Z archiwum „Świata Motocykli”: Bimota SB6. Numer 12/1994

Potentaci często niweczą w ten sposób osią­gnięcia małych firm, stosu­jąc ich rozwiązania u siebie w wielkoseryjnej produkcji. Konkurencja zyskuje choć­by dlatego, że nie musi tra­cić czasu oraz pieniędzy na kosztowne i długotrwałe pra­ce naukowo-badawcze. Ob­warowywanie wszystkiego patentami ma w końcu swo­je granice, a poza tym, ile czasu można utrzymywać nienasycony światek rzecz­ników patentowych. Lepiej już przeznaczyć te pieniądze na rozwój i wdrażanie kolejnych konstrukcji.

Oczywiście gdy ty, sku­piony nad swoimi projekta­mi, skrzętnie pracujesz, cały świat, prześcigając się w podkradaniu sobie pomysłów, dogania cię. Taka mniej wię­cej historia przydarzyła się Bimocie w ciągu ostatnich kilku lat (stan na 1994 rok, przyp. red.). Firma, która jako pierwsza wprowadziła na rynek w produkcji seryjnej aluminiową kratownicę, pływające tarcze hamulcowe z czterocylindrowymi zacis­kami, kompozytowe koła, elektroniczny, wielopunkto­wy układ wtryskowy i pełne aerodynamiczne osłony nadwozia, pozwoliła, aby reszta producentów zaczęła kopio­wać ich pionierskie rozwią­zania.

Bimota przyznaje, że ostatnio po macoszemu tra­ktowała swoją rodzinę mo­tocykli czterocylindrowych, koncentrując się na opraco­wywaniu podwozia do Tesi oraz nowego silnika V z uk­ładem wtryskowym. ,,Ale te­raz przystępujemy do kontr­ataku” – mówi nowy prezes, poprzednio szef Belgarda Yamaha, Walter Martini. „Czas jest najwyższy, żeby Bimota dokonała następne­go kroku w przód w rozwoju konstrukcji podwozia, a kon­cepcja SLC (Straight Line Connection) Marconiego bez wątpienia spełnia te wyma­gania. Będzie to fundament dla następnej generacji mo­tocykli.” 

Obie firmy postanowiły ponownie współdziałać przy opracowywaniu nowych motocykli, rozpoczynając od mo­delu SB6 – wyposażonego w jednostkę z GSX-R 1100 i SB7 z silnikiem GSX­-R 750W. W ubiegłym roku zaplanowano wyprodukowa­nie 90 sztuk, w tym zaś 210 tych ręcznie wykonywanych motocykli. Zamówienia z ryn­ku są jednak znacznie więk­sze i Bimota jest prawie szczęśliwa z takiego obrotu spraw – prawie, bo nakłada to na nią i na dostawców do­datkowy wymóg dostarcze­nia wszystkich motocykli w terminie.

Jednym z głów­nych powodów tak wysokie­go zapotrzebowania jest bar­dzo niska cena rynkowa SB6, wynosząca 34 mln li­rów we Włoszech i 36 000 marek na tak ważnym ryn­ku jak niemiecki. Jest to prawie 20% taniej od mode­lu Hondy RC45, także wypo­sażonej w układ wtryskowy, ale nie tak szybkiej. Innym ważnym elementem w roz­woju produkcji jest zgoda większości importerów Suzuki na rynkach europejskich na wystawianie nowej Bimoty w ich salonach. De­alerom Suzuki przybędzie tym samym trochę prestiżu, a Bimota zyska wiele no­wych punktów sprzedaży. Cynicy mogliby powiedzieć, że Suzuki potrzebowało pod­wozia Bimoty, aby udowodnić, jak dobry jest silnik z GSX-R 1100.

Podwozie SLC to krok w zupełnie nowym kierunku. Jest to konwen­cjonalna lekka rama, po raz pierwszy użyta w motocyklu szosowym Bimoty jeszcze w roku 1986 w modelu YB4. Ale podczas gdy eleganckie podwozie SLC budzi zaufa­nie, to sam moment dosią­ścia motocykla może być dużym zaskoczeniem. Motocykl ten jest bardzo, bardzo mały i bardzo, bardzo niski. Jest zupełnie niepodobny do innych motocykli współpra­cujących z ogromnym po­nad litrowym silnikiem produkującym 156 KM przy 10 tys. obrotów, co daje 142 KM w miejscu, gdzie Michelin spotyka się z asfaltem.

Wysokość siedzenia, wyno­sząca 755 mm, w porówna­niu z 800 mm siedzenia Hondy Fireblade i 815 mm w Suzuki GSX-R 1100W oraz 1390 mm rozstawu osi (przy 1485 mm w porównywal­nym Suzuki) powoduje, że ma się wrażenie, iż jest to zabawka, nie motocykl. 190-kilogramowa Bimota SB6 jest niższa, krótsza i prawie tak lekka jak Honda CBR600 (810 mm/1405 mm/185 kg).

Czy przy tak małych wy­miarach nie okaże się, że prowadzenie tego motocy­kla będzie równie nerwowe jak na Wyścigówkach GP 250? Nie ma obaw, różdżka Marconiego została wznie­siona i całodzienna jazda na SB6 po górzystych i krętych drogach w okolicach Rimini pozostawia podziw dla po­ziomu, z jakim daje się ten motocykl prowadzić.

Jest to w pewnym sensie niebez­pieczne, ponieważ pojazd jest tak mały, że prowokuje do wykorzystania drzemiących w nim możliwości, a to łatwo może się skończyć utratą kontroli nad nim. Choć trzeba powiedzieć, że prowadzi on się znacznie le­piej niż jakikolwiek inny wy­posażony w ponad litrowej pojemności silnik, a także przewyższa większość kons­trukcji klasy 750 Superbike. Pomógł tu prawie piono­wy blok cylindrowy w silni­ku Suzuki, pozwalając Mar­coniemu na umiejscowienie silnika bardzo blisko przed­niego koła, dzięki czemu skrócił się rozstaw kół i ob­niżyła wysokość siedzenia.

Standardowy kąt pochylenia główki ramy wynosi 24 stop­nie i może być zmieniany w zakresie 1,5 stopnia w każdym kierunku z podziałką 0,5 poprzez regulację pod­kładkami. Rozkład masy na przednie i tylne koło wynosi 51/49 %. Tak dobry rezultat został osiągnięty częściowo poprzez umieszczenie duże­go akumulatora wymagane­go przez silnik GSX-R tuż za lampami przednimi. Poś­rednio dzięki niskiemu sie­dzeniu i zadziwiająco prze­stronnej pozycji kierowcy, ten mały motocykl zupełnie nie jest męczący nawet dla tak dużych osobników jak ja. Wręcz przeciwnie, SB6 jest jednym z tych motocy­kli, na którym kierowca czu­je się jego częścią.

Prowa­dzenie jest wyśmienite. Jest to wynikiem fantas­tycznego zawieszenia, jakie w nim zastosowano, zanim więc zaczniesz narzekać, że SB6 nie został wyposażony w przedni widelec typu upside-down, przyjrzyj się bliżej ruchomej części, a zo­baczysz elementy z włókna węglowego umożliwiające bardzo lekką i mocną jego budowę. Widelec o średnicy rur nośnych 46 mm ma mniejsze nurkowanie przy bardzo silnym hamowaniu niż układ upside-down. Tylne zawieszenie Ohlins jest rówmez nadzwyczaj skuteczne, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę tak dużą masę przyłożoną na przednie koło.

Chłodzony zarazem ole­jem i wodą silnik Suzuki przeniesiony z ważącego 231 kg GSX-R 1100W do 190 kg SB6 jest absolutnie fanta­styczny. Niewiele dzieje się w zakresie do 4 tys. obro­tów. Tyle tylko, abyś mógł spokojnie wyjechać z mia­sta, ale od tego momentu rzeczy dzieją się szybko i in­tensywnie. SB6 ma najlepsze przyspieszenia w śred­nim zakresie prędkości ze wszystkich motocykli drogo­wych, na jakich jeździłem. Piękna praca tego silnika jest wspomagana przez płynnie współpracującą i dobrze zestopniowaną 5- biegową skrzynią biegów. Ciekaw jestem, jaka będzie średnia żywotność tylnej opony tych motocykli? Coś mi się zdaje, że nieduża. Du­ża pojemność silnika może budzić podejrzenie narowistości silnika, ale 400milime­trowe gaźniki Mikuni pracu­ją bardzo lekko i miękko. 

Bimota SB6 ma nadal bardzo rasowy wygląd. Owiewki dają zadziwiająco dobrą osłonę pomimo ni­skiego zamocowania, a mak­symalny kąt skręcenia kie­rownicy jest absolutnie za­dziwiający jak na sportowy motocykl, ułatwiając użyt­kowanie tego motocykla w mieście. Nie ma właściwie ramy pomocniczej. Siedzenie mocowane do konstruk­cji z włókna szklanego jest konstrukcją samonośną, tak by jeszcze bardziej zmniej­szyć masę i zwiększyć na­cisk przedniego koła. Poza tym siedzenie jest bardzo dobrze izolowane od ciepła z dwóch wysoko wyprowa­dzonych układów wydecho­wych, które wyglądają teraz jak w DB2 lub w NR750 i mają być kolejnym zna­kiem rozpoznawczym nowej rodziny Bimoty.

Smukły i czysty wygląd tylnej części motocykla jeszcze bardziej potęguje wrażenie delikat­ności całej maszyny. Nawet boczna podstawka, tak idio­tycznie długa w sportowych motocyklach włoskich, tym razem jest rozsądnej długo­ści i powoduje odcięcie za­płonu, jeżeli chce się włą­czyć bieg zapominając o podstawce. Jedyną usterką tego pięknego motocykla są wskaźniki, które wyglądają fantastycznie, aż do mo­mentu, kiedy chce się coś z nich odczytać. Wskazówki prędkościomierza i obroto­mierza są białe, czyli tego samego koloru, co więk­szość tła, co powoduje, że się z nim zlewają i w rezul­tacie są całkowicie nieczy­telne. Cyfry również są zbyt małe, co uniemożliwia od­czyt: 10 za styl, 0 za prak­tyczność. 

W ostatnich latach więk­szość motocykli włoskich uzyskiwała podobne oceny, jeśli chodzi o ich walory użytkowe, ale SB6 jest zu­pełnie nowym gatunkiem makaronu. Ten nowocze­sny, frapujący i piękny motocykl na pewno stanowi no­wy rozdział w technologii budowy podwozia i jest tyl­ko kwiestią czasu, kiedy inni producenci znowu podążą wytyczoną przez Bimotę drogą. Tymczasem mogę tylko powiedzieć, że błyska­wiczny sukces rynkowy SB6 jest całkowicie zasłużony. Wątpię, aby ktokolwiek, kto zamówił ten motocykl bez jazd próbnych, miał wraże­nie, że kupując go zrobił błąd. Ale SB7 z silnikiem GSX-R 750W z wtryskiem paliwa może być jeszcze większą rewolucją. 

KOMENTARZE
Alan Cathcart

Recent Posts

Motocykliści mają problem z hamowaniem. Doświadczenie i szkolenia tu nie pomogą

Niemiecki Instytut Bezpieczeństwa Motocyklistów (Institut für Zweiradsicherheit) z Essen przeprowadził badanie, w którym sprawdzono, czy motocykliści…

25 sierpnia 2026

Dwa oblicza motocykli 125 od Suzuki. Sportowe wrażenia czy miejski spryt?

Motocykle Suzuki GSX-S125 i GSX-R125 są z nami już od 10 lat. W tym czasie…

25 sierpnia 2026

Włochy walczą z polskim przekrętem. Policja skorzysta z danych CEPiK

Włoskie ministerstwo spraw wewnętrznych przekazało tamtejszej policji instrukcje, jak funkcjonariusze mogą skorzystać z danych dotyczących…

24 sierpnia 2026

MotoGP: Kontraktowe szaleństwo trwa! Kto dziś podpisał umowę na 2027?

Wraz z podpisaniem porozumienia pomiędzy producentami MotoGP a Liberty Media na sezony 2027-2031, ruszyła machina…

24 sierpnia 2026

Isle of Man TT nie porzuci klasy Sidecar. Są pierwsze propozycje zmian

Organizatorzy Isle of Man TT pracują nad tym, żeby klasa Sidecar była bezpieczniejsza dla uczestników.…

24 sierpnia 2026

Motolato w Inter Motors. Nie uwierzysz, jak zobaczysz te ceny ciuchów IXON!

Dobry kombinezon sportowy, porządny zestaw turystyczny albo motocyklowe jeansy na dojazdy do pracy – niezależnie…

22 sierpnia 2026