Na skróty:
Luca Marini urodził się w 1997 roku – tym samym, w którym Valentino Rossi sięgnął po swoje pierwsze mistrzostwo świata. 23-letni Włoch jest już trzecim zawodnikiem, który wyszedł spod skrzydeł Doktora oraz jego Akademii VR46 i awansował do królewskiej klasy MotoGP. Przed nim podobną drogę zaliczyli Franco Morbidelli i Pecco Bagnaia, którzy do MotoGP wchodzili jako mistrzowie Moto2.
Historia Mariniego jest idealnym dowodem tego, jak determinacja i ciężka praca prowadzi do realizacji wyznaczonego celu. Marini to przyrodni brat Valentino Rossiego, jednak nie można powiedzieć, że młody Włoch dotarł do królewskiej klasy tylko dzięki koneksjom z legendą MotoGP.
Umówmy się jednak, że mając kogoś takiego, jak Rossi nawet jako „tylko” przyrodniego brata, na pewno pomogło Luce otworzyć niejedne drzwi. Dobry motocykl i odpowiedni zespół ludzi wokół ciebie to jedno, ale ostatecznie Marini wszystko musiał wyjeździć sobie sam. Na pewno na plus w kwestii zdjęcia odrobiny presji z 23-latka działa to, że z Valentino mają tę samą matkę, więc nie mają tego samego nazwiska. Dzięki temu nie wszyscy od razu zdają sobie sprawę, że ta dwójka to przyrodni bracia.
Profesjonalną karierę Luca rozpoczynał od startów we Włoszech, stosunkowo krótko startując jednak w Moto3. Wszystko przez to, że Marini od zawsze był wysoki i nie pasował do mniejszych motocykli. To sprawiło, że po roku startów w juniorskich mistrzostwach świata Moto3 w 2014, na kolejny sezon Marini przeniósł się do mistrzostw Hiszpanii Moto2 (CEV). Reprezentując ekipę Ponsa, już wtedy Marini jeździł obrandowany logami Akademii VR46 i Monster Energy. Od razu zachwycił, bo debiutancki sezon zakończył na 5. miejscu w generalce i to w niezwykle konkurencyjnej serii.
W międzyczasie Marini zadebiutował w Grand Prix, jeszcze w 2013 roku startując z dziką kartą podczas domowego GP San Marino w Moto3. Dwa lata później znów gościnnie wystartował na Misano, tym razem jednak w klasie Moto2.
Luca pierwszy pełny sezon w mistrzostwach świata zaliczył w 2016 roku, kiedy dołączył do ekipy Forward w Moto2. Jej szef był pod wrażeniem dobrych występów Włocha w CEV Moto2. Włoch robił zresztą regularne postępy, przeplatając jednak dobre występy tymi zdecydowanie słabszymi. Już dwa lata później startował jednak w ekipie Sky Racing Team VR46.
Kluczowy dla dalszej kariery Mariniego okazał się sezon 2020. Włoch sześciokrotnie stawał na podium, w tym trzy razy na jego najwyższym stopniu. W wywalczeniu mistrzowskiego tytułu skutecznie przeszkodziła mu jednak kontuzja z Francji. Ówczesny lider mistrzostw upadł podczas treningu i mocno się poturbował.
Kontuzja negatywnie odbiła się na końcówce sezonu w jego wykonaniu. Finisz poza punktami na Le Mans, nieukończony po upadku wyścig w Aragonii i słabsze występy w Walencji – nie ułatwiły zadania. Marini robił co mógł, jednak na podium wrócił dopiero podczas finału sezonu w Portugalii. To było za mało, a po tytuł z przewagą 9 punktów sięgnął jego rodak Enea Bastianini.
Zgodnie z zasadą „kto nie idzie do przodu ten się cofa”, Marini robi kolejny krok w kierunku realizacji marzeń. Zamiast zostawać na kolejny rok w Moto2, wykorzystał szansę i przeskakuje do MotoGP.
Umożliwiło to połączenie sił teamu Sky VR46 z Avintią, której szef otwarcie przyznawał, że nie zamierza przedłużać umowy z Dorną na starty po sezonie 2021. Moment idealnie wykorzystał Rossi, dogadując się z Avintią, że ta wystawi jeden motocykl dla jego brata w barwach Sky VR46. Wiele wskazuje na to, że to pierwszy krok do w pełni samodzielnego teamu Valentino już w 2022 roku.
Wracając jednak do Mariniego, który nadal ścigać się będzie z numerem #10… Luca dosiądzie Ducati Desmosedici GP19, a jego team partnerem, startującym w barwach Avintii, będzie niedawny rywal z Moto2 Enea Bastianini.
Wydaje się, że świeża krew, w dodatku piekielnie zdolna, może mocno namieszać w stawce. Manager zespołu Ruben Xaus przyznał podczas prezentacji, że 23-latek zasłużył swoją postawą na angaż w MotoGP. Nie zabrakło też porównań do Valentino Rossiego. Xaus powiedział, że „Marini analizuje dokładnie każdy najmniejszy szczegół, co ewidentnie ma po swoim przyrodnim bracie”.
Trudno typować, na co dokładnie stać Mariniego w tym roku. W teorii motocykl Ducati powinien mu pasować, a sam zainteresowany dobrze radził sobie na dużych maszynach. Adaptacji do nowej klasy i motocykla nie ułatwi jednak to, że przed nim zaledwie dwie krótkie sesje testowe, obie na niezbyt miarodajnym torze Losail. Celem minimum na początek wydają się być więc regularne finisze w punktach.
Sezon 2021 MotoGP rozpocznie się już 28 marca rundą o GP Kataru.
Zdjęcia: PSP Łukasz Świderek, Sky VR46 Avintia
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…
Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…