Z archiwum „Świata Motocykli”: Sokół 500 – niedoceniona szansa. Numer 2/1995

Lecz nie wszystko, co dziś jest uznaną prawdą, było nią w przeszłości. Fakt, że w Polsce nie po­wstał nigdy motocykl spor­towy „z prawdziwego zda­rzenia” nie jest chyba przy­padkiem, a efektem nieno­woczesnego, krótkowzrocz­nego sposobu myślenia tych, którzy o tym decydo­wali. To ci ludzie spo­wodowali, że ani w Polsce przedwojennej, ani później, nie powstały warunki do rozwoju sportu motocyklo­wego przez duże „S” we wszystkich jego odmia­nach, a co za tym idzie, nie wytworzyła się potrzeba masowej produkcji jednośladów lekkich, szybkich i nowoczesnych.

Nieliczne próby, zakoń­czone zawsze na etapie prototypu lub w najlep­szym wypadku krótkiej se­rii, świadczą o tym, że kon­struktorom-zapaleńcom nie brakowało energii i po­mysłów. SM, FIS, sportowe wersje Junaka, Promot czy choćby Sarenka są tego do­wodem. Po owych próbach zostało trochę wspomnień, zdjęć, a być może pojedyn­cze egzemplarze motocykli, lub ich szczątki.

W okresie przedwojen­nym największe szanse po­wodzenia miała próba pro­dukcji sportowego motocy­kla Sokół 500 RS M 311 podjęta w Państwowych Zakładach Inżynierii w dru­giej połowie lat 30. 

Jednocześnie z rozpo­częciem prac nad udanym pod wieloma względami Sokołem 600 (Ś.M. 2/93) inż. Tadeusz Rudawski przystąpił do opracowywa­nia swego następnego dzie­ła, którym miał być popu­larny motocykl sportowy. „Sportowy” nie oznaczało w tym przypadku wyczyno­wego. Miał to być pojazd nadający się zarówno do codziennej eksploatacji, jak i do udziału w imprezach sportowych, takich jak rajdy czy wyścigi. Natural­nym wówczas zjawiskiem było istnienie na rynku mo­tocyklowym maszyn uniwersalnych, które niewiel­kim nakładem pracy i kosz­tów można było dostosować do wymogów trudów rywa­lizacji sportowej. Taki też miał być Sokół 500.Ogólne założenia kon­strukcyjne były identyczne jak w modelu o pojemności 600 ccm, lecz aby piećsetka stała się motocyklem spor­towym, otrzymała górnoza­worowy silnik oraz musiała zrzucić zbędne kilogramy. Konstruktorem tej intere­sującej maszyny był inży­nier Tadeusz Rudawski (li­terka R w symbolu modelu jest inicjałem jego nazwi­ska; S oznacza „sportowy”), który po udanym wprowa­dzeniu do produkcji Sokoła 600 kontynuował swą twórczą działalność w Pań­stwowych Zakładach Inży­nierii.

Prawdopodobnie był to rok 1938, gdy prototyp pięćsetki ujrzał światło dzienne. Jak zwykle w ta­kich sytuacjach, poddany próbom i uciążliwym te­stom, został dopracowany w szczegółach i zaprezen­towany do oceny. Od niej zależały jego dalsze losy. Pozytywna opinia eksper­tów nie wystarczyła jednak, aby przekonać sceptycznie nastawioną wojskową ad­ministrację zakładów.

Ar­mii potrzebne były motocy­kle transportowe – ciężkie, bardziej wytrzymałe, prost­sze technicznie i łatwiejsze w obsłudze. Tak więc szan­sa na wprowadzenie do se­ryjnej produkcji pierwszego polskiego motocykla spor­towego została zmarnowa­na. Dziś wiemy, że i tak nie miałby on możliwości dalszego rozwoju. Rok później wybu­chła przecież wojna i cały wysiłek PZInż-u skierowano na przygotowania do niej.

Zanim jednak podjęto decyzję wstrzymującą pra­ce nad Sokołem 500, w Za­kładach Mechanicznych Ursus powstało kilka silni­ków, z których co najmniej trzy zainstalowano w prototypowych motocyklach przeznaczonych do badań. Rama pochodziła wpraw­dzie z modelu 600, lecz zo­stała odciążona przez nawiercenie otworów w „san­kach” trzymających silnik. Przednie zawieszenie i zbiornik paliwa również były standardowe, ale na tym kończyły się podstawo­we podobieństwa.

Błotniki spłycono odejmując boczne fartuchy, co wyraźnie zmie­niło sylwetkę pojazdu. Zli­kwidowano bagażnik, wpro­wadzając na jego miejsce poduszkę zwaną z angiel­ska „pillion”, która służyła nie tyle do wożenia pasażera, co umożliwiała cofnięcie się kierowcy podczas szyb­kiej jazdy wymagającej po­chylenia sylwetki. Również kierownica miała prawdo­podobnie ramiona usytu­owane nieco niżej niż w So­kole RT.

Długie kolektory wydechowe pozbawione tłumików ułatwiały rozwi­nięcie pełnej mocy silnika (było to najprostsze w tam­tych czasach rozwiązanie, typowe dla motocykli spor­towych, a możliwe do za­stosowania dzięki liberal­nym jeszcze przepisom). Wyposażony w magdyno Bosch model otrzymał kompletną instalację oświetleniową, która uła­twiała eksploatację, a w ra­zie potrzeby mogla być usu­nięta przed zawodami.

Omawiając ten motocykl trudno jest podać precyzyjny opis zgłębiający szczegó­ły konstrukcji, gdyż właści­wie nie zachował się ani je­den kompletny i oryginalny egzemplarz. Z kilku wypro­dukowanych, jedyny znany znajduje się w Muzeum Techniki w Warszawie, ale tak naprawdę jest to Sokół 600 z silnikiem pięćsetki. Wiadomo, że oprócz tego egzemplarza w Milanówku pod Warszawą jest jeszcze silnik o pojemności 500 ccm. I to prawdopodobnie wszystko, co pozostało po próbie produkcji sportowe­go Sokoła.

Wykorzystanie elemen­tów wersji turystycznej znacznie potaniło koszty przygotowania nowego mo­delu. Także w silniku łatwo doszukać się wspólnych cech – charakterystycznego bloku z otworem, w którym znajduje się obsługiwana nożnie skrzynia biegów. „Góra” natomiast została opracowana przez inż. Rudawskiego od nowa i o ile w całym Sokole 600 widać wyraźne wpływy angiel­skiego Ariela, to w silniku nie da się zauważyć podo­bieństw do jakiejkolwiek popularnej konstrukcji.

Bardzo szeroko rozstawio­ne laski popychaczy obsłu­gują dwa górne zawory, z których każdy znajduje się w osobnej, zamkniętej deklem komorze. To roz­wiązanie umożliwiło za­stosowanie ciśnieniowego smarowania „klawiatury”. Niby drobiazg, ale właśnie to ustawiało prototypowego Sokoła na równi z nowocze­snymi motocyklami tury­stycznymi produkowanymi na Zachodzie.

Słyszane czasem twierdzenie, jakoby Sokoły były motocyklami nowoczesnymi, jest słusz­ne, ale tylko w odniesieniu do sportowej pięćsetki. Gdy w 1936 roku przyznawano patent na górnozaworową głowicę do Sokoła, był jesz­cze czas na dotrzymanie kroku najlepszym. Jakie były jego losy – już wiemy.  

Nigdy więc nie dowiemy się, jak pracował jego sil­nik, jaki miał gang, czy do­brze się „zbierał”. A może jednak gdzieś w komórce lub na strychu leży zapo­mniany, jeden z trzech (pię­ciu?) wyprodukowanych i czeka na swe ponowne narodziny? Nigdy nic nie wiadomo. 

KOMENTARZE
Erwin Gorczyca

Jeden z założycieli i pierwszych stałych autorów „Świata Motocykli". Wielki profesjonalista i wielki pasjonat. Obecnie z synem Wawrzyńcem mieszka w pięknej podkarpackiej wsi, restauruje zabytkowe motocykle i opowiada o nich na swoim kanale „Zapach garażu".

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026