Dakar 2017: Przygody zespołu Rafała Sonika

Aby dotrzeć do Chilecito, gdzie swój start miał 10. etap rywalizacji, uczestnicy zmagań musieli najpierw pokonać 200 km po krętych, górskich, nie zawsze asfaltowych drogach. Objazd do Salty był jedynie początkiem wyprawy. Kolejne 700 km stanowiła droga z niemal stałym ograniczeniem prędkości do 50 km/godz., co znacznie wydłużyło czas przejazdu każdego pojazdu.
Mówi się, że Dakar to wyzwanie nie tylko dla zawodników, ale również dla ich zespołów. Ta teza znalazła potwierdzenie podczas przygód, jakich doświadczyli członkowie załogi Sonika i Wiśniewskiego.
Historia zaczęła się w poniedziałek, kiedy ruszył etap maratoński, a część polskiego zespołu pojechała do San Vicente. Ich samochód prasowy musiał przedrzeć się przez liczne przełęcze, błotniste zbocza i wąskie drogi nad przepaściami. W większości poruszano się jedynie po śladach zostawionych przez wcześniej przejeżdżające pojazdy z napędem na cztery koła. Na mecie czekała na nich wioska i kopalnia srebra, pod którą przed rokiem skończyła się przygoda „SuperSonika” z Rajdem Dakar. Rok od pamiętnego zdarzenia, Polacy mogli podziękować za pomoc i serce okazane naszemu zawodnikowi.
– Wręczyliśmy każdemu z górników szalik polsko-boliwijski oraz biało-czerwone rękawiczki. Dodatkowo dostali całusa od naszej tłumaczki – śmiał się Sławomir Szelc, który podczas rajdu gotuje dla całej załogi, ale również potrafi brawurowo prowadzić samochód. Udowodnił to, docierając do San Vicente, a następnie, równie niebezpieczną drogą, zjeżdżając do Tupizy.
Po nocy przy granicy z Argentyną, cały polski zespół dotarł do zaimprowizowanego biwaku 160 km przed Saltą. Z powodu ulewnego deszczu i porywistych wiatrów osunęło się zbocze góry grzebiąc dwóch mieszkańców miejscowości Volcan oraz niszcząc ponad 40 domów. Środowa droga do Chilecito miała być długa i trudna, ale nikt nie spodziewał się, że aż tak…
– Jeszcze przed Saltą musieliśmy zmienić przebite koło w ciężarówce serwisowej oraz w kamperze. Kiedy mechanicy ruszyli w końcu w stronę mety, złapaliśmy drugiego kapcia w kamperze i jeszcze jednego w samochodzie prasowym. Co więcej, ten drugi stracił hamulce i pół nocy spędziliśmy w miejscowym zakładzie mechanicznym, dorabiając klocki i dokonując napraw. Dopiero ruszyliśmy w drogę. Jedziemy prosto do San Juan – relacjonował o 3:00 nad randem argentyńskiego czasu Adam Markiewicz – tłumacz i przewodnik w polskim zespole.
Znaczna część załogi ma teraz do pokonania podwójną trasę. Ponieważ nie mieli szans zdążyć na start 10. etapu w Chilecito, kierują się prosto do San Juan. Niestety na start spóźniła się również ciężarówka serwisowa, co oznacza, że mechanicy nie zdążyli sprawdzić, czy całodniowa jazda drogą dojazdową nie nadwyrężyła Yamahy Raptor Sonika.

KOMENTARZE

IP

Recent Posts

Za limitem jest mistrzostwo. Marc Márquez sprawdzał to na własnym ciele 297 razy

Prawdopodobnie jako pierwsi przeanalizowaliśmy dziesiątki oficjalnych plików z podsumowaniami sezonów, rund, a nawet poszczególnych sesji,…

28 maja 2026

MotoGP: Niespodziewany powrót! Cal Crutchlow za Johanna Zarco na Mugello

Czy ktoś brał pod uwagę taki powrót do MotoGP? Cal Crutchlow ponownie wystartuje w barwach…

28 maja 2026

Naucz się jeździć na motocyklu! Prawo jazdy to dopiero początek

Skończyłeś kurs na prawo jazdy, zaliczyłeś pozytywnie wszystkie zadania w WORD i odebrałeś swój wymarzony…

28 maja 2026

Dzień otwarty Ducati Riding Experience w wyjątkowym miejscu

Szkolenia Ducati Riding Experience mają różne formaty. Jednym z nich jest DRE Road Academy –…

27 maja 2026

ESKA RIDER SHOW 6 – za nami jedno z największych motocyklowych wydarzeń w kraju!

Sezon motocyklowy ruszył pełną parą! W minioną sobotę Drawsko Pomorskie wypełniło się miłośnikami jazdy i…

27 maja 2026

Barton DuelX 125: nowy motocykl adv na kat. B. Przygoda bez granic na każdą kieszeń

Do oferty Barton Motors trafił Barton DuelX 125, nowoczesny motocykl typu adventure stworzony z myślą…

27 maja 2026