Z archiwum ŚM: Honda XL600V Transalp – z nosem w obłokach. Numer 6/1996

Wystarczy zapytać kogoś, kto zdecydował się na co dzień jeździć uterenowionym samo­chodem typu Jeep Cherokee czy Suzuki Vitara, przedkła­dając go nad szybki osobowy samochód. Podobnie Transalp daje swojemu kierowcy poczu­cie „wyższości” nad innymi to­warzyszącymi mu w ruchu po­jazdami. Siedząc wysoko ma się doskonały wgląd w to, co dzieje się przed nami. Szeroko rozstawione lusterka umożli­wiają obserwację „tylnej pół­sfery” niczym w AWACS-ie (samolocie wczesnego ostrzegania z potężnym radarem, przyp. red.). Zawieszenie znakomicie wybiera wszelkie dziury, choćby to miała być zapadnięta stu­dzienka kanalizacyjna. Duży prześwit pozwala na bezstre­sowe pokonywanie krawężni­ków. Ba! Jeśli ktoś lubi jazdę na skróty, nawet schody nie będą mu przeszkodą. Dodanie gazu już od samego „dołu” ob­rotów powoduje wyprostowa­nie rąk, a jeżeli już przyjdzie nam stanąć przy jakimś skrzy­żowaniu, motocykl „dygnie” niczym baletnica, gdy przed­nie teleskopy zamortyzują cię­żar motocykla i jego kierowcy. Silnik Hondy Transalp ma charakterystykę niemal do­skonale linearną, tzn. jak du­żo odkręci się rączkę gazu, tak szybko się pojedzie. Trzeba przy tym czujnie zerkać na ob­rotomierz, bo strzałka potrafi niepostrzeżenie wejść na czer­wone pole, o czym nie są w stanie nas poinformować ani pracujący bez wibracji sil­nik, ani skutecznie wytłumio­ny wydech. 

Transalp należy do tych motocykli, o których zwykło się mówić, że jeżdżą same, o ile im się w tym nie prze­szkadza. Zachowanie na dro­dze można uznać za wzorowe. Pokonywanie łuków i jazda wśród kolein nie nastręczają trudności. W ruchu miejskim Transalp ma się do Afryki Twin jak koń z wiedeńskiej szkoły tańca do perszerona. Duży skręt kierownicy zapew­nia doskonałą zwrotność. W praktyce zawrócenie w wąskiej uliczce czy wyjazd z za­tłoczonego parkingu nie są dla niego problemem. Pod­czas jazdy na drodze znako­micie sprawdza się owiewka. Chroni ona skutecznie przed pędem powietrza, i to aż do prędkości maksymalnej. Kie­rowca siedzi schowany w jej aerodynamicznym „cieniu”, tak że jakiekolwiek kładzenie się na baku itp. jest pozba­wione sensu. Silnik zapewnia odpowiedni zapas mocy, dzię­ki czemu wyprzedzanie nie jest czynnością, której kierowca Transalpa powinien się obawiać. Trochę gorzej jest z tankowaniem, jako że zbior­nik mieści tylko 18 litrów, a przy szybkiej jeździe moto­cykl potrafi wypalić ponad 6 l/100 km. 

Uroda Transalpa jest kwe­stią dyskusyjną, są tacy któ­rym się podoba, a innym nie. Jedno jest pewne: pod wzglę­dem ergonomii nie można mu nic zarzucić. Pozycja kierow­cy, czyli trójkąt siodło-pod­nóżki-kierownica pozwala na zajęcie pozycji, która nie nuży nawet podczas długich podró­ży. Pasażer także nie jest traktowany po macoszemu. Jego siodło jest obszerne (gdy­by tylko było trochę mniej po­chyłe…). Kierowca nie musi mieć od razu nóg jak Claudia Schiffer. Siodło znajduje się na „przyzwoitej” wysokości 850 mm, dzięki czemu jazda w mieście i stanie pod światła­mi nie muszą być utrapie­niem. Układ przełączników jest jasny i klarowny, podob­nie jak tablica przyrządów po­kładowych. Trochę brakuje na niej wskaźnika poziomu pali­wa, jednak na szczęście kra­nik jest łatwo dostępny,  na­wet podczas jazdy. Musi być jednak łyżka dziegciu w beczce miodu. Cze­go brakuje w Transalpie? Schowka, schowka z prawdzi­wego zdarzenia. Jest co praw­da małe, zamykane na kluczyk „schowanko”, wiszące u tylne­go błotnika. Jednak jest ono po brzegi wypełnione komple­tem narzędzi. A gdzie pomieścić np. disc-locka? Kilka cierpkich słów należy się rów­nież urządzeniu rozruchowe­mu, tzw. „ssaniu”. Nawet przy całkowicie włączonym ssaniu silnik pracuje nierównomier­nie i ma skłonność do gaśnię­cia, także bez pomocy manet­ki gazu się nie obejdzie. 

Technika XL 600V, znana jest już ładnych parę lat. Cy­lindry widlastego silnika są rozchylone pod kątem 52°, co w połączeniu z wałem korbo­wym z przesuniętymi o 38° wykorbieniami pozwoliło na uzyskanie charakterystyki ty­powej dla widlastej dwójki V 90°. Dwie chłodnice płynu rozmieszczono po obu bokach przedniej rury ramy, prawa chłodnica jest dodatkowo zaopatrzona w wentylator. W głowicach znajdują się po jednym wałku rozrządu, które za pomocą dźwigienek poru­szają trzy zawory: dwa ssące i jeden wydechowy. Natomiast świece są cztery – po dwie w każdej głowicy. Sprzęgło jest uruchamiane linką. Pię­ciostopniowa skrzynia biegów, podobnie jak cały układ prze­niesienia napędu, pracuje precyzyjnie i cicho. Biegi są wybierane z lekkim „trzaśnię­ciem”, przełączaniu nie towarzyszą stuki z kasowania lu­zów. Stalowa rama ma szero­ko (ponad silnikiem) rozsta­wione górne rury, dolna zaś jest pojedyncza. Tylny wahacz ze stalowego profilu jest wy­posażony w solidny system re­gulacji naciągu łańcucha. To się chwali. 

Przednie, 21-calo­we koło zdradza ciągoty Transalpa ku terenowi. Nie wolno jednak dać zwieść się pozorom. Nie jest to motocykl terenowy, a uterenowiony, a je­go żywiołem są drogi bite, a nie bezdroża. Również pod tym kątem dobrano charakte­rystykę zawieszenia, chociaż jest ono zestrojone bardziej pod kątem komfortu niż spor­towego prowadzenia. Hamul­ce z pływającymi zaciskami są skuteczne, ale nie zwalają z nóg swoimi możliwościami. Zgodnie z polityką Hondy produkowania typowych dla danego rynku modeli w filial­nych zakładach, od końca tego roku (1996, przyp. red.) produkcja Transalpa zo­stanie w całości przeniesiona do Europy, do fabryki w Ates­sa we Włoszech. Póki co polski klient może kupić XL 600V ja­pońskiego pochodzenia w sieci Motopolu. I trzeba przyznać, że ten motocykl znakomicie sprawdza się w realiach na­szego kraju. Rezygnacja z wy­sokiej prędkości maksymalnej na korzyść komfortowej pozy­cji kierowcy i takiegoż zawieszenia ma swój sens na pol­skich drogach. Honda Trans­alp może być motocyklem uni­wersalnym: doskonale radzą­cym sobie na co dzień z jazdą po zapchanych miejskich uli­cach, a w weekendy idealnym do turystyki. A 175 km/h pręd­kości maksymalnej znaczy w naszym kraju prawie tyle, co pierwsza prędkość ko­smiczna. Tak więc bez kom­pleksów. Ten motocykl mimo „tylko” 50 KM w wielu przy­padkach góruje nad 100-konnymi „szlifierkami”. Przed kupnem należy tylko postawić sobie pytanie: do czego będzie mi służyć motocykl? Jeżeli nie do szaleńczych wyścigów ma­jących pokrzepić ego właści­ciela, a bardziej do dania ra­dości z jazdy jednośladem – wybierzcie Transalpa. On da się lubić. 

 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026