMENTARZE
Alan Cathcart

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026