Na skróty:
Trudno powiedzieć czemu akurat do tej maszyny przylgnął ten sympatyczny przydomek, bo model R 35 przecież nie był ani pierwszym, ani ostatnim motocyklem BMW z silnikiem o małej pojemności. Historia bawarskich jednocylindrówek zaczęła się od modelu R 39 wprowadzonego do oferty w roku 1925, a więc zaledwie dwa lata po tym jak firma w ogóle zaczęła produkować motocykle. Co ciekawe, maszyna została wyposażona w ramę z rur stalowych, a dopiero parę lat później pojawiły się charakterystyczne blaszane wytłoczki modelu R 2 (1932 – 36). Te „mniejsze” modele BMW cieszyły się sporym wzięciem na rynku, bowiem od roku 1928, do ich prowadzenia w Niemczech nie było konieczne prawo jazdy, a przy zakupie nie płaciło się podatku.
Więc mimo, że były dosyć drogie w stosunku do konkurencji, to do roku 1936 sprzedało się niemal 15 000 egzemplarzy tego modelu. W roku 1932 pojawił się w ofercie firmy podobny motocykl, ale o dwa razy większej pojemności silnika i znaczącej mocy 14 KM – R 4. Te maszyny, obecnie bardzo poszukiwane przez kolekcjonerów, były bezpośrednimi protoplastami popularnego BMW R 35„Osiołka”, który był przed, w trakcie i tuż po II WŚ. W sumie w Monachium zbudowano 15 386 egzemplarzy tego motocykla.
Po raz pierwszy R 35 ujrzało światło dzienne w roku 1938 i znakomita większość egzemplarzy trafiła do służb mundurowych. „Cywile” mieli do dyspozycji znacznie nowocześniejsze, chociaż mniejsze modele R 20, a później R 23 z ramą z rur stalowych.
R 35 wyposażony był w jednocylindrowy, górnozaworowy silnik niemal identyczny z poprzednikiem montowanym w R 3 (1936). Nie cieszył się on wielkim powodzeniem, głównie ze względu na „niewygodną” w owym czasie pojemność. Nie można było jeździć nim bez prawa jazdy i nie był zwolniony z podatków. Nie dziwi więc, że jego następca – R 35 budził zainteresowanie głównie jako maszyna kurierska i szkoleniowa w wojsku i policji.
Opisując historię BMW R 35 nie można nie wspomnieć o jego powojennych, bardzo ciekawych losach. Przecież wojenny, jak i ten produkowany później już w NRD motocykl wytwarzany był w tym samym miejscu, na tych samych maszynach i być może nawet przez tych samych ludzi. Aby prześledzić te historię, trzeba się cofnąć o ponad 30 lat.
Przedsiębiorstwo założył Heinrich Ehrhardt w 1898 roku w Eisenach, a jego nazwa pochodziła od zamku Wartburg (powstałego prawdopodobnie jeszcze w XI wieku) górującego nad miastem. W 1904 roku nazwa przedsiębiorstwa została zmieniona na DIXI, które z kolei w roku 1928 wykupił prężnie rozwijający się koncern BMW, produkując tam niewielkie samochody na licencji brytyjskiego Austina Seven. Motocyklowy oddział firmy mieścił się w Monachium. Jednak ze względu na alianckie naloty dywanowe, produkcję motocykli przeniesiono w roku 1942 do oddalonego bardziej na wschód Eisenach. W związku z działaniami II WŚ wstrzymano w tamtejszych zakładach seryjne wytwarzanie samochodów osobowych i zmieniono profil produkcyjny. Od tamtej pory fabryka BMW na terenie wschodnich Niemiec budowała motocykle dla Wehrmachtu i silniki samolotowe dla Luftwaffe.
W wyniku alianckich nalotów dywanowych, fabryka została zniszczona w blisko 60%, jednak sporo osprzętu i dokumentacji przetrwało. W marcu 1945 roku niemal całą Turyngię zajęły wojska generała Pattona, które na mocy ustaleń jałtańskich w czerwcu wycofały się na zachód. Ich miejsce zajęły wojska radzieckie, a BMW utraciło kontrolę nad zakładem. Fabryka zapewne podzieliłaby losy innych niemieckich przedsiębiorstw (jak Opel, czy większość zakładów Auto Union), gdyby nie sprawne działania dyrekcji firmy. „Na szybko” udało się zmontować kilka przedwojennych limuzyn, które na tyle spodobały się marszałkowi Żukowowi, że zgodził się, aby zakładów nie wywozić w głąb Rosji.
Jeszcze w listopadzie 1945 roku do Eisenach trafiło z ZSRR zamówienie na 3 tys. samochodów i motocykli. Pojazdy cały czas były produkowane i sprzedawane z logo BMW. Co ciekawe w roku 1948 zakłady BMW w Monachium znowu rozpoczęły działalność, więc sytuacja była co najmniej dziwna – dwa kraje produkowały pojazdy pod tym samym szyldem. Jednak w listopadzie 1950 roku, po dosyć długim i skomplikowanym procesie, sąd w Düsseldorfie zabronił zakładom w Eisenach używania znaku firmowego BMW. Władze NRD musiały pod rygorem wykluczenia z międzynarodowego obrotu handlowego zastąpić logotyp podobnym, ale biało–czerwonym emblematem z literami EMW (Eisenacher Motorenwerk), ale to już zupełnie inna historia. Model R 35 produkowany był więc początkowo z logiem BMW (X.1945 – IV 1952), a następnie jako EMW (ze sporymi modyfikacjami) w latach 1952–56. Zakłady w NRD bazowały jeszcze na wojennych zapasach części do motocykli, a jedynymi elementami, który musieli wdrożyć do produkcji były ramy. Różniły się detalami od tych przedwojennych.
Pierwszych enerdowskich BMW R 35 zachowało się do dzisiaj niewiele. Praktycznie nie były dostępne w wolnym handlu, bo całość produkcji przeznaczona była dla służb mundurowych. Dopiero EMW R 35/3 szerzej zaprezentowano światu. W sumie wyprodukowano ok. 90 tys. sztuk powojennego BMW/EMW R 35 w latach 1945–56.
Te z logotypami BMW są u nas praktycznie nieosiągalne, bowiem w latach 80. i 90. stanowiły jeden z lepszych towarów eksportowych naszych rodzimych handlarzy zabytkową motoryzacją. Zachodnioniemieccy kolekcjonerzy kupowali je bardzo chętnie, płacąc całkiem pokaźne sumy, przeważnie nie mając świadomości, że maszyny te zostały wyprodukowane już po II WŚ, bo praktycznie nie dało się ich odróżnić. Zwłaszcza po „kuracjach upiększających”, czyli dostosowaniu do specyfikacji wojskowych, serwowanych przez ludzi wywożących te motocykle na zachód.
Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…