Z archiwum ŚM: MZ 250 – Duma NRD. Numer 5/1995

Przejmując część parku maszynowego i ludzi, któ­rzy dawniej pracowali w DKW, utrzymano taki profil produkcji i skoncentrowano się na udoskonalaniu dwu­suwowych jednostek napę­dowych. Ówczesne realia ekonomiczne byłej NRD nie pozwalały zresztą na kon­struowanie i produkcję bar­dziej skomplikowanych i droższych silników cztero­suwowych. Po zjednoczeniu Niemiec fabryka MZ uległa restrukturyzacji, zmieniono nawet jej nazwę na MuZ (Motorrad und Zweira­dwerk GmbH). Podjęto współpracę w dziedzinie silników z au­striackim Rotaxem i japoń­ską Yamahą, stylizacją za­jęli się Anglicy. Czterosuwo­we, jednocylindrowe moto­cykle z Zschopau odniosły już nawet pewne sukcesy w serii zawodów SoS (Song of Singles). Produkcję jedno­śladów z jednostkami napędowymi o dwusuwowym cyklu pracy wstrzymano w marcu 1993 r., okazuje się jednak, że nowe MZ ETZ 251 i 301 są znowu dostęp­ne na niektórych rynkach europejskich. Stało się tak za sprawą tureckiej spółki, która rozpoczęła produkcję licencyjnych jednośladów z Zschopau. 

Jak wspomniałem, dwu­suwy to prawdziwa specjal­ność MZ. Bogate doświad­czenie inżynierów byłej DKW już w latach 60. za­owocowało udanymi moto­cyklami klasy 250 ccm. Początkowo były to pojazdy typowo użytkowe, dopiero po wprowadzeniu do pro­dukcji widelców teleskopo­wych w miejsce pchanych wahaczy nabrały one bar­dziej sportowego charakte­ru. Pierwszym takim mode­lem była wprowadzona na rynek w 1969 r. ETS 250, zastąpiona dopiero w 1973 przez czterobiegową TS 250. Trzy lata później za­prezentowano pięciobiego­wą TS 250/1. Znacznie większe zmiany konstruk­cyjne wprowadzono w mo­delu ETZ 250 w 1981 r., a kolejnej modernizacji doko­nano osiem lat później zmieniając oznaczenie na ETZ 251.Za bazową jednostkę napędową obecnych 250-tek obrano silnik TS 250/1, różniący się od wersji TS 250 jedynie liczbą przeło­żeń w skrzyni biegów. Nie­które z rozwiązań technicz­nych zasługiwały na uwagę w tamtych latach. Silnik zawieszono elastycznie w osi obrotu wahacza tylnego koła, a łańcuch napędowy poprowadzono w stosunko­wo szczelnych, gumowych osłonach. Dzięki temu łań­cuch osiąga przebiegi rzę­du 20 tys. km, a przecież osiągi są raczej mocną stroną MZ 250. Znakomite przyspieszenia i wysoka prędkość maksymalna po­zwalają jej konkurować z motocyklami o większych pojemnościach skokowych. 

Niestety, wady podwozia ograniczały nieco sportowe aspiracje 250-tek. Niesta­bilny widelec teleskopowy o dużym skoku generował niebezpieczne drgania, a miernej jakości ogumienie bardzo szybko osiągało granicę przyczepności. Na dodatek wycieki w okoli­cach uszczelniaczy przed­nich teleskopów pojawiały się już po ok. 10 tys. km, więc siłą rzeczy ilość oleju w każdej goleni była różna. Zmiana charakterystyki elementów tłumiących w podwoziu prowadziła do nierównomiernego zużycia bieżników opon (ząbkowa­nie). Trwałość simmeringów znacznie podniosły gu­mowe osłony powierzchni roboczych widelca, stoso­wane w późniejszych mo­delach MZ.Użytkownicy często skarżą się na trudności z przełączaniem biegów, a zwłaszcza na znalezienie „luzu”. Duże siły bezwład­ności w układzie napędowym (sprzęgło bezpośred­nio na wale korbowym) sprawiają, że jest to bardzo trudne na postoju. Znacz­nie łatwiej znaleźć odpo­wiednią pozycję dźwigni podczas powolnego dojeż­dżania do miejsca zatrzy­mania. Zarówno sprzęgło, jak i skrzynię biegów MZ 250 można uznać za trwa­łe, niechlubnym wyjątkiem są tylko koła zębate drugie­go biegu w modelu 250/1. Wadliwe dystansowanie wałka prowadziło do zuży­cia sprzęgła kłowego już po 7-9 tys. km.

Źródłem wielu kłopotów w modelach TS jest sze­ściowoltowa instalacja elektryczna, a zwłaszcza przerywacz kierunkowska­zów i regulator napięcia. W tym ostatnim już po kilku tysiącach kilometrów wy­palały się styki, niektórzy kierowcy zastępowali wa­dliwy regulator takim sa­mym podzespołem z samo­chodu Trabant. Takie roz­wiązanie może mieć jedynie charakter tymczasowy, bowiem do akumulatora dostarczany jest wtedy zbyt wysoki prąd ładowania. Można temu zaradzić po­przez oddanie samochodo­wego regulatorą w ręce fa­chowca, który dokona od­powiedniej regulacji. 

W stykowym układzie zapło­nowym zbyt szybko wypalają się powierzchnie robocze przerywacza zapłonu. Zużyte styki bardzo utrud­niają precyzyjną regulację punktu zapłonu, a pod tym względem 250-tki z Zscho­pau są wyjątkowo czułe. Dopiero precyzyjne zestro­jenie punktu zapłonu, od­stępu elektrod świecy za­płonowej i gaźnika gwaran­tuje maksymalne osiągi przy minimalnym zużyciu paliwa, rzędu 3,5-4,0 l/100 km. Zużycie w granicach 5 l/100 km i wyższe wymaga zdecydo­wanej ingerencji w układ zapłonowy i układ zasila­nia. Do tego celu należy wykorzystać czujnik mikro­metryczny wmontowany w odpowiednio wytoczony korpus po starej świecy za­płonowej. Regulacja punk­tu zapłonu przy pomocy śrubokręta czy nawet suw­miarki powoduje zbyt duży błąd pomiaru. 

Ceny w 1995 roku

Bardzo awaryjne są ło­żyska kół jezdnych, zwłasz­cza z tyłu od strony zębatki łańcucha napędowego. Ich trwałość rzadko przekra­cza 10 tys. km. Aby zaosz­czędzić sobie nerwów i nie­potrzebnej pracy, łożyska tylnego koła warto wymie­niać każdorazowo ze zmia­ną zębatki. 

Trwałość silników TS 250 i TS 250/1 sięga 20 tys. km, ale ostra, dynamiczna jazda znacznie przyspiesza naprawę główną (15 tys. km). Po tym przebiegu ko­nieczna jest wymiana tłoka, łożysk głównych wału kor­bowego, łożyska igiełkowe­go na sworzniu tłoka i sa­mego sworznia oraz szlif cylindra. Problemy z łoży­skami pojawiają się niekie­dy znacznie wcześniej (gło­śne stuki lub „turkotanie” w silniku). Winę za taki stan rzeczy ponoszą zbyt duże tolerancje wykonaw­cze, błędy montażowe i sła­ba jakość łożysk. Podczas naprawy warto zastosować droższe, ale znacznie trwal­sze łożyska renomowanych firm (FAG, INA, SKF). 

Rege­neracja wału korbowego nie przynosi dobrych rezul­tatów. Zbyt duże rozbieżno­ści wymiarowe powodują przedwczesne zużycie tego odpowiedzialnego elemen­tu. Przebiegi regenerowa­nego wału głównego sięgają najwyżej 10 tys. km. Fa­brycznie nowy wał jest wprawdzie droższy, gwa­rantuje jednak dwukrotnie wyższą trwałość. Co kilka tysięcy kilometrów warto pokusić się o wyczyszczenie z nagaru komory spalania i denka tłoka. Osadzania się nalotu można uniknąć sto­sując olej zalecany wyłącz­nie do motocyklowych silni­ków dwusuwowych. Prosty, niezawodny i praktycznie bezobsługowy gaźnik cierpi jedynie na chroniczną nie­szczelność, tego typu niedo­magania pojawiają się rów­nież w nowszych modelach MZ. 

Wiele wad wyelimino­wano lub przynajmniej zła­godzono ich dokuczliwość w 1981 r., po wprowadze­niu na rynek ETZ 250. Przeniesiono do niej dobre i sprawdzone rozwiązania z wersji TS. Przekonstru­owano cylinder, a konkret­nie kanały zasilające. Zwiększono liczbę żeber chłodzących i zmodernizo­wano gaźnik. Podwyższenie mocy wpłynęło korzystnie na dynamikę pojazdu. Kon­struktorom udało się obni­żyć nieznacznie zużycie pa­liwa i zwiększyć trwałość silnika. 

Chociaż łożyska główne wału korbowego pozostały najsłabszym punktem jednostki napędo­wej, to średnie przebiegi do naprawy głównej sięgały już 30 tys. km. Instalacja elektryczna miała naresz­cie napięcie znamionowe 12 V, a alternator o mocy 180 W zastąpił dwukrotnie słabszą prądnicę. Mocowa­ny pod kanapą akumulator przeniesiono do schowka pod prawą boczną pokry­wą. Wzmocnienie półek wi­delca i zmiana wymiarów tylnej obręczy wpłynęły ko­rzystnie na własności jezd­ne. Zmieniono również ło­żyska kół jezdnych, ale pro­blemy z ich trwałością po­jawiały się nadal. 

W wersjach eksportowa­nych na rynki Europy Za­chodniej przewidziano ha­mulec tarczowy w przed­nim kole, dozownik oleju silnikowego i reflektor halo­genowy. Taka wersja, nazy­wana po prostu „lux”, przez wiele lat była niedostępna w Polsce. Oferowano za to model o podwyższonym standardzie, z malowanymi na czarno bębnami hamul­cowymi, gumowymi osłona­mi rur przednich telesko­pów i włącznikiem światła „stop” przy dźwigni hamul­ca ręcznego. Gumowe osło­ny powierzchni roboczych widelca warto zastosować także w modelach TS, bo­wiem znacznie wydłużają one żywotność uszczelnia­czy. 

Słabym punktem ETZ okazał się, obok alternato­ra, łańcuch napędowy. Nie bardzo radzi on sobie z podwyższoną mocą i mo­mentem obrotowym, przez co konieczność wymiany te­go elementu zachodzi czę­sto już po 10 tys. km. Dużą awaryjność wykazuje nadal przerywacz kierunkowska­zów. Mimo zastosowania zupełnie nowej ramy, spa­wanej ze stalowych rur i wytłoczek, nie wyelimino­wano całkowicie drgań podwozia. 

Wprowadzenie na rynek w 1989 r. modelu ETZ 251 było próbą ujedno­licenia motocykli o pojem­ności skokowej silników 250 i 150 ccm. Jednostkę napędową 250-tki „wciśnię­to” w ramę ETZ 150, ale zbyt mała odległość między przednim błotnikiem i rurą wydechową wymusiła wy­dłużenie głównej belki ra­my o 27 mm. Skorygowano fazy rozrządu silnika zmniejszając o 2 mm odle­głość okien cylindra od osi wału korbowego. Celem tych działań było uzyskanie tej samej mocy maksymal­nej i momentu obrotowego przy skróconym układzie wydechowym. Nowy tłumik nie może zatem współpra­cować z cylindrem starego typu i odwrotnie. 

Zmniej­szenie rozstawu osi popra­wiło zwrotność, a dodatko­we punkty mocowania tyl­nych amortyzatorów umoż­liwiły dopasowanie charak­terystyki podwozia do aktu­alnego obciążenia pojazdu. Odnotowano kolejny, nie­wielki postęp w obniżaniu zużycia paliwa, zmniejsze­nie zapotrzebowania na benzynę dało się zauważyć szczególnie w egzempla­rzach z elektronicznym układem zapłonowym. Co prawda ma on elementy re­gulacyjne, ale nie należy sa­modzielnie ingerować w fa­bryczne ustawienie zapłonu. 

Motocykle MZ zdobyły miano niezawodnych, ła­twych w obsłudze i tanich w eksploatacji pojazdów. Większość napraw może wykonać we własnym za­kresie nawet średnio za­awansowany mechanik amator, korzystający ze skromnego zestawu narzę­dzi i dwóch ściągaczy. Ku­pując motocykl z drugiej rę­ki warto zainteresować się numerem podwozia wybi­tym na główce ramy oraz numerem silnika wybitym na bloku jednostki napędo­wej po prawej stronie u gó­ry. Szczególnie w modelach ETZ jest on trudny do pod­robienia, bowiem produ­cent wybija znaki bezpo­średnio na chropowatym odlewie. Szlifowane podłoże numeru powinno wzbudzić naszą nieufność. 

Należy również pamiętać, że blok silnika złożony z dwóch ele­mentów montowany jest fa­brycznie z pominięciem jakichkolwiek uszczelnień. Ślady mas uszczelniających czy wystające w miejscu łą­czenia papierowe uszczelki wskazują na przeprowa­dzanie w przeszłości de­montażu jednostki napędo­wej. Dowodem na to są również wycieki oleju spod dźwigni zmiany biegów, bo­wiem podczas demontażu wielowpust nacięty na osi kaleczy krawędź roboczą uszczelniacza. Brak tablicz­ki znamionowej na ramie oznacza, że podstawowy element nośny podwozia został w przeszłości wymie­niony. 

Motocykle firmy MZ prezentują niewątpliwie najlepszą jakość wśród po­jazdów z państw byłego RWPG, awarie eliminujące je na dłuższy czas z eksplo­atacji zdarzają się niezwy­kle rzadko. Ci, którzy szu­kają niezawodnego, zwrot­nego i dynamicznego jed­nośladu, dysponując przy tym niezbyt zasobnym portfelem, powinni rozej­rzeć się za używaną 250-tką z Zschopau, tym bar­dziej, że dostęp do części zamiennych nie stanowi żadnego problemu. Bogata sieć sklepów i szeroka ofer­ta akcesoriów rzemieślni­czych w połączeniu z przy­stępnymi cenami pozwalają utrzymać w dobrej kondycji nawet bardzo stare egzem­plarze MZ.

 

KOMENTARZE
Dariusz Dobosz

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026