Na skróty:
Zacznę ten tekst od opowieści z mojego życia, którą mam nadzieję dobrze zobrazuje problem, który chce poruszyć. Przez dużą część swojego życia grałem na gitarze: bez talentu i szczególnego słuchu, ale wkładałem w to całe serce. Poświęcałem na treningi godziny. Grałem przed szkołą i po szkole. Grałem w weekendy i w tygodniu, to była jedna z moich pasji, ale niestety przegrała z prozą życia. Skończyłem studia i zacząłem pracować – na granie miałem coraz mniej czasu. W końcu grałem „od dzwona”. Po dłuższej przerwie zorientowałem się, że chociaż głowa nadal wie „co i jak”, to palce nie działają. Za cholerę nie byłem w stanie zagrać tego co wcześniej, chociaż to nie było nic skomplikowanego – tak jak mówiłem wcześniej, w moich żyłach nie znajdziecie ani krzty talentu, tylko osobę która poświęciła setki godzin na treningi gry. Wystarczyła dłuższa przerwa i wszystko się posypało…
To samo dzieje się z jazdą na motocyklu. Możesz być najwybitniejszą jednostką, ale dłuższa przerwa może spowodować, że to co kiedyś przychodziło Ci z łatwością dzisiaj powoduje trudności i może doprowadzić do sytuacji podbramkowych. Tak samo jest w stuncie, jeździe enduro, bieganiu, ćwiczeniach siłowych czy nawet w grze w warcaby. Trening i czas poświęcony na zgłębianie umiejętności jest najważniejszy. W naszym przypadku treningiem może być nawet zwykła jazda w trakcie, której hamujemy, wymijamy dziury, przyspieszamy czy skręcamy. Kolejne kilometry powodują, że jedziemy pewniej i zdecydowanie lepiej czujemy sprzęt.
Przede wszystkim musimy wziąć pod uwagę nawierzchnie, która po zimie bywa zniszczona oraz zanieczyszczona – to spore zagrożenie, szczególnie podczas hamowania awaryjnego. Do tego dochodzi zaskoczenie, które maluje się na twarzach kierowców aut kiedy widzą pierwszych w sezonie motocyklistów – dajmy sobie trochę czasu na przyzwyczajenie.
Zanim wyjedziemy na drogę powinniśmy sprawdzić stan techniczny motocykla: przyjrzeć się oponom – określić ich zużycie, datę produkcji oraz ciśnienie wewnątrz. Następnie skontrolujmy zawieszenie pod kątem wycieków i sprawność oraz zużycie klocków hamulcowych. Jeśli wszystko jest ok, to ruszamy… do szuflady, w której schowany jest dowód rejestracyjny. Założę się, że część z Was zapomniała o nim – przecież obowiązek wożenia tego dokumentu został zniesiony, ale to właśnie tam znajdziemy datę poprzedniego badania technicznego i zapewne również tam wcisnęliście świstek potwierdzający zawarcie ubezpieczenia OC.
Jeśli wszystko się zgadza, to możemy wyjechać na ulicę. Oczywiście moglibyśmy, gdyby nie panująca sytuacja związana z pandemią koronawirusa.
W sieci znajdziecie wiele artykułów, dotyczących „można czy nie można”, ale ja osobiście nie podpiszę się pod opinią, że można i że jest to sposób na lepsze samopoczucie i niwelowanie ryzyka. To czysta publicystyka, która nie ma związku z faktami.
Fakty są takie: szpitale są obciążone, a sytuacja która panowała jeszcze przed rozprzestrzenieniem się COVID-19 i tak nie była normalna, dlatego założę się, że nikt nie chciałby obecnie trafić do szpitala ze skręconą kostką, nie wspominając o bardziej skomplikowanych problemach. Jesteśmy ostatnimi osobami, które powinny Was odciągać od jeżdżenia, ale jest czas na jazdę i przyjemności, ale jest i czas na bycie dorosłym i wzięcie odpowiedzialności za swoje czyny. Osobiście nie chcę przykładać się do tworzenia kolejnych problemów i zależy mi na tym, aby lekarz zajmował się tymi, którymi powinien, a nie moją skręcona kostką, otarciami czy złamaniami. Oczywiście jestem daleki od twierdzenia, że motocykle są niebezpieczne, ale blisko mi do filozofii minimalizującej ryzyko – przynajmniej w obecnych warunkach. Proszę, weźcie to sobie do serca.
Dlatego, poniższe zasady zastosujcie, gdy wszystko się już ustabilizuje!
Moralizatorstwo już za mną. Teraz mogę się wziąć za kilka porad i ćwiczeń, które zawsze stosuje po długiej przerwie:
To proste ćwiczenie, które pozwoli wyczuć sprzęgło motocykla, hamulec oraz balans. Jest bardzo proste. Ustawiam motocykl na długiej prostej i na zmianę ruszam i hamuje, a w przerwach między zatrzymaniem a ruszeniem staram się nie podpierać.
Znana wszystkim z placów manewrowych ósemka potrafi zdziałać cuda. Tutaj liczy się wyczucie motocykla, balans i praca gazem, którym po prostu kompensujemy utraty równowagi.
Tym razem rozpędzamy się do niewielkiej prędkości i próbujemy jak najszybciej zahamować. Dzięki temu poznamy granice przyczepności opon.
To tylko trzy proste ćwiczenia, ale zdecydowanie ułatwią Ci powrót na moto w nowym sezonie. Nic jednak nie zastąpi zdrowego rozsądku. Na odwijanie przyjdzie jeszcze czas!
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…
Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…