Na skróty:
Wiem, że H-D samozwańczo określa się pierwszym producentem motocykli. Mało kto wie, że mają też bogatą tradycję igrania ze swoimi wyznawcami. Dla niektórych prawdziwy Harley skończył się w 1969 roku, dla innych gdy zaprezentowali model V-ROD. Ale to nie koniec. Większość z Was zauważyła „policzek” dla rasowych Harley’owców w postaci elektrycznego Livewire, ale nie każdy wie, że w 2018 roku H-D również przetestowało cierpliwość fanów marki. Kasując linię modelową Dyna, zarząd ponownie wystawił się na ostrzał. W dużym uproszczeniu Dyna była serią może nie sportową, ale nastawioną na jakieś tam osiągi. Duże silniki z modeli turystycznych wsadzone w stosunkowo lekki ramy. Jednostki napędowe były zamontowane na gumach, tak jak w przypadku Sportsterów i Touringów oraz miały dwa amortyzatory z tyłu. Harley stwierdził, że jeśli ich motocykle mają być konkurencyjne, muszą prowadzić się lepiej. Dlatego zrezygnowano z elastycznego mocowania silnika w ramie i zastosowano centralny amortyzator. W ten sposób zrezygnowano z kontynuacji serii Dyna i zastąpienie jej gamą Softail.
Oczywiście rozumiem oburzenie osób, dla których Dyna była ważna. Jednocześnie cieszę się, że na trupie serii powstał model Street Bob. Paradoksalnie test tego motocykla będziecie mogli przeczytać w numerze 02.2021 Świata Motocykli. Już teraz Wam zdradzę, że model 2021 ma dokładnie to, czego pragnąłem od wersji z 2018 roku. Silnik Milwaukee Eight o pojemności 114 cali! Wcześniej dostępny był jedynie z silnikiem 107 cali. Mniejsza jednostka jest ok, ale dobrych niutonometrów nigdy za wiele. Nowy Street Bob generuje aż 155Nm co oznacza, że jeszcze chętniej będzie wychodził z wolnych zakrętów bokiem. Jednocześnie jeszcze trudniej będzie ruszyć ze świateł w deszczu. H-D Street Bob to motocykl dla tych, co kontrolę trakcji mają w nadgarstku. Motocykl z elektronicznych asyst oferuje jedynie wymagany normami europejskimi ABS.
Pomimo swądu po wyparciu serii Dyna, Street Bob jest maszyną, która przeniesie wielu w świat Harleya-Davidsona. Jeśli nie jesteśmy przywiązani do modeli historycznych, uznamy Street Boba za najbardziej rasowego „Harasa”, jaki jest. W motocyklu jest tylko to, co niezbędne. Duże koła, wysoka kierownica, mały zbiornik powodują, że czujemy klimat imponującej, amerykańskiej prostoty. Przed nami jest tylko droga, bo wkomponowane w uchwyt kierownicy zegary są ledwo widzialne. Producent chwali się nowoczesnym przednim zawieszeniem typu cartridge. Otóż takie „nowoczesne” rozwiązanie oferowały motocykle japońskie już w latach 80. Nie doszukamy się żadnej regulacji amortyzatorów, ale z doświadczenia mogę powiedzieć, że działa ono zaskakująco przyzwoicie. Nowy Street Bob nie jest już kierowany do totalnych egoistów. Jest bowiem w standardzie wyposażony w siedzenie i podnóżki pasażera. Kiedyś trzeba było je dokupić osobno.
Jeśli dobrze patrzymy i motocykl ma kosztować w wersji bazowej 69 900 złotych to jest to zabójstwo dla modelu Softail Standard. Tańszy o ok. 5000 złotych motocykl jest praktycznie Street Bobem, który ma silnik 107 cali, jedno miejsce i silnik wykończony chromem, a nie czarnym lakierem. Chociaż może nie każdy będzie potrzebował większego silnika i nie będzie widział sensu w dopłacie do Street Boba. Zobaczymy, co czas przyniesie. W pierwszej kolejności niech ten czas daje nam tu wiosnę i Street Boba 114 do testów prasowych!
Vivid Black
Deadwood green
Stone Washed White Pearl
Baja Orange
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…
Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…