Motocykle w malinach – felieton Lecha Potyńskiego z numeru 10/1994

Tylko z czystej sympatii do głów­nego organizatora i po sta­rej znajomości nie wymienię nazwy miejscowości, w któ­rej odbyło się to jedno z ostatnich spotkań miłośni­ków dwóch kółek w tym sezonie. Ponieważ mam nadzieję, że w przyszłym roku ta sama impreza również dojdzie do skutku, nie chciałbym Wam obrzydzić jej nie dając szans na poprawę komandorom zlotu. Ale zacznijmy od po­czątku…

Jest piątek, wczesne, cie­płe wrześniowe popołudnie, pozytywnie nastrajające do wyjazdu, obiecujące wspaniałą zabawę. W miarę po­rządny ośrodek, znajomi, piwo, wszystko to zapowia­da niezłą zabawę. Zapowia­da ją tak mniej więcej do po­łudnia w sobotę, kiedy to organizator ogłasza paradę (bocznymi drogami, bo po zeszłorocznych zadymach policja nie dała zgody na wjazd do miasta). Po mniej więcej półgodzinnej jeździe i rozegraniu dwóch prób (w których lekko już sfrustrowani motocykliści nie bardzo chcą uczestniczyć) sytuacja wra­ca do normy – to znaczy znowu nic się nie dzieje.

Na­wet wieczorny koncert skądinąd całkiem niezłego zespołu nie jest już w stanie rozwiać oparów wszechogarniającej nudy. Tyle opi­su. W zasadzie nic złego się nie stało, jeśli nie liczyć lek­ko zniszczonego samocho­du, wybitej szyby i temu podobnych drobiazgów. Ale nie o to w gruncie rzeczy chodzi. Problem tkwi znacz­nie głębiej. Jeżeli skoszaruje się ok. 80 facetów w miarę daleko od cywilizacji, a za jedyną rozrywkę da im się czynny prawie non stop bar z niezbyt drogim piwem, to praktycznie można mieć 100 procent pewności, że impreza skończy się tak, a nie inaczej. I znowu po okolicy pójdzie pogłoska o bandzie pijanych motocy­klistów, przed którymi nale­ży jak najszybciej uciekać.

A przecież ci ludzie wcale nie są inni, niż cala reszta społeczeństwa. Jak wszę­dzie, tak i na zlotach czy rajdach jakość imprezy w głównej mierze zależy od stopnia zaangażowania or­ganizatora. Nie chcę tu by­najmniej bronić gości, któ­rzy nie umieją bawić się w miarę normalnie w żad­nych warunkach, bo tacy zdarzają się wszędzie. Prze­cież zadymy (i to na znacz­nie poważniejszą skalę) zdarzają się na co drugim koncercie rockowym czy meczu naszej, pożal się Boże ligi piłki nożnej, gdzie mili chłopcy z przeciwnych ekip ochoczo wsadzają sobie noże w plecy i nikt z tego powodu nie robi tragedii.A brać na motocyklach? Im po prostu w tym wypadku nie dano żadnych szans. Jestem prze­konany, że większość z nich wróciła do domów z niedo­sytem i poczuciem zmarno­wanego czasu. Czy napraw­dę warto jechać kilkadziesiąt (a czasami kilkaset) kilome­trów, żeby dać się wpuścić w maliny? Na pewno nie. Myślę, że warto by byto wprowadzić w życie coś w rodzaju listy rankingowej ogólnodostępnych turysty­cznych imprez motocyklo­wych. Nie mam pomysłu, kto powinien się tym zająć – PZM, Kongres Klubów Motocyklowych czy nasze pismo, ale wiem jedno – wszystkim zainteresowanym wyszłoby to na zdrowie. Potencjalni zlotowicze wiedzieliby, co ich czeka na danej imprezie, a organizatorzy (mam taką nadzieję) w obawie o marną frekwencję i słabą ocenę bę­dą starali się podnosić po­ziom zlotów.

Dlaczego w ogóle piszę (nie po raz pierwszy zre­sztą) o tym drobnym wycin­ku świata motocykli? Prze­cież jest jeszcze sport, kolek­cjonerstwo, daleka turysty­ka itp. Powód jest dosyć pro­sty. Każdy chłopak w wieku kilkunastu lat odczuwa po­trzebę posiadania własnych dwóch warczących kółek. Prze­ważnie zaczyna się od uży­wanych, niezbyt drogich po­jazdów i właśnie zlotów. Dopiero później, gdy młody człowiek uzna, że motocykl to jest to, dokonuje wyboru, którą ścieżką pojechać. Je­żeli od samego początku wzorce do naśladowania bę­dą kiepskie, to jest nieomal pewne, że kandydat na easy ridera będzie powielał i utr­walał w rzeszach pieszych i czterokołowców pokutują­cy stereotyp o niekultural­nym (czytaj chamskim) mo­tocykliście. 

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

Avon Tyres. Ponad 140 lat tradycji, od klasyki po sport

Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…

24 lutego 2026

Harley-Davidson Pan America 1250 ST. Daily Harry

Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…

24 lutego 2026

TOP Tygodnia: Spowiedź niegeriatryczna, Ściganie na nakedach… – O czym czytaliście najchętniej w ostatnich dniach?

Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…

23 lutego 2026

MotoGP: Co wiemy po testach w Tajlandii?

Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…

22 lutego 2026

WSBK: Nicolo Bulega z hat-trickiem w Australii. Czy tak będzie wyglądał cały sezon?

Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…

22 lutego 2026

Używane Suzuki VZ1500L0. Nawet nie próbujcie mnie zatrzymać

Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…

21 lutego 2026