Z archiwum ŚM: FSO Maraton – druga odsłona. Numer 10/1995

Mieliśmy zatem okazję zaznajomić się z wyglądem następcy WSK. Tak chyba można określić Maratona, bowiem w pojeździe tym po­kłada się nadzieje podobne jak w motocyklach ze Świd­nika. Mają stać się one po­pularnym środkiem trans­portu w naszym kraju, do­stępnym nie tylko dla ludzi zamożnych, ale także dla tych o mniej zasobnym port­felu, a przede wszystkim dla młodzieży. Po kilku miesią­cach wyczekiwania miałem wreszcie okazję odbyć jazdy próbne najmłodszym dziec­kiem FSO, które po zapad­nięciu ostatecznych decyzji trafi na taśmę produkcyjną zakładów w Ciechanowie. 

Chociaż jedyny zmonto­wany egzemplarz stanowi coś w rodzaju makiety, nie sprawia wrażenia jeżdżącej prowizorki. Co prawda ja­kość szwów spawalniczych pozostawia wiele do życze­nia, ale inne elementy spra­wiają jak najlepsze wraże­nie. Planowane są pewne poprawki stylizacyjne, które na pewno uatrakcyjnią pojazd, ale zmiany, jeśli nastąpią, będą niewielkie. 

Maraton to pierwszy z planowanej serii jednośladów o zróżnicowa­nym charakterze. Włodzi­mierz Kwas zapowiada nie tylko model szosowy, ale tak­że małego choppera i obudo­wanego „ściganta”. Póki co, mamy do czynienia z moto­cyklem enduro, o czym świadczą długoskokowe za­wieszenia, wysoko podnie­sione błotniki i szeroka kie­rownica. Przy wsiadaniu na miejsce kierowcy nie odczuwa się jednak znacznej wy­sokości maszyny. Wręcz przeciwnie, kanapa jest ła­two dostępna nawet dla ni­skich osób. Na pewno ucie­szy to również wszystkich początkujących, im bowiem najtrudniej utrzymać w ryzach przy wsiadaniu wysoki jednoślad. 

Za sterami Mara­tona można czuć się przy­jemnie. Wszystko jest tam, gdzie trzeba, od razu można zauważyć, że do rozmiesz­czenia dźwigni i przełączni­ków przyłożył rękę wytraw­ny kierowca, a nie bezdusz­ny konstruktor-kreślarz. Co prawda dźwignia zmiany biegów mogłaby być nieco dłuższa, ale po przyzwycza­jeniu się do małej odległości między podnóżkiem a dźwi­gnią, zmiany przełożeń moż­na dokonać szybko i precy­zyjnie. 

Zresztą cały zespół napędowy przejęty z Suzuki GN 125 sprawuje się bez za­rzutu i pracuje zaskakująco cicho. Silnik o małej przecież pojemności skokowej za­pewnia niezłe osiągi. Odnosi się wrażenie, że są one lep­sze niż w GN. Być może sta­nowi to zasługę zredukowa­nej masy własnej Maratona, wszak oprócz stalowej ramy i stalowo-aluminiowego źró­dła napędu mamy do czynie­nia z plastikiem. 

Lekkość konstrukcji potwierdzają próby w terenie. Prowadze­nie Maratona to wielka przy­jemność, wręcz zabawa. Bez trudu można nim balanso­wać i nakłaniać go do najprze­dziwniejszych położeń. Sze­rokie ogumienie zapewnia spokojne przejeżdżanie na­wet bardzo głębokiego pia­sku, choć niekiedy brakuje mocy, by wyjść z terenowych pułapek. 

Bębnowe, urucha­miane linkami hamulce są więcej niż wystarczające. Nie mają skłonności do blo­kowania i działają precyzyj­nie. Podczas jazdy po szosie elementy resorująco-tłumią­ce były na tyle miękkie, że można nawet mówić o pewnym komforcie podróżowa­nia. Ich charakterystyka w niczym nie przypominała tak typowego dla małych motocykli enduro twardego zestrojenia. Jednak podczas skoków na nadwiślańskich pagórkach nie pojawiało się zjawisko „dobijania”, co świadczy o precyzyjnym do­braniu twardości sprężyn i siły tłumienia. Przy sko­kach, a właściwie podczas lądowania po nich, potwier­dziła swą sztywność podwój­na, kołyskowa rama. Także przy przejeżdżaniu szybkich, pokrytych koleinami wiraży nie pojawiły się drgania pod­wozia. 

Biorąc pod uwagę bardzo niskie zużycie paliwa, uzy­skiwane przez silnik Suzuki 125, nowy motocykl z FSO trzeba uznać za prawdziwe­go maratończyka. Na zatan­kowanym do pełna zbiorniku paliwa można przejechać ok. 700 km, a takim wynikiem mogą się poszczycić chyba tylko motocykle z rajdu Pa­ryż-Dakar. Nie zapominajmy również, że w następcy WSK nie trzeba mieszać oleju z benzyną. Czterosuw to czterosuw, co prawda bar­dziej skomplikowany, ale cichszy, znacznie trwalszy, no a przede wszystkim nie trzeba już nic mieszać pod­czas tankowania. No i ten rozrusznik, wystarczy nacisnąć starter i… jedziemy! 

Oby szybko FSO Maraton trafił na ciechanowską ta­śmę montażową. Jeśli tak się stanie, zyskamy pojazd, któ­rego nie będziemy musieli się wstydzić, gdy nasz kraj wejdzie do Unii Europejskiej. Pozostanie tylko nie zapo­mnieć o następnych mode­lach z tarczowymi hamulca­mi, centralnym amortyzato­rem i widelcem typu upside­-down. Ale Włodzimierz Kwas podobno zawsze dotrzymuje słowa. 

Zdjęcia: Jerzy Szymański

 

KOMENTARZE
Dariusz Dobosz

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026