Spiskowa teoria elektryfikacji | Okiem Lecha

Ludziom da się wcisnąć każdy towar, nie wyłączając z tego nawet idei, jeżeli zastosuje się odpowiednie techniki podaży. Z taką tezą chyba zgodzi się każdy, w miarę krytycznie myślący człowiek. Najlepszym tego przykładem może być guma do żucia, która w zasadzie nie ma absolutnie żadnego zastosowania – może poza treningiem mięśni żuchwy. Niemniej dzięki zabiegom reklamowym sprzedaje się całkiem nieźle i wyrosła na niej niejedna fortuna.

Od dłuższego czasu zastanawiam się, kto ma interes w tak nachalnym promowaniu pojazdów elektrycznych. Z pewnością ktoś ma, skoro pakowane są nieprawdopodobne pieniądze w przekonywanie nas, jakie to fajne pojazdy. A zapewne jeszcze większe w ich dofinansowanie przez rządy państw przy zakupie.

Mimo tych starań w ubiegłym roku w Niemczech o ok 18% spadła sprzedaż elektrycznych samochodów, a we Włoszech o mniej więcej tyle samo elektrycznych motocykli i wygląda na to, że jest to trend stały. Nie zauważyłem nigdzie kampanii anty-elektrycznej, więc biorąc na logikę, konsumenci sami musieli dojść do wniosku, że coś im w tych „prądowcach” nie pasuje. Właśnie te statystyki przywracają mi wiarę w ludzkość, a przynajmniej w jej możliwość wyrwania się z marketingowo-reklamowych macek konsumpcjonizmu i kierowanie się w swoich wyborach racjonalizmem. Oczywiście te spadki nie spowodują od ręki wstrzymania produkcji elektryków, bo „zbyt wielu poważnych ludzi zainwestowało zbyt wiele poważnych pieniędzy, aby teraz się wycofać”. Ale w biznesie tak już jest, że czasem się zarabia, a czasem bankrutuje, więc wcale mi nie żal potężnych funduszy inwestycyjnych i ich anonimowych akcjonariuszy. A wygląda na to, że prąd elektryczny to jednak ślepy zaułek motoryzacji i trzeba szukać alternatywnych źródeł napędu, póki jeszcze mamy zapasy ropy.

Niniejszy felieton, wbrew pozorom nie ma na celu doszczętnego obrzydzenia idei elektrycznych pojazdów. Co do samochodów – nie mam zdania, bo nigdy takim nie jechałem, ale motocykle, a w zasadzie tylko pewien ich odłam – skutery, bardzo lubię. Przecież ponad 70 lat temu włosi wymyślili te praktyczne miejskie pojazdy, jako łatwe w obsłudze i niebrudzące. Elektryczne skutery do dzisiaj są wierne tej zasadzie, czego nie można powiedzieć o spalinowych, szczególnie tych dopasionych w różnego rodzaju wodotryski turystycznych maxiskuterach. W elektryku mamy jedynie hamulce i rolgaz. A z ekstrawagancji czasami dodatkowy guzik odwracający polaryzację biegunów silnika, umożliwiający jazdę wstecz. Wydaje się więc (przynajmniej z punktu widzenia użytkownika, bo de facto kryją w sobie często mocno skomplikowaną elektronikę), że prościej się nie da. A że zasięg niewielki? Podczas kręcenia się po mieście niezbyt często dziennie pokonujemy dystans 80 km, a na tyle bateria spokojnie wystarczy. Poza tym zawsze gdzieś znajdziemy zwykłe gniazdko prądowe 220V i w awaryjnej sytuacji się podratujemy. Elektryk oferuje za to znacznie lepsze przyspieszenia niż spalinówka, nie hałasuje, a dodatkowo nie pobrudzimy sobie rąk smarując łańcuch, czy wymieniając olej i filtr. To jednak są niezaprzeczalne zalety.

Wiem, że i tak nie przekonam zagorzałych ortodoksów, bo apriori nienawidzą elektro mobilności, co zapewne może zakrawać na sekciarstwo – nie kieruje się rozumem, tylko wiarą. Przyznam tu szczerze, jeszcze kilka lat temu miałem podobne zdanie, ale przecież tylko krowa nie zmienia poglądów. Patrząc pragmatycznie – po prostu nie ma do miasta lepszego jednośladu niż elektryk. Z drugiej strony… motocykl to nie jest jedynie bezduszne narzędzie do sprawnego przemieszczania się, ale znacznie częściej zabawka służąca do czerpania radości z jazdy niemal wszystkimi zmysłami. Piszę „niemal”, bo mimo kilkudziesięciu lat spędzonych w siodle jeszcze się nie przyzwyczaiłem i ciągle nie smakuje mi benzyna zaciągnięta ustami przez rurkę podczas jej spuszczania z baku. Ale zapach rozgrzanego oleju, odgłos pracy silnika, dotyk gorących cylindrów, ciągle budzą moją ekscytację i pod tym względem elektryczne napędy nie mają u mnie po prostu szans.

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026