Słaba silna wola | Okiem Lecha

Wielokrotnie obiecywałem sobie, że żadnych kolejnych motocykli już nie kupuję. W garażu (w zasadzie w garażach) już się nie mieszczą, czasu na grzebanie mam coraz mniej, a ręce tylko dwie. Ledwo nadążam z utrzymaniem w jako-takiej gotowości dwóch lub trzech maszyn. A i to z coraz większym trudem. Ale wszystkie te tłumaczenia samemu sobie trudnej sytuacji są jak grochem o ścianę. Gdy tylko dostałem propozycję okazyjnego, a więc za czapkę gruszek, nabycia stojącego gdzieś w wiejskiej stodole motoroweru Puch, po prostu nie mogłem przepuścić takiej okazji. Czy raczej – powstrzymać się od zakupu. Swoją drogą ciekaw jestem, czy ma to coś wspólnego z zakupoholizmem, tylko bardzo selektywnym? I czy jest to w oficjalnym katalogu jednostek chorobowych? Po prostu gdy widzę starego grata w stodole, to nie mogę się oprzeć. Zapewne doskonale zrozumieją mnie panie latające po butikach w galeriach handlowych.

Z góry wiadomo było, że pojazd jest niejeżdżący i na pierwszy rzut oka trudno było określić, dlaczego i w jakim stopniu. Jak to na prowincjonalnej wsi – coś, co się popsuło, zastępowane było krajowymi zamiennikami albo, co jeszcze gorsze, własnymi patentami. Tak było też w przypadku świeżo kupionego Pucha. Zwiozłem zwłoki do garażu, przyjrzałem mu się dokładnie i doszedłem do wniosku, że nie będzie aż tak łatwo, jak wydawało mi się na początku. Samych linek przy kierownicy (licząc także tę od prędkościomierza) jest sześć albo siedem. A raczej powinno być, bo w praktyce są trzy, na dodatek mocno postrzępione. Zastanawiając się, po co ich aż tyle, zorientowałem się, że w zasadzie to nawet nie wiem, jak to COŚ ma działać. Prosty dwusuw, automat, niby nic trudnego, a jednak… Po co w takim razie jakaś dziwna dźwignia sprzęgła? Wydawało mi się do tej pory, że mniej więcej – przynajmniej teoretycznie – znam większość konstrukcji motocyklowych, a tu taka niespodzianka. Na szczęście z pomocą przyszedł YouTube i już wiem! Ta dźwignia konieczna jest do uruchamiania silnika i przejścia z napędu pedałowego na spalinowy.

Poszła więc pierwsza transza zakupów internetowych, pozwalających na przynajmniej zewnętrzne skompletowanie pojazdu. Jakieś dźwigienki, klamki, linki, sprężynki, w sumie nie było drogo. No to zabieram się za twardą mechanikę, czyli rozbiórkę silnika. I tu pojawiają się drobne problemy. Tłok stoi na dębowo, jakieś drutowania sprzęgła, zardzewiałe łożyska. Znaczy – trzeba robić. Tu pojawia się dramat. W ofercie specjalistycznej firmy znajduję taką ilość części, że po prostu sam nie wiem, co wybrać. Racingowe wzmacniane sprzęgła, kity tłok-cylinder na różne pojemności, stage 1, stage 2 stage 3, kute korbowody, piętnaście rodzajów wydechów i gaźników o różnym stopniu usportowienia… Zaraz, zaraz, czy ja mam do czynienia z tuningiem superbike’a, czy zwykłym pierdopędem? No ale z drugiej strony – jak robić, to już robić porządnie. Tyle tylko, że moje doświadczenie w zakresie uszlachetniania dwusuwów jest dokładnie zerowe. A trochę na starość już mi się chyba nie chce zdobywać nowych pokładów wiedzy. Zwłaszcza że akurat w dwusuwie to są zagadnienia chyba dużo bardziej skomplikowane niż w czterosuwie. Często widywałem motocykle, które teoretycznie powinny być mistrzami świata, a w praktyce jeździły znacznie gorzej niż oryginalna wersja podstawowa. Prawidłowe zestrojenie gaźnika z kolektorem ssącym i wydechem to wiedza tajemna, dosyć pilnie strzeżona przez (niestety) coraz mniej licznych profesjonalnych mechaników od dwusuwów.

No trudno, nie idę w paranoję – złożę sprzęt na najprostszych i podstawowych zespołach, przeżegnam się i może zadziała. Im więcej nowych, oryginalnych części, tym większe prawdopodobieństwo sukcesu. Ale przy zabytkach (Puch kończy właśnie 40 lat) nigdy nic do końca nie jest pewne. A felieton miał być o czymś zupełnie innym – o braku zaufania do samego siebie i marnej silnej woli. Z drugiej strony to zawsze cieszy, gdy uda się uratować przed śmiercią na złomie choćby najprostszy motorower. I coś czuję, że niestety tak zostanie mi już do końca życia.

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026