Z archiwum „Świata Motocykli” – Henderson, w cieniu Harleya. Numer 2/1994

Oprócz Harleya, którego wszyscy znają, India­na, o którym większość sły­szała, wymienić można kilkanaście innych amerykań­skich firm produkujących niegdyś jednoślady na naj­wyższym, światowym poziomie. Nazwy takie jak AMC, Excelsior (znany w Europie jako American X), Flying Merkel czy Cyclon wzbudza­ją nie mniejsze zaintereso­wanie niż popularny Har­ley. Lecz najciekawszą gru­pę motocykli, bardzo cha­rakterystyczną dla Amery­ki, stanowią czterocylind­rowe rzędówki. ACE, Cham­pion, Cleveland, Militaire, Indian 4 i Henderson to przedstawiciele tej królews­kiej rasy.

Wprawdzie podob­ne konstrukcje spotkać moż­na i w Europie, jak FN czy Nimbus, ale „podobne” są tylko z założeń konstrukcyjnych silnika. Każdy, kto widział Nimbusa nie ośmie­li się porównać go do któ­rejkolwiek z wymienionych, amerykańskich maszyn. W czym tkwi owa moc nobili­tująca te motocykle do ran­gi najlepszych na świecie?Aby odpowiedzieć na to pytanie, przenieśmy się wyo­braźnią dziesięć tysięcy ki­lometrów na zachód i osiem­dziesiąt dwa lata wstecz. 

Henderson podbija Amerykę

Jesteśmy w Stanach Zjed­noczonych, w roku 1911. William Henderson – nie­zwykle zdolny konstruktor opracowuje motocykl, któ­ry ma podbić Amerykę. Za­łożenia są proste – pojazd musi być wygodny do naj­dłuższych nawet podróży, tak mocny, aby mógł służyć w dowolnych warunkach te­renowych i na tyle prosty w obsłudze, aby nawet nie­obeznany z techniką farmer mógł go bez trudu obsługi­wać. ,,Bill”, jak nazywano Williama, realizuje swój plan i w 1912 roku z taśmy wytwórni zaczynają zjeżdzać pierwsze Hendersony.

Oka­zuje się, że motocykle za­projektowane z rozmachem i swobodą cechującymi tylko genialnych konstruktorów, są niezwykle udane. W bar­dzo długiej ramie osadzono czterocylindrowy silnik (ioe­-inlet over exhaust, czyli gór­no-dolno zaworowy). Smu­kły, podramowy zbiornik pa­liwa kończył się aż za siedzeniem kierowcy, nadając motocyklowi lekki wygląd, pomimo jego dużej masy. Wąska kierownica, jak na amerykańską konstrukcję przystało, skierowana była w tył niczym końskie wo­dze. Całość pomalowana w czarno – czerwone barwy imponowała precyzją wy­konania i sprawnością tech­niczną.

Tak więc motocykle Hen­derson wzięły początek od bardzo udanego pierwowzo­ru, a doskonalone wraz z rozwojem myśli technicznej, osiągnęły apogeum rozwo­ju pod koniec lat 20. W 1917 firma została kupiona przez Excelsior Company (stąd nazwa Excelsior na zbiorniku), a dwa lata póź­niej William opuszcza ją i zakłada własną pod nazwą ACE. Tam, w dalszym ciągu kontynuuje produkcję czte­rocylindrówek, aż do pecho­wego dnia w 1922 roku, kie­dy ginie w wypadku drogo­wym podczas testowania nowego modelu motocykla. Po trzech latach ACE prze­chodzi na własność India­na, w którego ofercie pro­dukcyjnej, od tej chwili, na wiele lat pojawia się rzędo­wa czwórka.

Tak bardzo po­wiązane losy czterech firm tłumaczą duże podobieńs­two ich wyrobów i jednako­we uznanie, jakim się cie­szą do dzisiaj. Spośród nich (oprócz dojrzałej wersji Indiana 4) właśnie Henderson szczególnie zasługuje, aby bliżej mu się przyjrzeć. Wszystkie modele Hen­dersona ceniono za wielką trwałość i prostotę obsługi. Aby ułatwić życie ich użyt­kownikom, w instrukcji ob­sługi przesadnie szczegółowo opisano podstawowe czynności, których znajo­mością musiał wykazać się każdy właściciel motocykla (np. przy regulacji przery­wacza zalecano użyć starą jednocentówkę znacznie łatwiej dostępną niż szczeli­nomierz). Nikt nie miał wąt­pliwości, co wart jest Hen­derson, gdy w 1913 roku motocykl tej marki obje­chał świat, po raz pierwszy w historii.

Armatni pocisk

W latach 20. Henderson był na wyposażeniu policji. Nadawał się do tego świet­nie, gdyż mógł bez trudu uzyskać prędkość 100 mil, czyli ponad 160 km/godz. Większość samochodów oso­bowych nie miała szans w konfrontacji z tak szyb­kim motocyklem. Stworzony, by pokonywać duże prze­strzenie, był bardzo wygodny, co również ułatwiało pra­cę ludziom w granatowych mundurach. Choć zbyt cięż­ki do sportu, dzięki dobrym osiągom odnosił sukcesy na­wet w wyścigach. Red Wol­verton musiał być nie lada asem, skoro dosiadając tak ciężkiej i niezbyt zwrotnej machiny często deklasował rywali odnosząc wiele zwy­cięstw na amerykańskich torach.

Podstawowe zalety róż­nych modeli Hendersona w lapidarny sposób ujmują stare slogany reklamowe ta­kie jak – ,,Armatni pocisk”, ,,Od wybrzeża do wybrzeża” czy też „Od trzydziestu do stu trzydziestu”. Pierwsze z haseł jednoznacznie cha­rakteryzowało zalety trakcyj­ne pojazdu, drugie zapew­niało, że podróż przez całe Stany Zjednoczone nie jest dla niego problemem, zaś trzecie określało z jaką pręd­kością można jeździć na trzecim, bezpośrednim bie­gu. Tak wiele zalet skumu­lowanych w jednej marce imponuje do dziś, a były to przecież lata 20., czasy, w których wiele firm motocy­klowych stawiało pierwsze, niepewne kroki.

Gdzie jesteś, X-ie?

W 1924 roku wyprodu­kowany został motocykl, któ­rego właścicielem jest Ter­ry Martin, Anglik dobrze już znany stałym czytelnikom Świata Motocykli. Gdy go kupił, pojazd był w bardzo złym stanie – całkowicie zużyty i niekompletny. Potrze­ba było kilku lat na dopro­wadzenie go do stanu, w jakim się teraz znajduje. Efekt prac jest jak widać znakomity. Mamy przed so­bą Hendersona model De Luxe. Niestety najlepsze nawet zdjęcia nie są w stanie oddać pełni majestatu ma­szyny uznanej za jeden z kamieni milowych historii motocyklizmu.

Jak prezen­tuje się on „na żywo”, mo­gli przekonać się uczestni­cy I Polskiego Wyścigu Za­bytkowych Motocykli w Olsztynie, w 1991 roku. Wpraw­dzie nie do niego należało zwycięstwo, ale właściciel motocykla, jak na angiels­kiego gentlemana przysta­ło, dał pokaz niezwykle ele­ganckiej i spokojnej jazdy. Czy w Polsce są Hender­sony? Prawdopodobnie przy­najmniej jeden niesprawny chociaż kompletny oraz szczątki kilku innych znaj­dują się w prywatnych rę­kach. Należy przypuszczać, że przed wojną był to mo­tocykl dość rzadki, ale jeż­dżący po polskich drogach. A może pewnego dnia do Ciebie uśmiechnie się szczęś­cie i staniesz się posiada­czem motocykla z wielkim, złotym X na baku? ■

KOMENTARZE
Erwin Gorczyca

Jeden z założycieli i pierwszych stałych autorów „Świata Motocykli". Wielki profesjonalista i wielki pasjonat. Obecnie z synem Wawrzyńcem mieszka w pięknej podkarpackiej wsi, restauruje zabytkowe motocykle i opowiada o nich na swoim kanale „Zapach garażu".

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026