Z archiwum ŚM: Indian Junior Scout – czerwonoskóry zwiadowca. Numer 4/1995

George W. Hendee mu­siał być pod silnym wpły­wem legendy czerwono­skórych wojowników, gdy w 1901 roku zdecydował się na nazwanie ich imie­niem swego pierwszego jednośladu. Chciał chyba w ten właśnie sposób pod­kreślić nieposkromiony charakter motocykla oraz kojarzącą się z nim wolność i swobodę podróżowania. Nadając swym pojazdom legendarne imię, nie przy­puszczał zapewne, że właśnie dał początek nowej, samodzielnej legendzie.

W 1953 roku ostatni prawdziwy Indian (nie liczę tych produkowanych przez AMC) zamknął historię fir­my. Od tego też momentu wielbiciele tej marki ze szczególną intensywnością rozpoczęli poszukiwania ocalałych egzemplarzy.

Nie jest to zadanie ła­twe, chyba że ktoś dyspo­nuje nieograniczoną gotów­ką, szczególnie jeśli celem jest czterocylindrowy mo­del Four lub znacznie szyb­szy i równie piękny Chief. Zresztą, każdy Indian jest obecnie dużą rzadkością i aż wierzyć mi się nie chce, kiedy przypominam sobie jednego z nich, wtopionego w asfalt ulicy Magiera na warszawskim Żoliborzu. Miałem go kupić, ale spra­wa rozbiła się o jakieś brakujące 50 zł. Wtedy, w la­tach 70. takich wraków by­ło więcej, ale kto by je chciał. W czasie moich późniejszych kontaktów z za­bytkowymi motocyklami, kilkakrotnie miałem okazję podziwiać przeróżne mode­le Indiana i obecnie mogę stwierdzić, że wśród moto­cykli turystycznych (tylko takie widywałem) jest to marka, która robi na mnie absolutnie największe wra­żenie.

Cóż jest w tych pojaz­dach, że wśród pewnej gru­py ludzi wywołują objawy podobne do choroby psychicznej? Aby poznać odpo­wiedź na to pytanie, należy samemu zaryzykować za­rażenie przez osobisty kon­takt. Popatrzeć na kształt błotników i kierownicy, do­pasować się do siodła, wsłuchać w odgłos widlastego dolniaka.Nie dziwię się, że jakiś fanatyk od kilku lat usiłuje wznowić produkcję tych motocykli. Tym razem do rubryki zabytków udało nam się zrobić zdjęcia jedego z nie­wielu cywilnych Indianów znajdujących się w Polsce. Jest to Junior Scout z roku 1938, odrestaurowany przez niezawodnego (już trzykrotnie udostępniał nam swoje motocykle do zdjęć) Krzysztofa Pedryca.

Pomimo że Junior Scout był najmniejszym modelem produkowanym z widla­stym silnikiem, stał się bardzo znany dzięki roli, jaką odegrał jego wojskowy odpowiednik używany w ar­mii amerykańskiej podczas II wojny. Wojskowego In­diana 741-B opisaliśmy w numerze 3/94 „Świata Mo­tocykli”. Nazwa Scout pojawiła się w 1919 roku. Nazwano nią motocykl o pojemności 37 cali sześciennych (tj. 600 ccm). Osiem lat później rozpoczęto równolegle pro­dukcję modelu o tej samej nazwie, ale pojemności powiększonej do 45 cali (750 ccm). Tak więc nazwa zare­zerwowana była dla modeli średniej, jak na Indiana, wielkości.

Junior Scout z silnikiem 30.50 cala (500 ccm) to lata 1934-42. W sil­niki o pojemności 61, 74, a także 80 cali (1000, 1200 i 1300 ccm) wyposażano modele Chief produkowa­ne aż do końca działalności firmy, a nawet później, gdyż ostatni z nich został wyprodukowany w 1955 roku, już po zamknięciu wy­twórni. Zmontowano wtedy niewielką partię motocykli na zamówienie nowojor­skiej policji.

Cała grupa wymienio­nych modeli budowana by­ła według podobnych za­sad. Najbardziej charakterystyczną, wspólną cechą był dwucylindrowy, zawsze dolnozaworowy silnik. Ta konsekwencja, a właściwie konserwatyzm na pewno nie pomogły w przetrzyma­niu kryzysu, który dotknął firmę po wojnie, a któ­rego początki można by znaleźć znacznie wcześniej. Ten typowo amerykański motocykl stał się przeżyt­kiem w powojennych cza­sach, gdy importowane z Europy lekkie i tańsze maszyny angielskie nie miały sobie równych. To, czym zachwycamy się dzi­siaj: fartuchowe błotniki, szesnastocalowe koła, dolnozaworowe silniki o po­jemności równej średnioli­trażowemu samochodowi, było jedną z przyczyn upad­ku firmy. 

Chociaż naszemu Sco­utowi brak takich atrybu­tów, jest on motocyklem bardzo interesującym pod względem estetyki i jakości wykonania. Krwistoczer­wony lakier ze złotymi pa­skami i wizerunkiem indiańskiej głowy to wspólny wzór lakierowania dla wie­lu modeli tej marki. Pod ko­niec lat 30. zrezygowano w tym modelu z charakte­rystycznego od lat resoru w przednim zawieszeniu na rzecz tańszego Webba. Ów resor w połączeniu z krót­kim, wleczonym wahaczykiem dawał niezwykłą pew­ność prowadzenia. Nawet gwałtowne, odrywające ko­ło od ziemi uderzenie w przeszkodę na drodze nie powodowało wytrącenia motocykla z równowagi (byle tylko kierowca nie przeszkadzał). Dzięki do­skonałej stabilności i precy­zji prowadzenia Indiany zasłynęły jako najlepsze motocykle używane w kar­kołomnej zabawie zwanej beczką śmierci. Jeśli kiedy­kolwiek będziecie mieli okazję zobaczyć takie wy­stępy, zwróćcie uwagę na czym jedzie kaskader. Sil­nik będzie od czegoś inne­go, ale rama i przód … 

Sprzęgło oczywiście ste­rowane jest nożnie, zaś biegi zmieniane prawą ręką. Ten system, naturalny w Amery­ce, w Europie trakto­wany był jak zbędne udziwnienie. Tym bardziej wyraźne są koneksje polskiego Sokoła 1000 z India­nem. Trzystopniowa skrzynia biegów w zupełności wystar­czała, nie tylko w małych modelach. Dolnozaworowe, ela­styczne silniki Chie­fów również nie po­trzebowały większej ilości przełożeń. Trzy biegi i prędkość maksymalna ponad 160 km/h! Obserwu­jąc ruszającego Chie­fa odnosi się wrażenie niezwykłej lekkości i swobody przyspieszania, pomimo olbrzymiej masy motocykla. Grzmot wydo­bywający się z tłumika jest już prawie niesłyszalny, gdy kierowca włącza trzeci bieg. 

Indiany, podobnie jak Harleye, odzwierciedlały charakter właściciela. Duża inwencja posiadaczy owocowała wieloma stylizacja­mi (siodło z frędzlami). Do modelu 500 ccm można by­ło np. założyć fabrycznie pogłębiane błotniki, zakry­wające wzorem Chiefa nie­mal całą górną połowę ko­ła. Także w silnikach łatwo było wprowadzić modyfika­cje, powiększając pojem­ność i moc przy wykorzy­staniu elementów z innych modeli.

Dla wielu miłośników klasycznych motocykli In­dian jest ucieleśnieniem ideału. Znajdują w nim wszystko to, co ich przycią­ga do zabytków: piękno, niepowtarzalny styl i do­skonałość techniczną. Wiel­ka szkoda, że w Polsce są one taką rzadkością:

Zdjęcia: Krzysztof Wydrzycki

KOMENTARZE
Erwin Gorczyca

Jeden z założycieli i pierwszych stałych autorów „Świata Motocykli". Wielki profesjonalista i wielki pasjonat. Obecnie z synem Wawrzyńcem mieszka w pięknej podkarpackiej wsi, restauruje zabytkowe motocykle i opowiada o nich na swoim kanale „Zapach garażu".

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026