Wielu po­tencjalnych klientów, a na­wet niektórzy dealerzy, nie mogło przekonać się przede wszystkim do mocno wy­eksponowanego zespołu wskaźników, brak jakiejkol­wiek osłony przy reflekto­rze, montowanej przecież w Z 1 R, także budził miesza­ne uczucia. Od strony tech­nicznej nie przekonywały tocznie łożyskowany układ korbowy GPZ 1100 i dwa konwencjonalne amortyza­tory. Co prawda prawdziwy entuzjazm wzbudzały osiągi motocykla, a szczególnie elastyczność zasilanej wtryskiem paliwa jednostki napędowej, ale podwozie nie dorównywało możliwo­ściom silnika. W tamtych latach było to zjawisko ty­powe dla ciężkich japońskich motocykli, ale użyt­kownicy niechętnie godzili się z niestabilnym prowa­dzeniem przy wyższych prędkościach motocykla tak wysokiej klasy. Szczególnie przy nieco zużytym ogumie­niu drgania podwozia były bardzo dokuczliwe. 

Na osłodę kierowca GPZ miał jednak doskonałe przyspieszenia w każdym zakresie obrotów, zaś wtryskowy układ zasilający, produko­wany na licencji firmy Bosch, pracował bez zarzu­tu. Pod względem osiągów nowe Kawasaki pokonywa­ło w testach porównaw­czych swoich konkurentów w klasie. 

Krytyka stylizacji GPZ 1100 spędzała chyba sen z powiek inżynierom w Aka­shi, bowiem już w 1982 r. pojawiła się zmodernizowa­na wersja motocykla, z obu­dową przy reflektorze i no­wym układem zasilania. System Bosch-L-Jetronic za­stąpiono wtryskiem o na­zwie Digital Fuel Injection, współpracującym z cyfrowym zapłonem. A więc na początku lat 80. Kawasaki wprowadziło do seryjnej produkcji rozwiązania tech­niczne, które na szeroką skalę pojawiły się w jedno­śladach dopiero w latach 90. Dysze wtryskiwaczy przeniesiono z głowicy cy­lindrów do króćców ssą­cych, problemy z urucha­mianiem silnika, które poja­wiały się w poprzednim mo­delu, przeszły do historii. 

Już rok później wpro­wadzono na rynki europejskie kolejną wersję GPZ 1100, ale tym razem zakres przeróbek był znacznie większy. Zmieniono całkowicie stylizację, która w połączeniu z ob­szerną, mocowaną do ra­my obudową przy reflekto­rze, nadała pojazdowi bar­dziej sportowy charakter. Bardziej niż agresywny wygląd i zaokrąglone kształ­ty potencjalnych klientów przekonywał jednak cen­tralny amortyzator w tyl­nym zawieszeniu, mocowa­ny w układzie dźwigni Uni­Trak. 

W silniku pojawiły się zawory o większej śred­nicy i nowe wałki rozrzą­du. Dzięki tym ostatnim wydłużeniu uległy nie tylko czasy otwarcia, ale również skok zaworów. Zmoderni­zowano także układ zasilania, a wszystkie wysiłki konstruktorów zaowoco­wały maksymalną mocą silnika 120 KM w niezdła­wionej wersji. 

Kawasaki GPZ 1100 po­zostało w programie produk­cyjnym do 1988 r. Sprzedało się w wielu tysiącach eg­zemplarzy. Do dnia dzisiej­szego oferta tych motocykli na rynku pojazdów używanych jest dość duża, a pod­czas wielu lat eksploatacji wyszły na jaw wszystkie sła­bości tego bardzo kontro­wersyjnego modelu. Za­sadniczym mankamen­tem jednostek napędowych jest wysokie zu­życie oleju, sięgające nawet 2 l/1000 km. Konsekwen­cją takiego stanu rzeczy są grube osady nagaru na denkach tłoków, za­worach i w ko­morach spalania. 

Po przebiegach rzędu 50 tys. km prowadnice za­worowe i tłoki z pierścieniami nadają się pra­ktycznie do wy­miany. Olej tra­fia nie tylko nad tłoki, ale chętnie wycieka w róż­nych miejscach na głowicy i bloku cylindrów. Nie należą do rzadkości awarie roz­rusznika i stojana w alterna­torze. Najdotkliwsze pod względem finansowym są jednak awarie wału korbo­wego, w którym luzują się czasami niezbyt mocno spra­sowane z czopami przeciw­wagi. Temu zjawisku towa­rzyszą spadek mocy i bardzo głośna praca silnika. 

Od razu trzeba jednak zaznaczyć, że poważnym awariom sprzyja ostra, dynamiczna jazda. Przy spokojnej eksploatacji niezawodność GPZ jest bar­dzo wysoka. Z krytyką użyt­kowników spotyka się wykończenie pojazdu, czego dowodem są niechlujnie wy­konane układy wydechowe, niektóre gwinty i powłoki la­kiernicze. 

Oferta GPZ 1100 w Pol­sce nie jest tak bogata jak w krajach Europy Zachod­niej. Ten model Kawasaki spotyka się jednak na kra­jowych giełdach i w komi­sach, na dodatek w stosun­kowo niezłym stanie. Na zakup najstarszych wersji trzeba przygotować ok. 3 tys. zł (stan w 1995 roku, przyp. red.), aby kupić egzempla­rze produkowane w latach 1983-86 należy dołożyć jeszcze ok. 1,5 tys. zł. Ostatnie roczniki są znacz­nie droższe, trzeba za nie zapłacić ok. 7 tys. zł. 

Przy spokojnej eksploatacji GPZ 1100 sprawi swojemu wła­ścicielowi wiele radości i będzie bezawaryjnie służyło nawet przez kilka lat. Ci, którzy zamierzają jeździć sportowo, muszą liczyć się w wysokimi kosztami eks­ploatacji, bowiem oprócz dużego apetytu na olej, motocykl przy dynamicznej eksploatacji wy­kazuje spore zapo­trzebowanie na paliwo.

 

KOMENTARZE
Dariusz Dobosz

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026