Zapora w Smardzewicach na Zalewie Sulejowskim sama w sobie jest warta oglądania.
Na skróty:
Z pewnością leży ono w województwie łódzkim i tu rozpoczynamy naszą trasę. Okazją do weekendowego wypadu był dla mnie Zlot Klasycznych Triumphów, który tym razem za bazę obrał sobie ośrodek nad Zalewem Sulejowskim. Naszą trasę rozpoczniemy więc w niewielkim Sulejowie. To właśnie od tej miejscowości swoją nazwę wziął utworzony na rzece Pilicy, na początku lat 70. ubiegłego wieku, zalew. Z Warszawy czy Częstochowy to całkiem niedaleko (miejscowość leży przy drodze ekspresowej, zwanej dawniej „Gierkówką”), nie mówiąc już o Łodzi, z której to dosłownie rzut mokrym beretem. Zaczynamy nieco od tyłu, bo akurat akwen mniej więcej tu się kończy, a zaczyna zaporą wodną w Smardzewicach, do których pojedziemy nieco później, żeby obejrzeć ten dosyć ciekawy obiekt inżynierii wodnej.
Jednak póki co zajedziemy do cysterskiego, warownego opactwa w Sulejowie. Warto tu zajrzeć, bo zespół klasztorny, założony w XII wieku, jest chyba najlepiej zachowanym obiektem cysterskim w Polsce. Pełen program ukulturalniający, czyli zwiedzanie kościoła i niewielkiego muzeum (wejście płatne), zajmie nie więcej niż godzinę. Jeżeli jednak nie interesują cię zabytki, to mamy też do wyboru inne, bardziej przyziemne rozrywki — na terenie opactwa funkcjonuje fantastyczna restauracja i browar serwujący prosto „z rury” rzemieślnicze piwa. Bardzo tanio nie jest i oczywiście nie polecam konsumpcji na miejscu, ale warto zabrać ze sobą coś na później, zwłaszcza że złocisty trunek nalewany jest do wygodnych dla motocyklistów plastikowych butelek!
Przy okazji możemy zatrzymać się na moment i zerknąć z mostu (będziemy przez niego przejeżdżali) na Pilicę, bo też jest fajna. Wbrew pozorom to całkiem spora rzeka — ma dobrze ponad 300 km długości i swego czasu stanowiła naturalną granicę między Mazowszem, Wielkopolską i Małopolską. W czasie II WŚ linia Pilicy była ważnym elementem polskich działań obronnych. W nocy z 6 na 7 września 1939 roku polscy saperzy, aby opóźnić działania operacyjne Niemców, zniszczyli mosty na Pilicy w miejscowościach: Spale, Inowłodzu, Żądłowicach i Białobrzegach. W sumie na niewiele się to zdało, ale po walkach nad Pilicą w rozlewiskach pozostały wielkie ilości sprzętu wojskowego, dlatego te rejony są tak chętnie eksplorowane przez miłośników historii — szczególnie tych z wykrywaczami metalu.
W Sulejowskim opactwie zwiedzimy kościół i posmakujemy lokalnego wyśmienitego piwa.
Zapora w Smardzewicach na Zalewie Sulejowskim sama w sobie jest warta oglądania.
Z Sulejowa udamy się w kierunku południowym, bardzo lokalnymi drogami przez Niewierszyn, Kawęczyn i Grębenice, aż dotrzemy do Zabytkowego Zakładu Hutniczego w Maleńcu. Po drodze można na chwilę stanąć w wiosce Afryka, cyknąć sobie pamiątkową fotkę pod tablicą informacyjną, by potem lansować się na podróżnika w mediach społecznościowych. Dystans niby niewielki — ok. 35 km, ale znajdziemy się już w województwie świętokrzyskim.
Sam obiekt w Maleńcu jest po prostu fantastyczny i musi go zwiedzić każdy pasjonat techniki. Jest to absolutnie unikalny zabytek inżynierski, a jednocześnie jeden z najstarszych staropolskich ośrodków metalurgicznych, pracujących nieprzerwanie od 1784 do 1967 roku. Początkowo była to jedynie huta pozyskująca żelazo z lokalnych kopalni rud, między nami mówiąc dosyć marnej jakości. Później opierano się głównie na złomie kolejowym, który przetapiany był na stal, z której produkowano różne wyroby — w czasie II WŚ łopaty i gwoździe na potrzeby armii niemieckiej.
Całość robi niesamowite wrażenie, a szczególnie ciągle sprawny układ hydroenergetyczny. W skrócie: ze specjalnie wykopanego stawu, poprzez system stawideł, woda spływa na potężne koło, generujące podobno ok. 4 KM i jakiś nieprawdopodobny moment obrotowy. To koło z kolei napędza wałem puszczonym pod sufitem i pasami transmisyjnymi dziesiątki maszyn, jak gilotyna, młot, gwoździarka, wiertarki i sam nie wiem co jeszcze. Gdy maszyneria pracuje (akurat trafiliśmy na pokazy), huk jest niesamowity i czujemy się nieco jak w piekle. Przy okazji, gdy ładnie się poprosi panów oprowadzających, to uruchamiają piec, wykuwają podkowy czy odlewają ze starych, oryginalnych form kule do muszkietów lub ołowiane żołnierzyki. Całość zwiedzania trwa ok. godziny, a człowiek i tak nie może się oderwać.
W dawnej kopalni piasku – Grotach Nagórzyckich urządzono niezwykłą ekspozycję przenoszącą nas do XIX wieku.
Niebieskie źródła w Tomaszowie o każdej porze roku wyglądają nieziemsko.
Spała słynna była z puszcz obfitujących onegdaj w żubry.
Z Maleńca pojedziemy na północ, przez Paradyż, Małe Końskie, aż do wspomnianych wcześniej Smardzewic. Fajny odcinek, nie dłuższy niż 50 km. W Smardzewicach zatrzymamy się przy tamie, żeby popatrzeć na kończący się tu zalew Sulejowski, spiętrzony na Pilicy. To właśnie wokół tego zbiornika wodnego koncentruje się letnie życie weekendowe Tomaszowa Mazowieckiego czy Piotrkowa Trybunalskiego.
Teraz to dosłownie kilka kilometrów do kolejnej atrakcji turystycznej ziemi tomaszowskiej — Grot Nagórzyckich. Te groty to nic innego jak pozostałości po wyrobisku kopalni piasku. Może trudno w to uwierzyć, ale miliony lat temu były to tereny nadmorskie, a raczej podmorskie. Morze nanosiło pokłady piachu (wyjątkowo bogatego w krzem), głębokie nawet na 150 m. Ten piach doskonale nadawał się do wyrobu szkła, więc komercyjnie wydobywano go już w XIX wieku. Pod ziemią miał strukturę skały piaskowej, więc wydobywało się go niemal jak węgiel, w bryłach, ale wystarczyło, że przysechł nieco na słońcu i zmieniał swoją konsystencję na sypką. A że w okolicach powstało sporo hut szkła, to i urobek był spory. A faktem, że czasem kogoś tam podczas kopania przysypało, nikt się nie przejmował. Dzisiaj obiekt pełni jedynie funkcję atrakcji turystycznej — jest odpowiednio zabezpieczony, wentylowany i oświetlony.
Gdy już napatrzymy się na te spektakularne dziury w ziemi, skoczymy do Tomaszowa Mazowieckiego, aby zerknąć na kolejny cud przyrody. Jadąc ulicą Główną w kierunku centrum Tomaszowa, nie sposób ominąć rezerwat przyrody Niebieskie Źródła. Bijące z dna zbiornika źródełko nadaje unoszącemu się piaskowi niebiesko-zielonkawą barwę, która zmienia się w zależności od stanu pogody — inaczej wygląda w pełnym słońcu, a inaczej w dni pochmurne. Warto przystanąć na chwilę i podziwiać to zjawisko, zwłaszcza że tuż obok znajdziemy niewielki, ale ciekawy Skansen Rzeki Pilicy, urządzony we wnętrzu zabytkowego, drewnianego młyna wodnego. Będąc w tych okolicach, nie sposób nie zahaczyć o Spałę, bo to dosłownie kilka kilometrów.
Początki reprezentacyjnej funkcji tej miejscowości sięgają drugiej połowy XIX wieku, kiedy to car Aleksander III, przebywając na polowaniu w okolicznych lasach, w 1880 roku zachwycił się terenami puszczy nad Pilicą i wydał polecenie wybudowania tu rezydencji myśliwskiej. Powstała ona w 1885 roku, a chwilę później pojawiły się ekskluzywne hotele, kasyna oficerskie i okazałe rezydencje.
Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę utworzono tu letnią rezydencję Prezydentów RP. Spałę szczególnie upodobał sobie Ignacy Mościcki. I chociaż powojenni prezydenci RP jakoś nie czują potrzeby rezydowania tu podczas letniej kanikuły, to w ostatnich latach miejscowość dynamicznie się rozwija — rewitalizowane są okazałe budowle. Warto odetchnąć tutejszą, nieco leniwą atmosferą.
W Maleńcu obowiązkowo zwiedzimy fantastyczny Zabytkowy Zakład Hutniczy.
Romański kościół w Inowłodzu liczy sobie niemal 1000 lat.
Ostatnim punktem naszej wycieczki (chociaż chętni mogą zahaczyć o symboliczny szaniec Hubala) będzie Inowłódz. Ze Spały to mniej niż 10 km. Nad miastem góruje na wzgórzu romański kościół pod wezwaniem św. Idziego. Zbudowana w 1082 roku kamienna budowla jest niewielka i surowa. Bardziej przypomina twierdzę niż kościół, bo taką funkcję — oprócz sakralnej — także pełniła w dawnych czasach. Nie znajdziemy tu ani grama przepychu spotykanego w późniejszych budowlach sakralnych.
Inowłódz nie jest duży, do kolejnego wartego zwiedzenia miejsca nie jest daleko. To XIV-wieczny Zamek Królewski ufundowany przez Kazimierza Wielkiego. Najwięcej szkody — oprócz oczywiście szwedzkiego „Potopu” — poczyniła tu miejscowa ludność, która jeszcze w XIX wieku rozbierała go, aby pozyskać kamienie na własne budowy. Zamek jest częściowo zrekonstruowany i dostępny do zwiedzania.
Jak na jeden dzień zwiedzania to całkiem sporo, więc możemy rozłożyć wycieczkę na cały weekend, zwłaszcza że w okolicach zalewu Sulejowskiego znajdziemy zatrzęsienie ośrodków wypoczynkowych, hoteli czy kwater prywatnych. Okazuje się, że pozbawiona górskich, krętych dróg równina Mazowiecka dla motocyklowych turystów wcale nie musi być nudna!
Według najnowszych plotek, Ai Ogura ma w 2027 roku trafić do fabrycznego składu Yamahy w…
Polski, motocyklowy motorsport, miał w ubiegłym roku powody do ogromnej dumy. Podczas gdy Witek Kupczyński…
W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…
Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…
Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…
Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…