Na skróty:
Trasę tradycyjnie wypełnimy odcinkami specjalnymi rajdów samochodowych. Zaczniemy od zachodnich prób rajdu Elmot: z Zagórza Śląskiego, jadąc od Świdnicy, skręcimy w prawo i przez Niedźwiedzicę wjedziemy w Góry Wałbrzyskie – do Jedliny Zdrój, pierwszego z uzdrowisk na naszej trasie. Otrzymała ten tytuł już ponad 300 lat temu, a okres świetności przypadł na początek ubiegłego wieku – ówczesny pruski Bad Charlottenbrunn posiadał pocztę z telegrafem, instalację wodociągową oraz gazowe oświetlenie.
Niepodległy Pałac Jedlinka, zaprojektowany najprawdopodobniej przez Carla Gottharda Langhansa – twórcę berlińskiej Bramy Brandenburskiej, został zaanektowany w czasie II WŚ przez organizację Todt (budującą m.in. schrony w III Rzeszy, w tym niedalekie podziemne fabryki Riese) na biura projektowe. Po wojnie polski PGR używał go jako magazyn siana, a obecnie mieści się tu muzeum, hotel i browar.
Kolejnym odcinkiem przez Rybnicę Małą, Unisław Śląski i Mieroszów wjeżdżamy do Chełmska Śląskiego. Po prawej stronie mijamy zespół domów tkaczy z 1707 roku. Zostały zbudowane przez Cystersów dla wytwórców płótna z Czech. Są to kryte gontem parterowe domy z poddaszem, w których mieściły się warsztaty oraz część mieszkalna i magazyn. Znajdują się nad rzeką, aby można było moczyć płótno i przy trawiastej skarpie, którą wykorzystywano do suszenia i bielenia tkanin.
Gładkie asfalty, widoki i zakręty – Sudety Zachodnie można eksplorować każdym jednośladem, nawet skuterem.
Przez Lubawkę i Miszkowice wjedziemy w najwyższe pasmo Sudetów – Karkonosze. Są chronione prawnie przez Karkonoski Park Narodowy oraz UNESCO, jako Rezerwat Biosfery. Zbudowane w dużej mierze z granitu, obfitują w skałki i torfowiska. Klimat jest tu ostrzejszy niż w reszcie Sudetów – mimo względnie niewielkich wysokości odpowiada on europejskim górom wysokim, wykształciły się tu także, charakterystyczne dla dużo wyższych pasm, wyraźne piętra roślinne.
Po drodze miniemy Przełęcz Kowarską (727 m. n.p.m.), która jest końcową częścią tzw. Drogi Głodu – po kilku latach klęsk nieurodzaju i upadku tkactwa chałupniczego, w regionie zapanował głód. Aby zapobiec zamieszkom, władze pruskie zorganizowały roboty publiczne i w roku 1855 rozpoczęto budowę drogi z Kowar do Kamiennej Góry. Pracownicy otrzymywali codziennie bochen chleba oraz 60 fenigów, co dziś stanowi równowartość około 25-30 zł.
Pod szlakiem znajduje się kilometrowy tunel linii kolejowej z Kowar do Kamiennej Góry, ukończony w 1905 roku. Pociągi kursowały tu do lat 80., obecnie nie ma już śladu po torach. Nienaprawiany tunel jest w złym stanie technicznym i mocno przesiąka wodą, ale wciąż jest wartą zobaczenia perełką inżynierii lądowej z początków ubiegłego wieku. Podobnie jak Kletnie we wschodniej części Sudetów, również tutaj ZSRR po wojnie eksploatował złoża uranu – sprawa była o tyle prostsza, że Niemcy wykryli promieniowanie w Kowarach już w 1926 roku i wykorzystywali wtedy urobek do produkcji żółtej farby i barwienia szkła.
Pokłady okazały się dość ubogie w pierwiastki promieniotwórcze, więc radzieccy naukowcy wynieśli się pod koniec lat 50., jednak historia miała swój ciąg dalszy. W byłych sztolniach Kopalni Uranu Kowary powstało… uzdrowisko, gdzie leczono m.in. choroby układu krążenia za pomocą inhalacji radonem powstałym z rozpadu radu, który z kolei pochodzi z rozpadu uranu. Kuracje te miały sprzyjać regeneracji komórek. Z racji wysokich kosztów, pod koniec lat 80. „sanatorium” zakończyło działalność jako państwowy obiekt, jednak dziś ponownie działa tu inhalatorium – jako jedyne w Polsce i jedno z pięciu na świecie.
Tunel skalny w Piechowicach – jedno z miejsc, które sprawiają, że sudeckie trasy zapadają w pamięć.
Z Kowar skierujemy się do Karpacza, który ma kilkusetletnią historię jako uzdrowisko. Stało się to za sprawą czeskich protestantów uciekających przed prześladowaniami w czasie wojny trzydziestoletniej w XVII wieku. Parali się ziołolecznictwem i ich terapie znane były w znacznej części Europy, aż do XIX wieku, gdy przegrali z rozwijającą się farmakologią – fitoterapia została zakazana.
Także w XIX wieku Karpacz zdobył popularność wśród turystów za sprawą Kościoła Wang, który przybył tu z… Norwegii. Król Prus Fryderyk Wilhelm IV został namówiony przez pracującego dla niego norweskiego malarza do zakupu XIII-wiecznego kościoła, bo lokalna społeczność przestała się w nim mieścić i potrzebowali większej budowli. Następnie zaś, hrabina von Reden przekonała króla, aby zamiast do berlińskiego muzeum, trafił do wiernych z Karpacza.
Kościół został przebudowany i otwarty dla protestantów w 1844 roku, jest połączeniem architektury wikingów i stylu romańskiego (niewielkie okna, geometryczna forma). Zbudowany został wyłącznie przy pomocy złączy ciesielskich, bez użycia gwoździ. Spod kościoła w pogodne dni roztacza się malowniczy widok na szczyty Karkonoszy, w tym Śnieżkę – najwyższy szczyt Sudetów, mierzący 1603 m n.p.m. i najwybitniejszy szczyt w Polsce (wybitność to różnica między szczytem a przełęczą: 1203 metry).
Z Karpacza pognamy w lewo na Podgórzyn (ulicą Leśnych Skrzatów) i przez Borowice do Podgórzyna Górnego. Zaraz za rzeką skręcimy w lewo i ulicami Żołnierską, Karkonoską, Kamienną i Dolina Czerwienia wjedziemy na Drogę Zachełmską. To kultowy odcinek specjalny „Karpacz” z ostatniej edycji Rajdu Karkonoskiego z 2015 roku. Tutejsze drogi różnią się od tych we wschodniej części Sudetów – są bardziej strome i kręte, ale za to czystsze i o dużo lepszej nawierzchni. Jest po czym poszaleć. Stąd pojedziemy do Zachełmia po kilku serpentynach i w lewo na Piechowice (droga 366).
Świątynia Wang. Nordycki akcent w Karkonoszach. Do budowy nie użyto ani jednego gwoździa.
Tu rozpoczyna się kolejne pasmo – Góry Izerskie. Niezbyt wysokie, za to bardzo czyste i bogate w minerały – znajdowano w nich swego czasu złoto, rubiny, szafiry czy kwarc, a jeszcze dawniej wydobywano także cynę i kobalt. Za rzeką, skręcimy w lewo z głównej drogi, przez Jagniątków pod wykutym w latach dwudziestych XX wieku tunelem skalnym, a następnie na główną na Jakuszyce i w lewo na DK 3. Po ok. 900 metrach ruszymy w prawo, w kierunku kolejnego słynnego uzdrowiska – Świeradowa Zdroju
„Kwaśną wodę” wypływającą z gór we wsi Fegebeutel (z niemieckiego „Czyścisakwa”, jak początkowo nazywano ją z powodu stojącej tu popularnej lokalnej karczmy) opisano po raz pierwszy już w 1600 roku. 200 lat później istniało tu uzdrowisko z działającym do dziś domem zdrojowym. Miasto oferuje kuracjuszom najdłuższą na Dolnym Śląsku modrzewiową halę spacerową ze źródłem wody pitnej.
Ze Świeradowa udamy się gęstą plątaniną lokalnych tras rajdów przez Orłowice do Krobicy. Kilkanaście lat temu udostępniono do zwiedzania podziemny szlak turystyczny ze sztolniami, gdzie wydobywano kobalt i cynę. Stąd pojedziemy do Gierczyna, skręcimy w lewo, przez Mlądz i w prawo, aż do drogi głównej. Dalej, przez miejscowości Grudza, Popielówek, Milęcice, Oleszna Podgórska, Ubocze, Wolibromów, Gościszów, Rakowice Małe, Kotliska i Niwnice zawitamy do Lwówka Śląskiego – jednego z najstarszych miast Polski.
Prawa miejskie uzyskał w 1217 roku, wcześniej nadano je tylko Złotoryi i Wrocławiowi. Dla porównania – Kraków zyskał je w 1257 a Warszawa w 1300 roku. Lwówek miał wówczas prawo bicia własnej monety czy handlu solą, jednak kres wspaniałości miasta przyniosła wojna trzydziestoletnia – przymusowe nawracanie protestantów na wiarę katolicką spowodowało wyludnienie i Lwówek stracił swoje znaczenie. Z 450 mistrzów sukienniczych po wojnie zostało 14, a liczba mieszkańców wyrównała się dopiero w latach 80-tych XX wieku. Jako jedna z nielicznych miejscowości w Europie ma zachowane dwa pierścienie murów obronnych (wraz z okazałymi basztami) oraz ratusz z XIII wieku.
Domy Tkaczy w Chełmsku Śląskim zwane są Dwunastoma Apostołami. Z pierwotnych 17 do dziś pozostało 11.
Teraz pojedziemy przez Bielankę, Sobotę, Pławnę Dolną i Wleń z ruinami najstarszego murowanego zamku w Polsce – z 1163 roku. Obecnie jest on… zastawiony przez gminę w banku, jako zabezpieczenie pożyczki na budowę kanalizacji. Tuż za Wleniem rozpoczynają się Góry Kaczawskie. Dalej trasa biegnie przez Nielestno, Czernicę, Płoszczynę, Podgórki i Pastewnik do Bolkowa. To ostatnie miasto znane jest głównie ze swojego XIII-wiecznego zamku, gdzie od 1997 roku organizowany jest Castle Party – jeden z największych europejskich festiwali muzycznych w klimacie rocka gotyckiego. Co roku w lipcu kilka tysięcy osób w strojach dark tworzy wyjątkowy klimat na tle fantastycznie podświetlanej zamkowej wieży. Warto to zobaczyć.
Trasa do Bolkowa liczy ok. 310 kilometrów. Stąd drogą krajową 5 możemy udać się do Wrocławia i tu zakończyć wycieczkę, lub dalej skręcić na Świebodzice i pojechać aż do Świdnicy.
Zdjęcia: Krystian Kaleta
Grand Prix Kataru w MotoGP zostało przełożone z kwietnia na listopad z powodu napiętej sytuacji…
Motocykl 125 rzadko kojarzy się z turystyką, ale w praktyce może być całkiem dobrym towarzyszem…
Suzuki zaprasza fanów motocykli na ogólnopolski cykl pokazów premierowych Roadshow 2026. W salonach marki w…
Uruchomienie wiosną motocykla, który został prawidłowo przygotowany do zimowania, to właściwie czysta formalność – nawet…
Jazda dużym motocyklem terenowym poza asfaltami otwiera nowe możliwości odkrywania świata. Buduje pewność siebie, że…
Bez ckliwego serialu na Netflixie, dzięki któremu nawet ktoś, kto nie wie, jak działa motocykl,…