Z archiwum „Świata Motocykli”: Honda VT 1100 C Shadow. Numer 2/1995

Natomiast za Wielką Wodą znany był już od 1985 roku. Produkowany był tam niemal 10 lat i mimo wielu stylistycznych mody­fikacji przetrwał w zasadni­czej swej formie niezmie­niony do 1995 roku, kiedy to zastąpił go jeszcze bar­dziej „zamerykanizowany” VT 1100 C2. Oba pochodzą z tej samej amerykańskiej filii Hondy w Marysville w stanie Ohio. A więc zbu­dowany w Stanach, z ame­rykańskiej stali i rękoma Amerykanów.

Co tu dużo mówić, mimo znacznie bardziej wyrafinowanej i doj­rzalszej technicznie kon­strukcji, Honda zawsze (szczególnie dla harleyow­skich fanatyków) będzie tyl­ko Hondą. Stąd też wzorem wielu japońskich producen­tów samochodów, chcąc ze­rwać z imagem taniego mo­tocykla, postanowiono, że­by na zbiorniku paliwa do­minowała nazwa SHADOW. Dopiero z bliska można od­czytać, że producentem jest Honda. Nie zapomniano też oczywiscie o „made in USA”, co wielu Ameryka­nów (i nie tylko) może przekonać o wyższości techniki z Marysville nad tą z Millwaukee.

Shadow jest czystym ucieleśnieniem filozofii choppera, w którym osiągi mają mniejszą rolę niż komfortowa pozycja kie­rowcy i silnik produkujący z dwóch rozwidlonych cy­lindrów morderczy mo­ment obrotowy. Stylistyka VT 1100 wynika z założeń przyjętych przez konstruk­torów jako „Project Pho­enix”. Zgodnie z nimi moto­cykl ma budzący respekt rozstaw osi: 1650 mm, sio­dło zaś znajduje się na wy­sokości tylko 705 mm. Zbiornik paliwa ma obo­wiązkowo kształt kropli, zaś proporcje sylwetki do­brano w ten sposób, by maksymalnie wyekspono­wać silnik z sylwetki motocykla.

Towarzyszy temu oczywiście perfekcyjne wy­kończenie, wysokiej jakości powłoka lakiernicza i dużo, dużo chromu. Trzeba było sporo zachodu, by znaleźć tak wszechobecne dziś w motocyklach elementy z tworzywa sztucznego. Po­za osłoną chłodnicy i kie­runkowskazami w kształcie kieliszków do jaj na twardo, nie ma tu kawałka plastiku (sprawdziliśmy!).

Silnik Hondy Shadow, z racji swojej charaktery­styki, równie dobrze mógł­by sprawdzić się w trakto­rze. Swój maksymalny mo­ment obrotowy – 97 Nm – osiąga JUż przy 2750 obr./min. Do osiągnięcia maksymalnej mocy 60 KM wystarczy 5000 obr./min. A wszystko to przy braku jakichkolwiek wibracji i przy akompaniamencie wspaniale dudniących tłumików. Wsłuchując się w odgłosy wydechu, trudno uwierzyć, że ich źródłem jest silnik widlasty. Charak­terystyczny gang przypomi­na raczej silnik typu Twin. I nic dziwnego, gdyż w tro­sce o wyrównoważenie pra­cy silnika, czopy korbowe wału przesunięto wzglę­dem siebie o kąt 90°. Dało to idealnie spokojny bieg silnika, ale widać zbyt spo­kojny, skoro w ostatnim modelu VT 1100 C2 świa­domie „popsuto” tenże sam silnik, zamieniając wał kor­bowy na tradycyjny, o jed­nym, wspólnym dla obu kor­bowodów, wykorbieniu. Dudni bardziej po harley­owsku, trzęsie trochę sła­biej, ideał zdaje się tuż, tuż.

Shadow oferuje wszystko to, co najlepsze wymyślono do tej pory w dziedzinie bu­dowy silników. Oba potężne (średnica 87,5, skok 91,4 mm), rozchylone pod kątem 45° cylindry chłodzone są cieczą. W każdej z głowic znajduje się wałek rozrzą­du napędzający trzy zawo­ry: dwa ssące i jeden wyde­chowy. Hydrauliczne popy­chacze zaworowe pozwala­ją na bezobsługową eksplo­atację, a w połączeniu z wolnoobrotowym charakterem silnika gwarantują wiele tysięcy mil „easy ride­rowania”.

Duża powierzch­nia komory spalania wymo­gła zastosowanie dwóch świec zapłonowych na cy­linder. Dwie świece uła­twiają prawidłowy zapłon mieszanki, co owocuje mniejszym zużyciem pali­wa i łatwiejszym rozru­chem. Sporo wysiłku kosz­towało konstruktorów ,,ukrycie” układu zasilania. Filtr powietrza znalazł się pod siedzeniem, schowany za chromowanymi panela­mi. Stąd powietrze zasysa­ne jest bezpośrednio przez dużej średnicy rurę grzbie­tową ramy do dwóch gaźni­ków umieszczonych pomię­dzy cylindrami.

Hydraulicz­nie sterowane sprzęgło z łatwością daje się sterować dwoma palcami, tak że nad­miar energii można spokoj­nie zachować na manewro­wanie tym 245-kilogramo­wym kolosem. Precyzja wy­bierania biegów nie odbiega od panujących obecnie standardów. Pięciostopnio­wa skrzynia z racji bardzo elastycznego silnika nie wy­maga zbyt częstęgo szuka­nia dźwigni. Piąty bieg ma charakter nadbiegu i obniżając obroty silnika, pozwa­la oszczędzać paliwo przy jeździe autostradą. Nie na­leży tego lekceważyć, jako że przy średnim zużyciu pa­liwa wynoszącym 8,5 l/100 km, 13-litrowy zbiornik zmusza do częstych po­stojów na tankowanie.

Podobnie jak silnik, bezob­sługowo zaprojektowano napęd tylnego koła. Osło­nięty rurą wahacza wał kardana powoduje tylko czasem, przy energicznym przyspieszaniu, podnoszenie tyłu motocykla i usztywnie­nie tylnego zawieszenia. Ale taka to już uroda napę­du wałem kardana i zjawi­sko to spowodowane zmia­ną momentu bezwładności jest powszechne (z pewny­mi wyjątkami) w tego typu napędach.

Tylne zawieszenie o pię­ciostopniowa regulowa­nych amortyzatorach i skoku równym 100 mm po­zwala zasiąść na kanapie motocykla niczym w fotelu babuni. Przednie zawiesze­nie również nie daje powo­du do krytyki. Przy skoku 160 mm i średnicy rur no­śnych 41 mm pozwala pew­nie prowadzić ten w końcu wcale nie sportowy moto­cykl nawet po gorszych drogach. Oczywiście przez cały czas należy pamiętać o charakterystycznej, wyni­kającej z geometrii podwo­zia (kąt pochylenia główki ramy 55°) manierze prowa­dzenia choppera. Wejście w ostry zakręt wymaga sil­nego pociągnięcia za kie­rownicę.

Prowadzenie Shadowa przypomina nieco manewrowanie supertan­kowcem (z ładunkiem). Ale już jazda po lekkich łukach to sama przyjemność. Aby wystarczyło jej na długie la­ta Shadow zaopatrzony zo­stał w skuteczne hamulce. Godna uwagi jest wstrze­mięźliwość konstruktorów, którzy zaopatrzyli ciężki bądź co bądź motocykl w pojedynczy hamulec tar­czowy z przodu i tylny bęb­nowy. O dziwo, dają one so­bie doskonale radę z 245 kg amerykańsko-japońskiego żelastwa.

Długa, niska syl­wetka, tylne koło z masyw­ną 15-calową oponą i blask chromu nadają Hondzie Shadow niepospolitej ele­gancji. Pojedynczy, wychro­mowany szybkościomierz wraz z zestawem lampek góruje ponad szerokimi półkami przedniego zawieszenia. Błyszczące dekle sy­gnałów dźwiękowych zna­lazły swe miejsce po obu stronach silnika, pomiędzy jego rozchylonymi cylindra­mi. Szeroka, podgięta do góry kierownica i daleko wysunięte do przodu pod­nóżki dają motocyklowi er­gonomię porównywalną z fotelem dentystycznym (jeżeli w ogóle można użyć podobnego porównania).

Jazda przy wykorzystaniu możliwości drzemiących w spokojnie pracującym i nieprzyzwoicie cichym silniku jest czystą przyjem­nością. Szkoda tylko, że VT 11 OOC nie będzie już da­lej produkowany, wyparty z taśm montażowych przez jeszcze bardziej „amery­kański” VT 1100 C2 ACE. I komu to przeszkadzało? 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026