Na skróty:
…Tak brzmiała odpowiedź zarówno Kariny Tomiczek jak i jej męża, Andrzeja, na pytanie, dlaczego starali się izolować Adama od motocykli. Mało kto w latach 90. w Polsce tak doskonale znał trudy profesjonalnego ścigania się. W tygodniu praca przemieszana z treningami, a w weekendy zawody w kraju i za granicą. Pomimo tego, że przed Adamem nie stałyby przeszkody w postaci wiz czy zezwoleń na opuszczenie granic PRL, rodzice doskonale wiedzieli, ile wysiłku potrzeba do osiągnięcia odpowiedniego poziomu.
Choć puchary zdobyte przez Adama w zawodach MTB szybko się piętrzyły, ciągnęło go do motocykli. Nie mogło być inaczej, ponieważ od pierwszych lat życia największą radość sprawiało mu przesiadywanie na maszynach Taty, bądź tych napotkanych gdziekolwiek. Gdy przyjaciele rodziców pożyczyli mu kiedyś elektryczny motocykl-zabawkę, spał w łóżku, trzymając go za kierownicę. Niestety po kilku dniach musieli go oddać, bo Adaś zaczął jeździć po krawężnikach i motorek długo by nie przetrwał.
Pomimo totalnej fascynacji motocyklami, Adam musiał czekać na pierwszą maszynę do 14. roku życia. I musiał na nią „zapracować”. Niewykluczone, że to niespełnione marzenia o pierwszym crossie wywołały pierwszy bunt nastolatka. Entuzjazm do rowerów osłabł, a wraz z nim wyniki w nauce. Rodzice stwierdzili, że ich dalszy opór przed motocyklami nie ma sensu i Adam dostał najbardziej klasyczne wyzwanie: „Poprawisz oceny, to dostaniesz motocykl.”
Szybko okazało się, że mały Tomiczek potrafi być pilnym uczniem i gdy w dzienniku królowały oceny 5 i 6 pewnego dnia pod garażem zobaczył Kawasaki KX80. Adam podobno poryczał się na jego widok i od tamtej pory nie zsiadał już z motocykla…
Realia motocrossu dość szybko dały o sobie znać. Już w pierwszych miesiącach Adam zaliczył srogą wywrotkę i w efekcie złamał kości przedramienia. Tak przyszły zawodnik nabrał respektu do motocykli. Jak sam powiedział, to wtedy pierwszy raz się przestraszył, a Mama Karina miała cichą nadzieję, że to go zniechęci do treningów. Niestety, w szpitalu pierwsza prośba Adama brzmiała: „Mama, zapytaj doktora, kiedy będę mógł znowu jeździć”. Było oczywiste, że młody Tomiczek swoje życie odda w ramiona motorsportu.
Według Andrzeja to dyscyplina najlepiej rozwijająca zawodnika. Łączy prędkość, wytrzymałość i przede wszystkim wymaga myślenia. Niestety, niesie też za sobą ogromne ryzyko, gdyż teren, po którym zawodnicy się ścigają, bywa nieprzewidywalny. Przysłowiowe wióry leciały dosłownie z każdej strony. Przy kolejnych kontuzjach serca rodziców pękały, a jednocześnie rosło napięcie na poziomie ojciec – syn. Twardy charakter – to cecha wyróżniająca obydwu Tomiczków. Dorastający Adam zaczął nabierać swoich „racji”, które nie zawsze znajdowały aprobatę Andrzeja. To powodowało konflikty.
Na motocykle i starty trzeba było też zapracować. Rodzinna firma transportowa wymaga stałej uwagi, więc pomiędzy treningami, zawodami a nauką Adam pomagał przy serwisowaniu ciężarówek. Stała współpraca i podobieństwo charakterów eskalowały przez lata napięcie. Dopiero teraz, gdy Adam dostał się do ORLEN Teamu i zaczął ścigać się na światowym poziomie, przyznaje, że to Andrzej zawsze ma rację. Do dzisiaj, pomimo całego zespołu i najnowocześniejszego sprzętu, gdy ma jakiś problem, dzwoni do Taty, a rozwiązanie szybko się znajduje.
Wspominając trudny charakter Adama, w trakcie wywiadu dostaliśmy ciekawą odpowiedź. Z racji tego, że od parunastu lat prawie nie schodzi z motocykli, relacje z innymi ludźmi poza szkołą wyrabiał sobie na zawodach i treningach. Tam byli to dla niego rywale, których musiał pokonać. W takich warunkach empatię pielęgnuje się wyjątkowo trudno. Pomimo tego, że Adam jest człowiekiem, na którego zawsze można liczyć, co nieraz udowodnił nawet na trasach rajdów, pomagając przeciwnikom, uchodzi za człowieka – delikatnie mówiąc – niedostępnego i nieustępliwego. Prawda jest taka, że takie cechy są niezbędne do osiągnięcia w motorsporcie sukcesu. Adam nieraz dostał łomot od motocykli i wie, że musi koncentrować się na celu.
Rok później Adam trenował bardzo intensywnie i był coraz szybszy na swoim KTM 450 Rally. Niestety, okazał się zbyt „szybki” i jeden z ostatnich treningów w Maroku przypłacił dramatycznym upadkiem i otwartym złamaniem kości udowej. Takie nauczki sprawiły, że Tomiczek jako zawodnik dojrzewał w trybie przyspieszonym. Dzięki temu poprzedni Dakar jechał z głową i ostatecznie zajął bardzo dobre, 16. miejsce, zaraz za zespołami fabrycznymi.
Za nim bardzo długi, ale owocny sezon 2019. Startował w rajdach długodystansowych, Baja i enduro. W każdej dyscyplinie na koniec sezonu zameldował się na podium. W najbliższym Dakarze ponownie będzie walczył o miejsce w Top 20. To jego cel, ponieważ pierwsza dwudziestka upchana jest zawodnikami na maszynach fabrycznych, a rywalizacja z nimi jest niebywale trudna.
My trzymamy kciuki i zachęcamy do obserwowania poczynań Adama Tomiczka.
Sobota była ostatnim dniem zmagań w ramach tegorocznego Isle of Man Tourist Trophy 2026, a…
Chociaż to Pedro Acosta wydawał się być głównym faworytem na Balaton Parku, to nie on,…
W piątek organizatorzy Isle of Man Tourist Trophy mieli sporo szczęścia, bo udało się rozegrać…
Pedro Acosta był najszybszy w piątkowej, popołudniowej sesji MotoGP na torze Balaton Park, wyprzedzając drugiego…
Bydgoski Kartodrom już w ten weekend przyciągnie czołówkę zawodników Pit Bike SM z całej Polski!…
Wyobraź sobie, że wstajesz rano po zawodach, a Twoje zdjęcie jest dosłownie wszędzie. Udostępniają je…