Na skróty:
Weekend o GP Europy, rozgrywany na torze w Walencji, zdecydowanie był nietypowy i od samego początku sporo się działo. Najpierw problemy miał Valentino Rossi, który opuścił dwa ostatnie wyścigi w Aragonii z powodu zakażenia COVID-19. Włoch jeszcze na początku tygodnia otrzymał pozytywny wynik testu, więc o wyjeździe do Hiszpanii nie mogło być mowy. Ostatecznie dopiero w piątek otrzymał drugi negatywny rezultat, dzięki czemu w sobotę wrócił do ścigania się.
W międzyczasie, w piątkowych sesjach zastępował go Amerykanin Garrett Gerloff, który w minionym już sezonie WSBK wywalczył trzy finisze na podium. Jadąc na zupełnie nowym dla siebie motocyklu, na nieznanym torze i w trudnych warunkach, Gerloff stracił tylko półtorej sekundy do zwycięzcy treningów!
W Walencji nie wystartował z kolei Iker Lecuona, którego asystent – a zarazem brat – został zakażony wirusem. Zgodnie z zasadami panującymi w Andorze, gdzie ta dwójka mieszka, izolacji musiał zostać poddany także Iker, pomimo negatywnego wyniku.
Nieco jednak niespodziewanie, pomimo tego, że niedawno w Walencji jeździł kierowca testowy KTM-a Dani Pedrosa, po pole position sięgnął Pol Espargaro. Hiszpan chce w jak najlepszym stylu pożegnać się z austriacką marką i na razie dobrze mu to wychodzi – to jego drugie w tym sezonie wygrane kwalifikacje. Drugi w Q2 był Alex Rins, ostatnio łapiący wyraźną zwyżkę formy w czasówkach, a pierwszy rząd uzupełnił Takaaki Nakagami.
Jeszcze w piątek okazało się, że Maverick Viñales musi ze swoim teamem zaplombować kolejny, szósty już w tym roku silnik. Automatycznie oznaczało to start Hiszpana z alei serwisowej i poważną ingerencję w jego plany walki o mistrzostwo. I to wszystko w ten sam weekend, kiedy Yamahę ukarano za ingerencję w silniki jeszcze na początku sezonu.
Jak tylko w niedzielę zgasły czerwone światła, zarówno Rins jak i Espargaro wystrzelili jak z procy i to oni objęli prowadzenie w pierwszym zakręcie. Za nimi znalazł się Nakagami, który to nieznacznie wyprzedzał liderującego w mistrzostwach Joana Mira. Do czołowej piątki od razu awansował też Miguel Oliveira, a na miejsce numer osiem – po starcie z 11. pola – wskoczył Fabio Quartararo.
Radość Francuza z dobrej jazdy nie trwała jednak długo – Fabio upadł synchronicznie z Aleixem Espargaro na dojeździe do ósmego zakrętu. Ten weekend od początku nie układał po myśli Quartararo, który choć przyznawał, że nie jest zbyt dobry na deszczu, to „na pewno nie tak zły, jak to wyglądało w wynikach treningów”. Ostatecznie jednak „El Diablo” podniósł swoją Yamahę i wrócił do rywalizacji zaraz za Vinalesem, nadrabiającym straty po starcie z alei serwisowej. To jednak nie był koniec kłopotów Yamahy, bo na piątym okrążeniu awarii uległ… motocykl Rossiego!
W czołówce liderem nadal był Rins, a po ataku na Espargaro, na drugie miejsce wyszedł jego team-partner Mir. Wydawało się, że Joan dysponuje odrobinę lepszym tempem i po prostu czeka na odpowiedni moment do ataku. Zawodnik KTM-a miał odrobinę przewagi nad Oliveirą, Nakagamim oraz Johannem Zarco. Po słabym starcie, straty odrabiał w międzyczasie Jack Miller, wkrótce awansując przed Francuza na miejsce numer siedem.
Na jedenaście okrążeń przed końcem Mir ostatecznie zaatakował swojego team-partnera z Suzuki i objął prowadzenie. Chociaż różnice w czołówce nie były duże, Rins nie był w stanie odpowiedzieć. To Joan minął linię mety jako zwycięzca, wygrywając po raz pierwszy w MotoGP i przy okazji zostając dziewiątym kolejnym triumfatorem w sezonie 2020!
„Czuję się tak, jak przedtem, z tym tylko, że jestem bardziej szczęśliwy! To zwycięstwo jest tym, czego tak naprawdę mi brakowało. Myślę, że zdobyłem je w idealnym momencie. Bardzo się cieszę, bo przez cały weekend ekipa pracowała niesamowicie, a ja bardzo dobrze czułem się na motocyklu. Bardzo im wszystkim dziękuję!” – mówił zaraz po wyścigu Mir.
Tym zwycięstwem Joan zamknął usta krytykom, którzy twierdzili, że jeżeli sięgnie po tytuł bez wygrania ani jednego wyścigu, nie będzie to „prawdziwe mistrzostwo”. I obyśmy nie zapeszyli, ale przy okazji położył jedną rękę na mistrzowskim tytule za sezon 2020. W klasyfikacji generalnej zawodnik Suzuki ma aż 37 punktów przewagi, a do zdobycia pozostało ich już tylko 50. Jeśli więc za tydzień nie popełni żadnego poważnego błędu – sięgnie po upragniony cel.
Drugi na finiszu był w niedzielę Rins, który do samego końca musiał uważać, by nie zaatakował go Espargaro. Alex wskoczył na miejsce numer dwa w mistrzostwach, a Pol po raz czwarty w tym roku zdobył najniższy stopień podium. Na sam koniec zawodnika KTM-a próbował jeszcze gonić Nakagami, który jednak musiał zadowolić się czwartym miejscem i tytułem najlepszego zawodnika satelickiego w tym wyścigu.
Chociaż pierwszy raz jeździł na torze w Walencji na motocyklu MotoGP – bo ubiegłoroczną rundę opuścił z powodu kontuzji – Miguel Oliveira finiszował na świetnym, piątym miejscu. Portugalczyk o siedem dziesiątych pokonał Jacka Millera, który w kwalifikacjach nieco przekombinował ze strategią, a w solidnej zdobyczy punktowej nie pomógł słaby start. W samej końcówce na siódme miejsce wskoczył Brad Binder, który na początku wyścigu musiał przejechać tzw. long lap będące karą za przewrócenie „Jackassa” w ostatniej rundzie w Aragonii. Zawodnik RPA w samej końcówce wyprzedził Andreę Dovizioso, a TOP10 uzupełnili Johann Zarco oraz Danilo Petrucci.
Chociaż w ostatnich latach tor w Walencji nie był najlepszym dla zawodników Yamahy, nikt chyba nie spodziewał się aż tak fatalnej zdobyczy punktowej w niedzielnym wyścigu. Zaledwie jedenasty na mecie był Franco Morbidelli, który przecież dwa tygodnie temu triumfował w Aragonii. Tym razem Włoch zaryzykował, wybrał twarde opony i niestety finiszował poza TOP10. Po starcie z alei serwisowej część strat odrobił Viñales i był trzynasty. Ostatni, czternasty na mecie zameldował się – po upadku zaraz na początku rywalizacji – Quartararo. Fabio znajduje się w mistrzostwach na drugim miejscu ex-aequo z Rinsem. Zaledwie nieco ponad pięć okrążeń trwał natomiast wyścig Rossiego, który musiał wycofać się z rywalizacji po awarii M1-ki.
Kolejny wyścig MotoGP już za tydzień, ponownie w Walencji. W paddocku krążą jednak plotki, że może to być finał sezonu, bo z powodu sytuacji panującej na świecie podobno pod znakiem zapytania stanęła runda w Portugalii.
Nie ukończyli:
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…