Od detalu do remontu. Lech Potyński o garażowych niespodziankach

Jakoś dziwnie, inaczej niż w ciągu kilku ostatnich lat, natura przypomniała sobie, jak powinien wyglądać prawdziwy grudzień w Polsce. Sypnęło śniegiem, pojawił się nawet lekki mróz. Dla mnie to najlepsza pora na pogrzebanie w motocyklu i niespieszne przygotowanie go do następnego sezonu. Tak żeby wiosna mnie nagle nie zaskoczyła. To dobra metoda, sprawdziła mi się już wielokrotnie. Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że do garażu mogę schodzić w kapciach i z marszu brać się do roboty, kiedy tylko najdzie mnie na to ochota albo znajdę wolną chwilę. Tym razem było podobnie. Zachciało mi się upiększyć beemkę i fundnąłem jej nowe wydechy. Poprzednie, te z lat 60. (a może i 50.?) już się przepaliły, pojawiły się dziury na cienkim jak papier poszyciu, więc naprawiać nie było już sensu. Sama operacja nie powinna sprawić trudności – ot, jedna duża nakrętka przy głowicy i kilka mniejszych śrubek. A jednak… stalowa centralna nakrętka rury wydechowej zeszła razem z aluminiowym gwintem kołnierza na głowicy, mimo uprzedniego solidnego podgrzewania palnikiem, opukiwania i stosowania wszystkich innych znanych mi metod delikatnego cackania się z opornym żelastwem.

Po dokładnej analizie okazało się, że to połączenie gwintowe potraktowane zostało (nie pamiętam, może nawet, w przypływie umysłowego zaćmienia, sam to zrobiłem) specjalnym preparatem wiążąco-cementującym. Pasta sprawdziła się doskonale – rzeczywiście przez wiele lat nakrętki się nie luzowały i nie było przedmuchów. W konsekwencji jednak teoretycznie rozbieralne połączenie okazało się w praktyce nierozbieralne.

Trudno – stało się, nie ma co biadolić, trzeba brać się do roboty i w jakiś sposób usunąć skutki niefrasobliwości. Zrzuciłem głowicę, rozebrałem i zawiozłem do fantastycznego znajomego magika, który obejrzał całość, chwilę pomyślał i powiedział: „No tak, naspawamy ile trzeba, a potem na wytaczarce albo tokarce natniemy nowy gwint.”. Myślałem, że będę miał problem z głowy, ale okazało się, że to tylko początek. Przy rozpinaniu zaworów pomierzyłem luzy prowadnic. Co prawda były jeszcze w zalecanych przez fabrykę tolerancjach, ale już na granicy. No to przy okazji fundnę beemce nowe prowadnice. Skoro powiedziało się A, trzeba powiedzieć i B. Jednak do pomiarów kolejnych elementów silnika zaprzągłem już mądrzejszych od siebie, w dodatku z odpowiednimi przyrządami.W sumie nie było źle, ale tak czy owak, musiałem zamówić nowe pierścienie tłokowe, uszczelki i parę innych drobiazgów. Niestety polski przedstawiciel BMW nie dysponuje już częściami do modeli sprzed ponad 70 lat, trzeba je sprowadzać, co też nieco wydłuża czas remontu. A tu jeszcze rockersy wyklepane, zbyt duże luzy na klawiaturze i inne kwiatki. Krótko mówiąc, z operacji, która miała potrwać maksymalnie trzy godziny, wykwitł nagle cykl długotrwałych napraw, którego końca nie widać. Mam nadzieję, że przed wiosną zdążę złożyć całość do kupy.     

Tak to z próby niewielkiej operacji upiększenia motocykla wyszedł dosyć skomplikowany i drogawy remont jednostki napędowej. Jednak, jako urodzony optymista, usiłuję znaleźć jakieś pozytywy takiego obrotu spraw. Staram się wszystkie te prace wykonywać na tyle rzetelnie, żeby przez kolejnych ładnych kilka lat nie było potrzeby zaglądania do wnętrza silnika. A zatem spokojnie będę mógł dłubać w innych maszynach, bo czuję, że też wymagają procedury upiększenia.

Drugi pozytywny aspekt jest taki, że poznałem kilka nowych, fajnych zakładów, jak hartownię czy szlifiernię. A dodatkowo mam doskonałą okazję do poćwiczenia cierpliwości. Rozwożenie gratów po warsztatach i oczekiwanie na wykonanie zlecenia doskonale uczą powstrzymywania się od zbyt pospiesznych ruchów. Mam tylko nadzieję, że gdy będę już miał w rękach wszystkie wyremontowane elementy i przyjdzie przesyłka z nowymi gratami, nie zabraknie mi tej cierpliwości i całość na chłodno i metodycznie złożę do kupy. Tym razem już bez używania preparatów do cementowania.  

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026