Z archiwum ŚM: Suzuki Intruder 1400 – Bliżej nieba. Nr 7/1996

Na czym polega „filozofia” choppera? Na prostocie czystej linii, na rezygnacji z wszelkich „przeszkadzajek”, na wstręcie do plastików, na bogactwie chromów i pięknym lakierze, wreszcie na doskonałym wy­kończeniu. Wszystko to można znaleźć właśnie w Intruderze. Suzuki VS 1400 przytłacza swym majestatem. W jego syl­wetce dominuje widlasty silnik, a reszta zdaje się być tylko „opakowaniem” dla jego potęgi. Rama lekko otacza sil­nik, a jej podgięcie po­zwoliło obniżyć siodło kierowcy. Zbiornik pa­liwa jest „nasadzony” na ramie. Koła misternie zaple­cione, ze zdwojoną liczbą szprych, wyglądają bardzo efektownie. Intruder ocieka wręcz chromem. Chromowane są pokrywy silnika i ekrany na głowicy. Całość jest wykonana wyłącznie z metalu (nawet boczne panele pod siodłem kie­rowcy są blaszanymi wytłoczkami). Stal, aluminium i chrom nadają Intruderowi stylu i cha­rakteru. Wielkiej pieczołowito­ści wymagało ukrycie wszel­kich przewodów, instalacji itp., tak by nie szpeciły pięknej linii motocykla. I dlatego wiązki elektryczne z przełączników na kierownicy puszczono w jej wnętrzu. Lampki kontrolne ukryto za przyciemnianą szyb­ką i dopiero rozbłyśnięcie któ­rejś z nich zdradza ich lokalizację. 

W silniku VS 1400 znajdzie­my wał korbowy z przestawio­nymi czopami korbowodowymi, dzięki czemu obyło się bez uży­cia wałków wyrównoważają­cych. Bogato użebrowane, roz­stawione o 45° cylindry i głowice są dodatkowo chłodzone ole­jem. Poprzez dysze jest on natryskiwany na denka tłoków, a tylna głowica, jako słabiej chłodzona przez powietrze, zo­stała wyposażona w dodatkową dyszę doprowadzającą olej do komory chłodzącej obejmującej komorę spalania. 

Obudowa szybkościomierza, podobnie jak wszystkie detale Intrudera, jest wykonana
z aluminium. Kontrolki ukryto za przyciemnianą szybką

Olej w silniku VS 1400 ma jeszcze jedno (trzecie już) zadanie. Otóż w rozwidlonych dźwigienkach zaworowych, tam gdzie zwykle znajdują się śruby regulujące, mieszczą się filigranowe hy­drauliczne regulatory luzu za­worowego. Doprowadzany pod ciśnieniem olej pozwala samo­czynnie kasować luzy i zaosz­czędzić czas podczas przeglą­dów. W każdej głowicy dwa za­wory ssące i jeden wydechowy są poruszane pojedynczym wałkiem rozrządu. Do zapale­nia mieszanki wystarcza jedna świeca. 

Poprzez system kraników elektryczna pompa tłoczy pa­liwo do gaźników. Oba gaźni­ki znajdują się z tyłu głowic i są wyposażone w indywidu­alne filtry powietrza z pianko­wymi wkładami, znanymi ra­czej z motocykli crossowych. Ssanie jest włączane wygod­nym pokrętłem pomiędzy roz­widleniem cylindrów, tuż przy lewym kolanie kierowcy. Uruchomienie silnika i jego dwóch cylindrów, każdy po 700 ccm i tłokach średnicy 94 mm wymagałoby dużego roz­rusznika. Wymagałoby, gdyby nie dowcipny elektromagne­tyczny dekompresator. Za tyl­nym cylindrem (co ciekawe, nosi on numer 1) znajduje się elektromagnes uruchamiający cięgłami dźwigienki uchylające zawory wydecho­we. Reszta jest w gestii prze­kaźników. Wciśnięcie przyci­sku rozrusznika powoduje najpierw zadziałanie dekom­presora, gdy już zawory zo­staną odchylone, wtedy do­piero „rusza” rozrusznik. 

Rzadko który chopper ma rury wydechowe i tłumiki po obu stronach. Kierowca lntrudera nie musi zastanawiać się, jak zaparkować dla większego szpanu. Obie strony motocykla są równie atrakcyjne. Charakterystyczne dla lntrudera 1400 są przepięknie oszprychowane koła i mocno nadwymiarowe opony. Uczta dla oczu!

Silnik uruchamia się bardzo łatwo, a nagrzewanie trwa krótko. Leciutkie wibracje do­dają smaku pracy tego mon­strum. Niestety ofiarą europej­skich biurokratów padł chop­perowy „sound”. Skośnie pod­cięte tłumiki powodują, że za­miast ryku dwóch potężnych cylindrów z silnika wydobywa się grzeczne „puf – puf”. Oj, przy­dałoby się wywiercić kilka dziurek.

Pracę silnika można okre­ślić jednym słowem: poezja. Ol­brzymi moment obrotowy sprawia, że silnik jest cudow­nie elastyczny. Przejechanie wzdłuż całej Warszawy na jed­nym tylko, drugim biegu, nie jest dla niego żadnym proble­mem! Wrzucamy pierwszy bieg, gaz! Intruder wyrywa się do przodu, dwójka i… potężna siła wgniata nas w siedzenie, niczym przy starcie rakiety Sa­turn. Nawet nie spostrzegli­śmy, jak w pięć sekund osią­gnęliśmy 100 km/h. A przecież to „tylko” chopper! Intruder je­dzie niezależnie od tego, jaki bieg jest właśnie wrzucony. Silnik przyspiesza na każdym z pięciu biegów i naprawdę trzeba być „mistrzem”, by go zdusić. Maksymalne 171 km/h VS 1400 osiąga w krótkim cza­sie i utrzymuje je niezależnie od wiatru czy nachylenia dro­gi. Jest to więc sprawa przeło­żenia piątego biegu. Zużycie paliwa przy ostrej jeździe za­wiera się w granicach 6-6,5 l/100 km. Tak więc 13-litrowy zbiornik wystarcza na pokona­nie ok. 220 km. 

W dość nieco­dziennym miejscu ukryty jest akumulator. Otóż „czarna skrzynka” poniżej osi tylnego wahacza jest niczym innym, jak właśnie obudową akumula­tora. Na szczęście w erze bez­obsługowych baterii zagląda się do nich tylko raz na rok, a takie umieszczenie masyw­nego bądź co bądź elementu znakomicie obniża środek ciężkości. 

W jeździe Suzuki Intru­der zaskakuje swoją poręcznością. Na­wet typowe dla chopperów „walenie się” na bok po ostrym skręcie kierownicy można polubić, szczególnie podczas jazdy po mieście, gdy zwrotność moto­cykla odgrywa niebagatelną rolę. Intruder prowadzi się tak, że kierowca zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ciężki to jest motocykl. Ja sam z po­czątku nie bardzo mogłem uwierzyć w jego 260 kg masy! Jednak bardzo nisko położony środek ciężkości i siodło zawie­szone tylko 670 mm nad ziemią sprawiają, że prowadzi się go nadzwyczaj łatwo. Takie np. szybkie przejście z lewego wi­rażu w prawy Intruder wyko­nuje ze zwinnością sportowego motocykla. 

W sylwetce VS 1400 dominuje olbrzymi silnik. Pomiędzy cylindrami znajduje się sygnał dźwiękowy, o niecodziennym, typowym raczej dla amerykańskich „krążowników szos”, ryczącym brzmieniu. Sissybar – oparcie dla pasażera – oferowany jest za dopłatą. W jego wnętrzu, oprócz zestawu narzędzi, zmieści się zestaw… kart kredytowych

Zawieszenie jest zestrojone miękko. Tylne nawet trochę za bardzo, jako że daje wyczuć się nieco słabe tłumienie amorty­zatorów, tak że przy przejeż­dżaniu dużych poprzecznych garbów motocykl ma ochotę „katapultować” pasażera. Te­go typu charakterystyka za­wieszenia zapewnia jednak wysoki komfort jazdy. Do tego grubaśne opony i szerokie, grubo tapicerowane siodło po­zwalają się czuć na VS 1400, jak w fotelu babuni. 

Dodatko­wo poduszka tylnego siedzenia tworzy podparcie dla pleców kierowcy, co pozwala na lepszy kontakt z motocyklem, zwłasz­cza przy jego „rakietowych” przyspieszeniach. Również pa­sażer nie może narzekać na komfort na tylnym siodełku. Jeśli do tego będzie to pasażer­ka, to na pewno doceni to, że siedząc wyżej od MSŻ (Mężczy­zny Swojego Życia), widzi znacznie więcej świata niż tyl­ko jego plecy i skorupę kasku. Cóż, „widzieć i być widzia­nym”! Pierwszej mojej przymiar­ce do Intrudera towarzyszył wewnętrzny sprzeciw: co, taka wąska kierownica, w choppe­rze? ! A podnóżki prawie wcale nie wysunięte do przodu?! Jednak już po pierwszej jeździe okazało się, jak moje oba­wy były nieuzasadnione. Moc­no podgięta i stosunkowo wą­ska kierownica dobrze „leży” w dłoniach, a w tym położeniu podnóżków w jakim są, kie­rowca może w razie zauważe­nia większej nierówności nawierzchni przenieść część swojego ciężaru na nogi, od­ciążając tym samym kręgo­słup. Pozycja kierowcy jest dziełem (udanego) kompromisu i pozwala na długie zasia­danie za kierownicą, nawet przy dużych prędkościach po­dróżnych. 

A tak na marginesie, to za­równo kierownicę, jak i pod­nóżki można sobie w łatwy sposób zmienić, jako że Suzuki oferuje wśród wyposażenia dodatkowego kierownicę typu T-bar z wysokimi wspornika­mi oraz wysunięte daleko do przodu podnóżki z towarzy­szącą im „armaturą” przedłu­żającą. Również jako wyposażenie dodatkowe oferowany jest widoczny na zdjęciach sis­sybar, czyli oparcie dla pasa­żera.Jeżdżąc VS 1400 nie sposób nie docenić jego hamulców. Da­ją one pełne poczucie bezpie­czeństwa, a ich działanie można znakomicie kontrolować. Szczególnie tylny hamulec tar­czowy okazuje się być bardzo wygodny w codziennej eksplo­atacji. Typowe dla chopperów dociążenie tylnego koła, jak również gustownie umieszczo­na dźwignia zachęcają do ko­rzystania z nożnego, tak często lekceważonego hamulca. Na­pęd wałem kardana wymaga jedynie wymiany oleju podczas sezonowych przeglądów. 

Jeżdżąc Suzuki VS 1400 czuje się zaklętą w nim moc, a pełna majestatu sylwetka cie­szy oczy i to niekoniecznie sa­mego tylko kierowcy. Dookoła żadnego z testowanych przez naszą redakcję motocykli nie zbierał się nigdy taki „wianu­szek” gapiów, jak właśnie wo­kół zaparkowanego VS 1400. Jadąc lntruderem 1400 szybciej niż 100 km/h czułem się, jakbym popeł­niał ciężki grzech. Ale kiedy tylko Zły kusił mnie, bym mocniej odkręcił gaz, ja­kaś niewidzialna ręka dotykała mojego ramienia, a Głos mówił mi do ucha: „zwolnij synu, gdzie tak gnasz? Spójrz jak tu pięknie dookoła, czy czujesz zapach skoszonego siana?”. Tak, jest coś mistycznego w jeździe motocyklem. Szcze­gólnie, jeśli jest to taki motocykl jak lntruder. 

 

 

 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

TOP Tygodnia: Spowiedź niegeriatryczna, Ściganie na nakedach… – O czym czytaliście najchętniej w ostatnich dniach?

Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…

23 lutego 2026

MotoGP: Co wiemy po testach w Tajlandii?

Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…

22 lutego 2026

WSBK: Nicolo Bulega z hat-trickiem w Australii. Czy tak będzie wyglądał cały sezon?

Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…

22 lutego 2026

Używane Suzuki VZ1500L0. Nawet nie próbujcie mnie zatrzymać

Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…

21 lutego 2026

Nowy Kawasaki Brute Force 450 EPS na rok 2026

Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…

21 lutego 2026

Honda Adventure Roads 2026 – Krótsze wyprawy, więcej motocyklistów

Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…

21 lutego 2026