Na skróty:
Nie znam człowieka, który nie darzyłby szacunkiem Suzuki Hayabusy. Kogo nie spytasz o ten motocykl, to wypowie się o nim choć z odrobiną uznania. W końcu to pierwszy seryjny jednoślad, który przekroczył barierę 300 km/h, swego czasu to także najmocniejszy motocykl na rynku, a przede wszystkim jeden z najbardziej legendarnych sprzętów wszechczasów. I choć dziś pierwszy lepszy superbike osiąga wyższe prędkości i moc maksymalną, to przejażdżka Hayką nawet zmienia sposób postrzegania prędkości i przyspieszenia – zdecydowanie powinien tego doświadczyć każdy motocyklista z sympatią do prędkości.
Po latach okazało się także, że oprócz niesamowitych prędkości, przyspieszeń i stabilności, dzieło Suzuki ma do zaoferowania coś jeszcze – trwałość silnika. Uczciwie trzeba przyznać, że czterocylindrowa rzędówka o pojemności ok. 1300 ccm, w każdej wersji, nawet tej 197 KM nie mogła się pochwalić żadnym wodotryskiem technologicznym. Była to nowoczesna jednostka, ale w żadnym stopniu nowatorska. Prosty rozrząd DOHC bez zmiennych faz rozrządu, układ korbowo-tłokowy bez kutych i fikuśnych elementów, chłodzenie cieczą, wtrysk paliwa i dynamiczne doładowanie – właściwie standard dla sportowych motocykli z przełomu XX i XXI wieku. Suzuki pokazało jednak, że w rzetelnej inżynierii tkwi ogromny potencjał i z takiej konstrukcji da się wycisnąć wiele. Po prostu ten silnik był bardzo porządnie i mądrze zaprojektowany, bez przekombinowania i bez poważnych wad. Do tego stopnia, że stał się materiałem do wielu grubych projektów zarówno motocyklowych, jak i samochodowych.
Zazwyczaj życie silnika z Hayabusy toczy się według dwóch scenariuszy – pozostaje w oryginale lub jest przerabiany na dragstera. Ten drugi o dziwo znosi z godnością, a lekko nie ma. Przeróbki w tej dziedzinie nie ograniczają się tylko do zmiany wydechu i zrobienia mapy zapłonu, o nie. Nierzadko dorzucane jest turbo, podtlenek azotu i inne rzeczy, których konstruktorzy Suzuki raczej nie przewidywali. Jasne, takie przeróbki pociągają za sobą zakucie silnika, modyfikacje głowicy, zmiany w skrzyni, układzie paliwowym itd. ale bez dobrej bazy nie byłoby nawet sensu się za to zabierać. A baza jest na tyle dobra, że niektórzy magicy bez doładowania są w stanie wycisnąć z tego silnika moce rzędu 250 a nawet 270 KM. Po uturbieniu natomiast rozmawiamy o mocach nawet rzędu 650 KM lub więcej. Mówimy tu jednak o rekordzistach i tworach, w których z oryginalnego silnika jest tylko blok. W bardziej przyziemnych realiach można mówić o mocach między 400-500 KM i są to wartości, przy których silnik nie wybucha po chwili jazdy – choć wiadomo, o trwałości seryjnego pieca można już zapomnieć.
Kit Car to gatunek równie stary, co niszowy. Wszak trzeba być radykalnym fanem motoryzacyjnym, by zamówić sobie samochód, który musisz samodzielnie złożyć, a po tym nie mieć właściwie gdzie nim jeździć. Brzmi jak dobry plan, który jeśli zrealizujesz, to prawdopodobnie przyjdzie Ci w pewnym momencie przykręcić do ażurowej klatki silnik z Hayabusy. Był moment w historii Kit Carów, że silnik z Hayabusy stał się niemalże standardem. W sprzedaży były konstrukcje przystosowane do montażu tych silników lub całe komplety z silnikiem wolnossącym lub turbodoładowanym przez producenta Kit Cara. Całkiem szalona wizja, że rusztowanie które nie waży nawet 500 kg, napędzane jest przez silnik o mocy 200, 300, a w porywach nawet 500 KM… Choć zamontowanie wysokoobrotowej rzędowej czwórki do lekkiego samochodu wydaje się dość szalonym pomysłem, to świetnie wpisuje się w filozofię Kit Cara i projektów w ogóle. Masz już podaną na tacy bardzo mocną i trwałą jednostkę w zestawie ze skrzynią biegów, która kosztuje ułamek ceny zestawu samochodowego. A zabawa jaką daje piec z motocykla jest nie do podrobienia.
Powyższy argument natury ekonomicznej przemawia też do konstruktorów o jeszcze większej fantazji. Mowa o majsterkowiczach, którzy w swoich szopach i garażach stworzyli tak abstrakcyjne dzieła, jak maluchy czy Smarty z silnikami od Hayabusy, a ostatnio pojawił się także trend na Piaggio Ape z jednostkami napędowymi Suzuki. Trzeba przyznać, że nic tu się kupy nie trzyma i chyba to czyni te projekty tak fajnymi. Podwozie i nadwozie, które nie wie co to sztywność, wybitnie niska masa i wściekły, blisko dwustukonny silnik. To przepis na absolutny brak trakcji i dziką frajdę z jazdy. Napęd oczywiście przenoszony jest tu w dość prosty sposób – łańcuchem albo na dwa koła albo na jedno, dołożone z tyłu pojazdu.
Chałupnicze projekty lub motocyklowe dragstery to jedno, ale adaptacje silnika z Hayabusy przybierały także inną, bardziej profesjonalną formę. W 2014 roku były kierowca rajdowy i budowniczy rajdowych samochodów postanowił pożenić turbodoładowany silnik z Hayki z Suzuki Swift Sport. Co ciekawe, pomysł zyskał aprobatę czy też patronat niemieckiego oddziału Suzuki. Projekt zaowocował lekkim hatchbackiem z czterocylindrową rzędówką wystrojoną na 330 KM. Piec umieszczono za fotelem kierowcy, a wnętrze wybebeszono ze wszystkich zbędnych elementów. Do tego zmiany w podwoziu, klatka bezpieczeństwa i wyszło z tego sportowe auto o dzikim i trudnym charakterze.
Oprócz Swifta, także Citroen Saxo, Fiat 500 czy Toyota Starlet okazuje się ochoczo przyjmować silnik od Hayabusy. A nawet podwójny silnik. Gdzieś na świecie są bowiem ludzie, którzy z haykowych silników składają V8… Zajmuje się tym m.in. firma JFC Racing. Warto zaznaczyć, że nie są to dwa silniki połączone ze sobą, a pełnoprawna V8. Nietrudno się więc domyślić, że więcej niż pokrewieństwa jest tam inspiracji silnikiem Hayabusy. Wspólne są właściwie tylko głowice i niektóre rozwiązania
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…