Categories: Felietony

Ekologicznie. Lech Potyński o poskramianiu apetytu na paliwo

To nie jest tak. Segreguję śmieci, oszczędzam wodę i prąd, w miarę możliwości jak najmniej korzystam z produktów w jednorazowych opakowaniach. Krótko mówiąc – staram się i we własnym mniemaniu mam mocno rozbudowaną eko-świadomość, z jednym małym wyjątkiem.

W przypadku motocykla jego ekologiczność mam w głębokim poważaniu. Mało tego, gdy w czasie jazdy zapala się na konsoli zielona lampka, to zastanawiam się, co ze mną nie tak. Czyżbym już zapomniał jak maszynie dawać w palnik? Jazda w trybie „ekologicznym” kojarzy mi się po prostu z zamulaniem. Fizyki nie oszukasz – jeśli chcesz jechać dynamicznie, potrzebna jest moc, a więc odpowiednia dawka benzyny. Tak było od zarania dziejów motoryzacji i tak jest dzisiaj.

Najnowsze technologie sterowania zapłonem i układem zasilania tylko usprawniają i optymalizują te procesy, nie zmieniają jednak podstawowego faktu, że szybka maszyna swoje wypić musi. Tak przy okazji – nie cieszcie się nadmiernie, że producenci wprowadzają systemy doładowania, zmienne fazy rozrządu, czy zmienną geometrię układów dolotowych i wydechowych. To wcale nie jest robione po to, żeby dodać maszynie kilka koników, tylko po to, aby jakoś zmieścić się w coraz bardziej wyśrubowanych normach emisji tego i owego. 

Mnie oszczędności na paliwie zawsze kojarzyły się raczej z wypaloną dziurą w tłoku albo zniszczonymi gniazdami zaworowymi. Jest nawet takie stare i bardzo trafne powiedzenie mechaników: „silnik coś zawsze spalać musi – albo benzynę, albo zawory”. Oczywiście dotyczy to maszyn z czysto mechanicznym systemem zapłonowym i klasycznym gaźnikiem. Ja większość swojego motocyklowego życia spędziłem właśnie na takich pojazdach, więc pewnie jestem już uwarunkowany.

Dzisiaj tymi sprawami zajmuje się za nas sterownik ECM, którego logika pracy nastawiona jest na optymalizację pracy silnika. Tyle tylko, że nie każdemu musi ona odpowiadać. Po to właśnie ludzie wymyślili różne Power Commandery, a później zmienne mapy zapłonu, by właściciel maszyny mógł zrezygnować z tej narzuconej optymalności. W naszych kręgach kulturowych motocykle to wciąż w znakomitej większości przypadków zabaweczki dla dorosłych, a nie zwykły, przaśny środek transportu. Zabawki mają tę cechę, że powinny przynosić radość, więc często ich immanentnym składnikiem jest odrobina szaleństwa.

Czy naprawdę ktoś jest w stanie uwierzyć, że gość kupujący za bajońskie sumy Ducati V4 Superleggera czy BMW R 18 choć przez sekundę zastanawia się nad aspektami ekologicznymi swojego cacuszka? Myślę, że wprost przeciwnie – od momentu zakupu knuje, jakby tu poprawić jego parametry i z pewnością nie mam tu na myśli zaawansowanych procesów mających na celu zmniejszenie zużycia paliwa. Są tylko dwie sytuacje, w których zwracam uwagę na apetyt mojego rumaka. Pierwsza, gdy w portfelu panuje sezonowa susza, a jeździć się chce. Druga, to gdy jadę w autostradowym ciągu i niespodziewanie zapali się kontrolka rezerwy lub muszę przełączyć kranik, a nie wiem jak daleko mam do najbliższej stacji paliw. Przechodzę wtedy na oszczędnościowy tryb jazdy i z pewnością jestem eko na maksa, ale nie powiem, że jest mi w tych momentach szczególnie przyjemnie. Podejrzewam, że większość z was też tak ma.

Od pewnego czasu jakoś trudno jest mi się zachwycać większością nowych motocykli, choć oczywiście nie dotyczy to wszystkich. Coraz bardziej ekologiczne normy wymuszają na producentach postępującą komplikację konstrukcji. W motocyklach, w których w zasadzie wszystkie podzespoły są na wierzchu, coraz trudniej jest ukryć monstrualne wydechy, puszki przelewowe układów paliwowych czy inne tego typu wynalazki. Szkoda, że podobne restrykcje nie dotykają transatlantyckich kontenerowców czy  samolotów o zasięgu międzykontynentalnym. Tam wszelkiego rodzaju eko-instalacje w niczym by mi nie przeszkadzały, a nawet cieszyłbym się z ich istnienia, bo i samoloty, i okręty znacznie bardziej zanieczyszczają nasza planetę niż motocykle. Czyli jednak jestem typem „eko-pro”! 

Felieton ukazał się w numerze 11/2020 „Świata Motocykli”

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

MBP Morbidelli C652V – klasyczny V-Twin wraca do klasy średniej. Cruiser, który przywraca segmentowi jego prawdziwe serce

W klasie średnich cruiserów, zdominowanej od lat przez rzędowe dwucylindrowce, włoska marka MBP Morbidelli marka,…

21 lipca 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

21 lipca 2026

Szansa na ratunek dla silników spalinowych. Paliwo Repsol Nexa 95 w ważnym teście

Toyota, BMW, Bosch i Repsol połączyły siły i ruszyły z testem samochodów wykorzystujących wyłącznie paliwa…

21 lipca 2026

Jazda motocyklem w upale. Jak uniknąć przegrzania i zachować koncentrację?

Wysokie temperatury w sezonie to dla motocyklisty spore wyzwanie. Kiedy termometr przekracza 30°C, walka z…

19 lipca 2026

Beskid Niski. Byle nie w Bieszczady!

Nie uprzedzajcie się z góry – bardzo lubię ten region, będący mekką motocyklistów. Uwielbiam krajobrazy…

19 lipca 2026

California Superbike School wraca na Silesia Ring

Jeśli już się uczysz, to ucz się dobrze, tego co najważniejsze i przy tym od…

17 lipca 2026