Na skróty:
Chyba nie będzie przesadą nazwanie stuntu motocyklowym Rock’n’Rollem. Osoby, które znają filmy takie jak „Wojownicy Ulicy” czy „Stunt Days” doskonale wiedzą o czym mowa. Mocno imprezowy klimat, grupa zajawkowiczów i kompletnie oderwany od rzeczywistości sposób jazdy na motocyklu. W takiej sytuacji istnieje jednak ryzyko, że wszelkie formy rywalizacji zawodniczej, negatywnie wpłyną na stuntową atmosferę. Da się jednak tego uniknąć co udowodniła druga edycja zawodów Stunt Wars Poland, rozegrana podczas Poznań Motor Show.
Za arenę zmagań posłużył rzecz jasna plac między poznańskimi halami. Na miejsce zjechali się zawodnicy nie tylko z Polski, ale także m.in. z Czech, Japonii czy Rosji, więc niektórzy mieli za sobą kupę przebytych kilometrów, a przed nimi były jeszcze 3 dni jazdy.
W niedzielę rywalizacja podzielona była na dwie części. Najpierw, rzecz jasna, odbyły się półfinał. Tak jak podczas kwalifikacji, dominował Foma Kalinin, co chyba nie dziwiło nikogo. Młody Rosjanin swoją fenomenalną jazdą bez przerwy zachwycał zarówno sędziów jak i kibiców. Z niemal pięciopunktową stratą, na drugim miejscu uplasował się Zdenko Rybar – doświadczony i całkiem agresywnie jeżdżący zawodnik z Czech. Trójkę zamknął Paweł Karbownik, który zaprezentował widowiskowy przejazd, jednak przez kilka błędów stracił ok. 1,5 punktu do Rybara.
Taka kolejność na podium utrzymała się również w finałach, co nie dziwi, w szczególności w przypadku Fomy Kalinina. Chłopak może się pochwalić niesamowitą lekkością jazdy i wszystkie jego tricki były dopracowane niemal do perfekcji. Nawet oko osoby, która w stuncie uczestniczy tylko i wyłącznie jako widz, bez trudu dostrzegało dużą różnicę między Rosjaninem, a resztą stawki.
Nie tylko przejazdy zawodników z pierwszej trójki sprawiały, że kibicom opadała kopara. Ciary na plecach wywoływały jeszcze agresywne przejazdy chociażby Kamila Nikliborca czy Grzegorza Doeringa. Ten drugi zresztą pozamiatał w przerwie między rozgrywkami, dając pokaz stuntu w tandemie ze swoją dziewczyną! Zdecydowanie ta para musi darzyć się ogromnym zaufaniem i chyba dosyć dobrze się dogadują, bo niektóre tricki bardziej wyglądały jak cyrkowy pokaz na trapezach niż jazda na motocyklu. W całym ferworze walki o zwycięstwo, nie zabrakło zatem ogromnej dozy szaleństwa i polotu ze strony zawodników, o czym, oprócz pokazu w tandemie, świadczyły przejazdy „the sickest trick”.
Jak sama nazwa wskazuje, jednym trickiem, trzeba było rzucić na kolana sędziów i kibiców. Niektórzy stawiali na wymyślne cyrkle, inni na jazdę na stojąco na zbiorniku rapując, natomiast niektórzy postawili na klasykę i wytargali manetę do upadłego. Wszystkie te rozrywki sprawiły, że Stunt Wars Poland 2019 było naprawdę grubą imprezą. Jadąc na miejsce nie spodziewałem się, że zobaczę coś więcej niż zwykły pokaz stuntu, ale okazało się, że była to chyba najlepsza atrakcja podczas Poznań Motor Show. Organizatorzy, wielkie brawo! Udało wam się zorganizować genialne i profesjonalne zawody, nie gubiąc po drodze dzikiego charakteru Stunt Ridingu!
Milan Pawelec, który broni tytułu mistrza Europy Moto2 i prowadzi w klasyfikacji generalnej, wraca do…
Pomimo prób ratowania pionier segmentu kamer sportowych - marka GoPro - został sprzedany. Nowym właścicielem…
W dniach 3-6 września Moto Guzzi świętuje swoje 105. urodziny. Z tej okazji odbyło się…
Sezon motocyklowy powoli zbliża się do końca, ale Moto-Sekcja nie zwalnia tempa. We wrześniu na…
Rok 2026 przynosi nam jubileusz 100-lecia powstania Polskiego Związku Motocyklowego. Dokładnie 12 września, w miejscu…
Już w najbliższy weekend 5-6 września rozstrzygną się losy tytułów Mistrzostw i Pucharu Polski Pit…