Wyglądało wręcz na to, że Brytyjczycy szczycący się mianem najlepszych mechaników na świecie będą musieli zadowolić się produktami pochodzenia „zamorskiego”. Na szczęście znalazł się jeden rozsądny i odważny człowiek – John Bloor, który postanowił uratować honor wyspiarzy. Jak pokazał czas, przedsięwzięcie się udało, Triumph produkuje obecnie niemal 40 000 motocykli rocznie i wszystko wskazuje na to, że trudne lata bezpowrotnie minęły i Triumph znowu święci triumfy. Trudno się więc dziwić, że gdy nadarzyła się okazja zwiedzenia fabryki, nie odmówiłem sobie tej przyjemności, a dzięki uprzejmości właścicieli firmy, którzy wyjątkowo zgodzili się na robienie zdjęć linii produkcyjnej, również czytelnicy „ŚM” mają okazję chociaż w minimalnym stopniu przyjrzeć się temu, jak rodzi się motocykl. Oczywiście do działu badań i wdrożeń nie zostałem wpuszczony, ale są to miejsca wyjątkowo pilnie strzeżone i tajne, w praktyce żaden z liczących się producentów nie dopuszcza do takich miejsc osób z poza firmy. Nie wiadomo czemu panuje pogląd, że Triumph produkuje swoje motocykle poza Wielką Brytanią. Te wieści należy zdementować z całą stanowczością, chociaż uczciwie trzeba przyznać, że elektronika i niektóre elementy układów hamulcowych pochodzą spoza Europy, natomiast cała reszta pojazdu produkowana jest w Hinckley. To jednak też nie do końca jest prawda, bo wszelkie odlewy żeliwne i aluminiowe oraz odkówki wytwarzane są w okolicznych hutach. Również rur, blach i przewodów elektrycznych Triumph sam nie produkuje, ale to przecież jest absolutnie zrozumiałe. Na miejscu natomiast wytwarzane i lakierowane są wszelkiego rodzaju plastiki. Ta część produkcji zorganizowana jest w zakładzie Factory I oddalonym od zakładu właściwego Factory II o kilka kilometrów. Tu należy się kilka słów wyjaśnienia skomplikowanej historii Triumpha, który kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk i kilkakrotnie zmieniał siedziby.
Firma Triumph została założona przez niemieckiego (!) przedsiębiorcę Siegfrieda Bettmana jeszcze w latach 80. XIX wieku, który przeniósł się z Norymbergii do Anglii. Swą działalność rozpoczął (jak większość późniejszych firm motocyklowych) od produkcji rowerów. Firmę nazwał Triumph, uznał bowiem, że jest to wybitnie międzynarodowe słowo, w dodatku niosące pozytywne skojarzenia. Pierwszy motocykl opuścił mury zakładów w Coventry w roku 1902 i napędzany był belgijskim silnikiem Minerva. Własnej jednostki napędowej firma dorobiła się w roku 1905 za sprawą Charlesa Hatewaya. Od tej pory Triumph przez dziesięciolecia był jedną z wiodących marek na świecie, a swoją potęgę zawdzięczał głównie dostawom dla wojska i policji. Oczywiście zdarzały się również sukcesy w sporcie, zdarzały się także światowe rekordy prędkości, ale takich marek jak Norton czy BSA nie udało się doścignąć. Firma koncentrowała się bowiem na produkcji maszyn solidnych, niezawodnych i łatwych w obsłudze.
Wszystko szło dobrze do momentu wybuch II wojny światowej. Niemcy, chcąc wykończyć przemysłowe serce Wielkiej Brytanii, zbombardowali w roku 1940 Coventry, całkowicie niszcząc fabrykę. Przez krótki czas zakłady działały w Warwick, aby w roku 1942 osiedlić się na stałe w Meriden. Lata 70. to gwałtowny spadek zainteresowania motocyklami innymi niż japońskie (ta przeklęta Honda CB 750!). Fabryka w Meriden definitywnie zamknięta została na początku roku 1983, a ostatni ślad po niej zaginął w roku 1984, kiedy to buldożery całkowicie zrównały zakłady z ziemią. Mniej więcej w tym czasie pojawił się bardzo bogaty człowiek John Bloor, który odkupił prawa do nazwy oraz znaku handlowego i stworzył całkowicie niezależną firmę Triumph Motorcycle Limited. Nowa fabryka powstała w Hinckley, gdzie w tajemnicy rozpoczęto prace nad całkowicie nowymi maszynami. Wielki comeback nastąpił podczas Motor Show w Kolonii w roku 1990, kiedy to Triumph zaprezentował sześć premierowych modeli. Okazało się, że są to maszyny stojące na wysokim poziomie technologicznym, mogące konkurować z resztą światowej czołówki. Interesy szły przyzwoicie aż do 15 marca 2002, kiedy to fabryka została zniszczona podczas potężnego pożaru. Zakład został zbudowany w nowym miejscu (Factory II), a spalone zgliszcza (Factory I) z mozołem odbudowano i obecnie mieści się tam linia produkująca plastiki, lakiernia i magazyny. Nie można twierdzić, że Triumphy budowane są całkowicie ręcznie, jednak znaczna część linii produkcyjnej to klasyczna taśma, jak w naszym dawnym FSO. Oczywiście surówki przychodzące z huty obrabiane są maszynami sterowanymi cyfrowo, natomiast montażem zajmują się bezpośrednio ludzie. Nigdy jeszcze nie widziałem tak szybko i sprawnie działających mechaników. Nad każdym stanowiskiem zwisają dziesiątki pneumatycznych narzędzi przeznaczonych do wykonywania tylko jednej czynności, a chłopcy (chociaż widziałem też jedną kobietę!) sięgają po nie niemal po omacku i montują, co im taśma podrzuci, a wyglądało na to, że podrzuca im jednostki napędowe do różnych modeli, działając absolutnie losowo. Goście są na tyle profi, że składają jednostki w ciemno, a bardzo szczegółowa kontrola działająca na każdym etapie produkcji niemal nie odrzuca żadnego egzemplarza. Zmontowane jednostki napędowe spotykają się z częściowo uzbrojonymi ramami, a potem sprawy idą już bardzo szybko – zawieszenia, koła, hamulce, zbiorniki. Na końcu taśmy siedzi koleś, który nie ruszając się z miejsca, kręci rocznie 60 000 km – na rolkach. Musi przejechać się na każdym egzemplarzu przynajmniej 2 km. Potem szybciutko spuszczany jest olej z silnika, a motocykl pakowany w zgrabny kontener. I następny, i następny…
W sumie Triumph zatrudnia niemal tysiąc osób i w chwili obecnej ma własne biura w USA, Tajlandii, Malezji, we Francji, w Niemczech, Japonii, Szwecji i krajach Beneluksu. Cała reszta świata obsługiwana jest przez przedstawicielstwa, tak jak w Polsce. Mimo narastającej konkurencji radzi sobie całkiem przyzwoicie i cały czas poszerza ofertę, czujnie trzymając rękę na pulsie rynku. W klasie cruiserów wyraźnie wysforował się do przodu, oferując Rocketa III z silnikiem o pojemności 2300 ccm dysponującym gigantycznym momentem obrotowym 200 Nm, a kategorię klasyków zdominował Bonnevillem i Thruxtonem. Obecny Triumph, mimo że w zasadzie jest nową firmą, nie odcina się od przeszłości, a wprost przeciwnie, czerpie z niej, ile się da, bo przecież roli ponadstuletniego brandu nie da się przecenić. W dodatku firma jest bardzo dumna ze swej brytyjskości i podkreśla ją na każdym kroku, o czym świadczy chociażby hasło: Born, bred and proud to be British. W swobodnej translacji zapewne zabrzmi to tak: urodzony, wychowany i dumny z tego, że jest Brytyjczykiem!
MV Agusta bardzo lubi wypuszczać limitowane edycje swoich motocykli. Tym razem włoska marka zaprezentowała model…
Oszczędność, która zaczyna mieć realne znaczenie. Motocyklowe perełki, które pojawiają się raz na jakiś czas…
Tym razem wybieramy trasę bardziej sprawiedliwie, żeby wszyscy chętni mieli dojazdówkę niezbyt długą — czyli…
Według najnowszych plotek, Ai Ogura ma w 2027 roku trafić do fabrycznego składu Yamahy w…
Polski, motocyklowy motorsport, miał w ubiegłym roku powody do ogromnej dumy. Podczas gdy Witek Kupczyński…
Sezon motocyklowy właśnie rusza, a wraz z nim Dni Otwarte Triumpha w salonach w całej…