Z archiwum ŚM: Ułani na motocyklach. Numer 8/1995

Zaraz po wojnie toczono trochę bar­dziej rzeczowe dysputy: Amerykanie twierdzili, że to 2,5-tonowa ciężarówka wygrała wojnę, a Rosjanie, że była to zasługa T -34. W rzeczywistości na pewno oba te pojazdy były równie potrzebne, natomiast o mo­tocyklach jakoś wówczas nie było mowy. W pierwszej fazie wojny rzeczywiście zdjęcia i czołówki filmowe publikowane przez Propa­ganda-Kompanien Wehr­machtu potrafiły zafascyno­wać sztaby różnych armii na świecie, ale w miarę jak wojna przybierała coraz bardziej swój właściwy, po­nury obraz, nawet specjali­styczne R 75 i KS 750 mu­siały ustąpić miejsca wydaj­niejszym wojskowo a pro­dukcyjnie tańszym jeepom, po jednej stronie w postaci VW Kubelwagen, po drugiej w formie Willysa MB. 

Dlaczego tak bardzo nieprzydatne?

Przeglądając typy motocykli, z jakimi różne armie weszły w II wojnę światową, trudno oprzeć się zdziwieniu z powodu ich jawnej nieprzydatności do użytku w terenie. Właściwie tylko armia belgijska wyposażona była w ciężkie supermotocy­kle z napędem na koło przy­czepki, głównie FN i Saro­lea, konstruowane specjal­nie dla wojska, tyle że ar­mia belgijska odegrała bar­dzo niewielką rolę w tej wojnie.

Niemcom trudno się dziwić, bo pomimo silnego poparcia państwowego dla sportu terenowego, ich fabryki, jeżeli wypuszczały model „Gelande”, to różnią­ce się od szosowych głównie puszczonym górą wyde­chem i sękatym bieżnikiem opon. Natomiast prawie każda z angielskich firm miała przed wojną w pro­gramie model „Competi­tion”, podstawowo pocho­dzący z turystyczno-sporto­wego, ale z drobnymi zmia­nami w ramie, w przekładniach, a przede wszystkim w rozmiarze opon: 4.00-19 z tyłu i 3.00-21 z przodu, dostosowanym do naprawdę skutecznej jazdy nawet w bardzo ciężkim terenie. A jednak i ich wojskowi łącz­nicy musieli w piaskach Afryki walczyć o utrzymanie równowagi i kierunku na oponach 3.25-19/3.50-19 przód/tył, na sprzęcie wyglą­dającym jakby był właśnie zarekwirowany ze sklepu z turystycznymi motocyklami.

Sprawa po obu stronach Kanału polegała w gruncie rzeczy na tym samym. Przy tworzeniu armii – w Niemczech na kilka lat przed wojną, w Anglii właściwie wraz z początkiem wojny – musiano wcielać do wojska to, co było w produkcji se­ryjnej, a specjalne modele wojskowe dopiero zaczynały koncepcyjnie powstawać. W Niemczech był to Ziindapp K 750, później także BMW R 75, w Anglii Triumph 3TW, który miał stać się an­gielskim „Einheitskradem”, produkowanym przez wszy­stkie firmy motocyklowe. Sprawa tego prototypu za­kończyła się w listopadzie 1940, kiedy to Luftwaffe położyła w gruzach poważną część miasta Coventry, w tym 100% fabryki Triumph. Od tego dnia już przez całą wojnę obowiązywała zasa­da: skądkolwiek, jakiekol­wiek. A wydziały produku­jące niegdyś modele „Com­petition” widocznie nie były przystosowane do ilościowo poważnej produkcji. 

Niemcy od początku za­opatrywali armię właściwie na tej samej zasadzie, przy czym później, w latach 30., plan Schella obciął znako­mitą większość z mozaiki typów. Specjalne modele Ziindapp i BMW nie brały jeszcze udziału w kampanii polskiej i francuskiej, a ze wspomnianych już wzglę­dów ich produkcja została zaniechana w roku 1944. Pod koniec wojny ograni­czono się do DKW RT 125 i NZ 350.

Warto zauważyć podstawową różnicę. Nie­mieckie specjalne wojskowe motocykle konstruowane były praktyczr1ie z myślą o wyłącznym użytkowaniu ich z przyczepkami, z miej­scem na RKM itd., podczas gdy angielski Triumph 3TW z założenia pomyślany był jako solówka. Anglicy nie używali praktycznie w ar­mii motocykli z przyczepka­mi, choć próby na ten te­mat były przeprowadzane. Używali motocykli jako pojazdów łącznikowych (di­spatch riders), a Niemcy musieli dopiero z upływem lat ograniczać koncepcję użycia motocykli do tej roli. Mam wrażenie, że Amery­kanie w początkowych fa­zach byli gdzieś pomiędzy tymi koncepcjami, a w póź­niejszych też dołączyli do raczej angielskiego świato­poglądu. 

Harley wygrał wojnę!

Harley „Liberator”, bo zdarzało się, że pierwszym „GI” w wyzwalanej miejsco­wości był szperacz na 42 WLA. Ja w Pucku w takiej roli widziałem lejtnanta na rowerze. Wrócił do swej jednostki zdrów i cały, to znaczy, że w Pucku nie ma już Niemców i można zaj­mować miasto. Ale „libera­torem” był tu raczej zdobyczny niemiecki rower. Dziś za oceanem sprzedaje się koszulki z napisem „Harley won the war!”. To znaczy, że wydział marke­tingu H-D robi co do niego należy, ale co będzie, jeżeli wydział marketingu jakiegoś producenta butów wy­myśli analogiczne hasło? Zarówno merytorycznie, jak i statystycznie, takie twierdzenie miałoby na pewno większe uzasadnie­nie. 

Harley przegrał wojnę

Dobrze, że Japończykom nie wpadło do głowy użyć tego usprawiedliwienia, ale faktem jest, że na frontach Pacyfiku można było zoba­czyć Harleye po obu stro­nach. Mam na myśli: etato­we, nie zdobyczne. Japończycy mieli przed wojną li­cencję Harleya i ok. 18 tys. tych motocykli pod marką Rikuo służyło w armii cesa­rza. To nie były modele 42 WLA, ale konstrukcyjnie pochodziły z Milwaukee. Do 1935 roku były montowane z dostarczanych z USA czę­ści, później produkcja była już własna.

42 WLA z przyczepką

Mogę się założyć, że ten model nie był przewidywa­ny dla ciągnięcia przyczep­ki i myślę, że tylko na fron­cie wschodnim był on uży­wany w tej roli, choć na pewno ani jedna przyczep­ka harleyowska nie przy­płynęła do ZSRR w żadnym konwoju. Rosjanie dokon­struowali zaczepy do ramy, tylny bęben zaopatrzyli w większy wieniec łańcucho­wy, a przyczepek mieli prawdopodobnie wyprodu­kowanych więcej niż moto­cykli M 72.

Kiedy wędrowa­łem „po wojennym doro­gam” na zapleczu dwóch frontów wczesną wiosną 1945, widziałem trochę Harleyów z przyczepkami, różniącymi się od wehr­machtowskich tylko kolo­rem, ale nie widziałem ani jednego motocykla M 72. Harley nie wyglądał w tej roli imponująco: zazwyczaj pod trzema ciężko ubrany­mi osobami prezentował się bardzo niepozornie, szczególnie deprymująco wyglądało specyficzne sprzęgnięcie go z przyczep­ką: wszystkie Harleye leżały wyraźnie nachylone na przyczepkę.

Początkowo myślałem, że to objaw nie­chlujstwa, ale w 1946 roku miałem okazję dowiedzieć się, na czym to polegało. Był rozkaz, obowiązujący w całej armii, żeby w taki spo­sób ustawiać Harleya z przyczepkami. Chodziło o to, że Harley jest stosunko­wo ciężki, a przyczepka ja­koby lekka, i podobno dużo było śmiertelnych wypad­ków w wyniku przewróceń zestawu. Nie bardzo mi to przemówiło do przekona­nia. Ani Harley nie był tak bardzo ciężki w stosunku do M 72, ani przyczepka nie była bardzo lekka.

Sam swoim Harleyem jeździłem dość dużo przyczepką, też powehrmachtowską. Nigdy nie czułem jakiegoś nad­miernego dążenia przy­czepki do podnoszenia się, pomimo że nawet nie ob­ciążałem jej kołem zapasowym. Myślę, że po prostu są pewne szczególne aspek­ty użytkowania różnych po­jazdów w różnych armiach, zwłaszcza w warunkach frontowych. Do tych aspek­tów należy także sposób od­żywiania i stosowanych na­pojów. Myślę, że to raczej rodzaj tych napojów decy­dował o wypadkach, a nie ciężar przyczepki. 

Harleyowska zmiana biegów

Z tą nieprzydatnością nożnego wyprzęgania i ręcznej zmiany biegów w Harleyach też nie było tak źle, jak to się na ogół ko­mentuje. Na harleyowskim drugim biegu można było jeździć praktycznie w każdym terenie: niemal od ze­ra obrotów silnika do około 40 mil/godz. w praktyce. Poza tym: oba amerykań­skie układy (Harley i In­dian) pozwalały na zmianę biegów bez odrywania ręki od rączki gazu. Można było zupełnie prawidłowo zmie­niać biegi w górę i w dół, a więc można było także i hamować biegami.

A jed­nak kiedy zdecydowałem się używać Harleya w spor­cie, chciałem przerobić go na ręczne sprzęgło i nożne biegi. Ktoś mi skombinował jakiś „automat” od 3-biego­wej skrzynki, przypusz­czam, że od DKW SB 250, bo one miały automaty na zewnątrz skrzynki. Pojawił się jednak problem nie­zgodności kinematyki pracy tego „stop-mechanizmu” z kinematyką zewnętrznych elementów zmiany biegów skrzynki H-D. Zrezygnowa­łem z przeróbki, tym bar­dziej, iż przekonałem się, że harleyowskie biegi trze­ba było zmieniać i tak bar­dzo wolno i delikatnie.

To nie był główny problem w jeździe terenowej Harley­em. Mechanizm ręcznego wyłączania sprzęgła wmon­towałem jednak, ale z in­nym założeniem. Okazało się, że nie można było uzy­skać zupełnego wyłączenia sprzęgła, bo albo brakło skoku na dźwigni, albo siła na lince Bowdena byłaby zbyt duża. To sprzęgło było po prostu zbyt potężne dla ręcznego wyłączania. Pozo­stawiłem więc ręczne wyłą­czanie tylko w zupełnie po­mocniczej roli – do użycia, gdybym musiał nagle za­trzymać się z maszyną w silnym lewym zwisie, z podparciem lewą nogą. Ręczne, choć częściowe, wyłączenie sprzęgła miało uratować silnik przed za­dławieniem. Owszem, ręcz­nej dźwigni sprzęgła używałem na starcie do prób specjalnych: bieg włączałem po nożnym wyprzę­gnięciu, później utrzymy­wałem pojazd w bezruchu do sygnału startu już tylko na ręcznym wyłączeniu – nie wątpię, że za pomocą hamulca przedniego koła. 

Strzelanie i zmiana biegów

Z tą indianowską moty­wacją zmiany biegów prawą ręką, a rękojeści gazu w le­wej ręce, też nie było tak, jak to przeczytałem w na­szej prasie. Z amerykań­skich publikacji wiem, że było raczej odwrotnie: poli­cje w niektórych stanach uzasadniały wybór Indiana jego już istniejącym syste­mem zmiany biegów, pozwalającym na „wskazywa­nie, grożenie, a nawet strze­lanie” prawą ręką przy po­zostawieniu lewej zadania regulacji szybkości jazdy. Ale ten system Indian przy­jął zanim jeszcze wszelkie służby zaczęły się intereso­wać motocyklami.

W związ­ku z tym tematem przypo­mina się pewna historia z jednego ze stanów. Policja tego stanu była bardzo wy­raźnie nastawiona na India­ny, ale musiała dla decyzji zakupu mieć porównawcze oferty. Wymyślono więc „warunki taktyczno-techniczne” obejmujące m.in.: zmianę biegów prawą ręką, gaz w lewej ręce i kolor „In­dian red”. Harley zaofero­wał taki motocykl i przed­stawił egzemplarz do oglę­dzin. Czerwony dokładnie jak Indian i z układem zmia­ny biegów „na opak”. Spra­wa skończyła się w sądzie. Harley przegrał tę sprawę. To też trochę niezgodne z naszymi pojęciami o wolnej konkurencji w USA.

W rzeczywistości Indian stosował oba układy. Nie wiem od kiedy, ale w końcu lat 30. na pewno już można było na żądanie mieć Indiana z har­leyowskim układem zmiany biegów i pokrętną rękoje­ścią gazu. Natomiast dlacze­go w swoim niby „zeurope­izowanym” wojennym mo­delu, wykonanym na to sa­mo zamówienie co Harley 42XA (silnik V2 750 SV, ustawiony poprzecznie, na­pęd wałkiem kardana) In­dian nie zastosował napraw­dę europejskiego układu sterowań, trudno jest czym­kolwiek obiektywnie wytłumaczyć: wyłączanie sprzę­gła było ręczne, ale nie lewą ręką, gaz był ręczny, ale nie prawą ręką. Czyżby spodzie­wano się, że żołnierz na froncie będzie rzeczywiście strzelał prawą ręką w czasie leworęcznej jazdy pod ogniem nieprzyjaciela?

 

KOMENTARZE
Andrzej Kwiatkowski

Recent Posts

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026

Honda CB400 Super Four E-Clutch powalczy z chińską konkurencją. Motocykl trafi do Europy

Honda zamierza wprowadzić do Europy motocykl CB400 Super Four E-Clutch, którego koncept zaprezentowano po raz…

21 sierpnia 2026

Oznakowanie dla motocyklistów zamiast ostrzejszych przepisów. Jak to działa?

W Europie przybywa miejsc, gdzie zamiast karać motocyklistów za przekroczenie prędkości, faktycznie próbuje się dbać…

20 sierpnia 2026