Jeździec bez głowy | Okiem Lecha

Szykując się do obowiązkowego dla mnie zlotu Oldtimera w Kościelisku (taka wioska za Zakopanem), jak zwykle musiałem przewietrzyć Indiana. Przyznaję się bez bicia – ostatnia nasza wspólna jazda miała miejsce niemal rok temu. Motocykl stał, ale się nie kurzył, bo przykryłem go pokrowcem, a akumulator jeszcze jesienią podczepiłem do ładowarki. Procedura odpalenia maszyny wymagała jednak kilku kroków – spuszczenie oleju z karteru i wlanie z powrotem do zbiornika (w tym zakresie jestem człowiekiem delikatnie mówiąc oszczędnym), instalacja baterii, solidne przelanie gaźnika benzyną i kopanie do us…ej śmierci. Tym razem nie trwało to wyjątkowo długo, miałem tylko dwie sesje, z dziesięciominutową przerwą na złapanie oddechu. „Indyk”, jak co roku odpalił w chmurze dymu i dalej było już normalne – przyszedł czas na pierwszą przejażdżkę. Jadę sobie spokojnie w miarę lokalną ulicą, a tu nagle korek. Korek, jak korek, elegancko go mijam, zwłaszcza że przeciwny pas ruchu jest wolny. Dojeżdżam do czoła i taki oto widok: na moim pasie w poprzek stoi jakiś całkiem spory samochód osobowy, na przeciwnym sportowa Honda, mocno zmiętolona z niemal doszczętnie urwanym przodem. Kierowcy obu pojazdów kłócą się głośno i zawzięcie, czyja była wina. Widać, że sytuacja miała miejsce przed chwilą, bo nie zdążył się jeszcze zgromadzić tłumek kibiców. Sytuacja z pozoru niegroźna, ale…. dopiero po chwili zobaczyłem nieco owiniętą wokół drzewa pasażerkę motocykla. Nikt na nią przez dłuższą chwilę nie zwracał uwagi. Przypomniał mi się natychmiast magiczny numer telefonu 112, z którego oczywiście skorzystałem. Zadziałał wyjątkowo skutecznie – policja i pomoc medyczna zjawiły się w ciągu max 5 minut. A panowie ciągle się kłócili…

I teraz przejdziemy do jądra problemu. Zapewne każdy (albo prawie każdy), kto jeździ na motocyklach, co najmniej raz w życiu miał okazję uczestniczyć w szkoleniach z zakresu pierwszej pomocy podczas wypadków. Tam jedną z podstawowych przekazywanych zasad jest konieczność jak najszybszego zaopiekowania się osobami rannymi. Problem jest tylko taki, że zdobyta wiedza na nic się nie zda, jeśli nie będziemy jej sukcesywnie odświeżali. Jeżeli nie – to i tak wszystko ze szkolenia zapomnimy maksymalnie po tygodniu. We wspomnianym wypadku akurat prawidłowych reakcji zabrakło. Nawet jeżeli kierowca motocykla nie uczestniczył w takich szkoleniach, to zwykły zdrowy rozsądek nakazywałby w pierwszej kolejności zainteresować się stanem pasażerki. Tyle tylko, że chyba w tak stresującej sytuacji wyłącza się logiczne myślenie. Z resztą – wcale się nie dziwię, jeżeli nie masz naprawdę dobrze przećwiczonych właściwych zachowań, to instynkt wyłączający myślenie zawsze weźmie górę.

Najlepszym na to przykładem może być niedawny zamach na premiera Słowacji. Nie jestem w żadnym zakresie specem od ochrony, ale nawet taki laik jak ja mógł zauważyć, że panowie zamiast własnym ciałem natychmiast zasłonić polityka, zaczęli się szarpać z barierkami. W tym wypadku działały raczej jakieś paniczne instynkty niż automatyczne odruchy, które miały być utrwalone podczas lat ćwiczeń. Bo nie podejrzewam, że do ochrony tak ważnej persony, wzięto napakowanych chłopaków z dyskotekowej bramki, tylko zawodowców.

Skoro ludzie trenowani do właśnie takich zadań, nie do końca potrafią sobie dać radę w stresie, to trochę nie ma co się dziwić “amatorowi” na motocyklu, że w nerwowej sytuacji traci głowę.

Jednak właśnie od tego są inni użytkownicy dróg, zapewne znacznie mniej zestresowani, żeby ogarnąć zdarzenie i pomóc ludziom w potrzebie. Z pewnością świadkom wypadku ręce się mniej trzęsą niż uczestnikom, a i umysł jest jaśniejszy. Po prostu trzeba sobie przypomnieć, co instruktorzy mówili na szkoleniach i to zrobić. Nota bene nie jest to jedynie sprawa dobrej woli, a wymóg przepisów. Za nieudzielenie pomocy można po prostu pójść do pierdla…

Felieton po raz pierwszy ukazał się w drukowanym wydaniu magazynu „Świat Motocykli” [06/2024]

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

TOP Tygodnia: Spowiedź niegeriatryczna, Ściganie na nakedach… – O czym czytaliście najchętniej w ostatnich dniach?

Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…

23 lutego 2026

MotoGP: Co wiemy po testach w Tajlandii?

Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…

22 lutego 2026

WSBK: Nicolo Bulega z hat-trickiem w Australii. Czy tak będzie wyglądał cały sezon?

Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…

22 lutego 2026

Używane Suzuki VZ1500L0. Nawet nie próbujcie mnie zatrzymać

Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…

21 lutego 2026

Nowy Kawasaki Brute Force 450 EPS na rok 2026

Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…

21 lutego 2026

Honda Adventure Roads 2026 – Krótsze wyprawy, więcej motocyklistów

Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…

21 lutego 2026