Tak jak legendą stały się modele serii CB z końca lat sześćdziesiątych, a potem doskonale znany Bol d’Or, tak i VF 750 F była ważnym krokiem na drodze do motocyklowej doskonałości. Jak się później okazało, Honda zapłaciła bardzo wy­soką cenę za wprowadzenie na rynki nowoczesnej kon­strukcji z czterocylindro­wym, widlastym silnikiem o bardzo zwartej budowie. W grę wchodziły nie tylko pieniądze, ale także prestiż firmy i zaufanie klientów. Dzięki szybkiemu, zdecydo­wanemu działaniu kierow­nictwo koncernu z Tokio uratowało swój honor, a nabywcy pechowych eg­zemplarzy obdarzyli Hondę ogromną wyrozumiałością. W czym jednak było sedno całej sprawy? O tym za chwilę, bowiem opowieść o VF 750 F trzeba zacząć od samego początku, kiedy to zawodna technika jeszcze nie dała o sobie znać.Historia modeli VF za­częła się w 1982 r. Nowy, wprowadzony na rynek po­jazd zdobył tytuł „Motocykla Roku 1983” w plebiscy­cie niemieckiego czasopi­sma „Motorrad” i wzbudził ogromne zainteresowanie potencjalnych klientów. Do­bre przyjęcie było oczywi­ście w pełni uzasadnione. Co prawda zasadnicza kon­strukcja jednostki napędo­wej V4 nie była już niczym nowym (w tym samym cza­sie pojawiła się Yamaha XZ 550), ale sportowa styliza­cja czterocylindrowego „wi­dlaka”, moc jednostkowa 120 KM z litra pojemności skokowej i bardzo nowo­czesne, jak na ówczesne czasy, rozwiązania tech­niczne stanowiły na począt­ku lat osiemdziesiątych nie lada sensację. Te ostatnie to nie tylko dwa wałki roz­rządu w każdej głowicy, za­bierakowe dźwigienki za­worowe, cztery zawory na cylinder czy chłodzenie cie­czą, ale również nieco­dzienne sprzęgło. Specjalny pierścień pełen odpowied­nio wyprofilowanych kształ­tek zapobiegał blokowaniu tylnego koła przy redukcji przełożeń w skrzyni bie­gów. Ten patent Hondy za­stosowano później w innych modelach, nie tylko serii VF. Nic dziwnego, że nowy jednoślad przejął po Bol d’Orach (Hondy CB 750 i 900) pałeczkę lidera i stał się flagowym modelem fir­my. 

Nie nastąpiło to od razu po prezentacji VF, ale po zakończeniu produkcji serii CB w 1983 r. Na zaprezen­towanych nieco później wersjach VF 1000 – F2 moż­na odnaleźć bez trudu napis Bol d’Or, nawiązujący do bardzo cenionych motocykli CB z czterocylindrowymi rzędowymi silnikami chło­dzonymi powietrzem. Pierwsze doniesienia o wadach konstrukcyjnych nie wzbudziły niepokoju kierownictwa fabryki. Praw­dziwym zimnym prysznicem były dopiero masowe skargi użytkowników, a gwoździe do trumny dobili dziennika­rze prowadzący testy długo­dystansowe. Po 20-25 tys. km pojawiały się w pracy silnika niepokojące stuki, przywodzące na myśl zbyt duże luzy robocze zaworów. Po rozmontowaniu układu rozrządu okazywało się jed­nak, że powierzchnie krzy­wek wałków rozrządu i po­wierzchnie robocze współpracujących z nimi dźwigie­nek zaworowych wykazują ubytki materiału. 

Prawdopodobnie źle dobrano współ­pracujące ze sobą stopy me­tali, co powodowało wybija­nie się, a nie ścieranie po­wierzchni. Na dodatek bar­dzo często po tym samym przebiegu konieczna była wymiana łożysk. głównych wału korbowego i tłoków, ale zdarzało się to znacznie rzadziej niż awarie rozrzą­du. W tym przypadku dawał o sobie znać wadliwy układ smarowania.

Honda obrała w tak dra­matycznym momencie jedy­ną rozsądną drogę rozwiązania problemu. Zgłaszają­cym się do warsztatu po­szkodowanym użytkowni­kom wymieniano bezpłatnie komplet wałków rozrządu i dźwigienek. Wielu z nich miało jeszcze fabryczną gwarancję, ale jak się oka­zało, na taką samą pomoc mogli liczyć w ramach rę­kojmi ci, którym się ona skończyła. Kto nie wziął udziału w akcji i wierzył w niezawodność swojej VF z 1983 lub 1984 r., narażał się na wydatek rzędu 2000 DM. Można dodać w tym miejscu, że w tamtym okre­sie za tę sumę można było nabyć dobry, używany mo­tocykl klasy średniej. 

Trze­ba przyjąć, że egzemplarze na pewno pozbawione wad konstrukcyjnych produko­wano dopiero od 1985 r. Je­śli nabywamy VF z wcze­śniejszych roczników, war­to zapytać o dokumenty warsztatowe, potwierdzają­ce naprawę wałków rozrzą­du i dźwigienek zaworo­wych. Czasami na rachun­kach widnieje jedynie wpis o wymianie łańcucha roz­rządu i współpracujących z nim kół zębatych. To oczy­wiście zbyt mało i świadczy jedynie o przeprowadzeniu rutynowej naprawy, w przypadku VF po przebiegu 50-60 tys. km.

Honda uratowała twarz, a pechowi klienci swoje motocykle. Mimo tak po­ważnych kłopotów popularność VF 750 F praktycz­nie nie spadła. Zalety spor­towo-turystycznego jedno­śladu były dobrą rekom­pensatą za warsztatowe perturbacje. Co prawda prowadzenie VF wymagało pewnego przyzwyczajenia, ale nie sprawiało żadnych trudności. Nie zapominaj­my, że nowe Hondy z widla­stymi silnikami wyposażo­no w 16-calowe koło przed­nie, zbyt mocno, jak się okazało, prostujące maszy­nę podczas hamowania w zakrętach. 

Nie było to jednak dokuczliwe, podob­nie jak twarda i wąska ka­napa. Ta ostatnia doprowa­dzała do rozpaczy na dłuż­szych dystansach jedynie pasażera, kierowcy poko­nywali bardzo długie trasy raczej bez narzekań. War­to w tym miejscu podkreślić ogromną uniwersalność siedemsetpięćdziesiątki. Jedni kupowali ją, by zwiedzać Europę, inni wypro­wadzali motocykl z salonu wprost na tor wyścigowy. Pierwsi chwalili pracujący bez wibracji i stosunkowo oszczędny w turystycznej jeździe silnik (ok. 4,5 l/100 km), drudzy roz­koszowali się doskonałą dynamiką (0-100 km/h w 4 se­kundy), zwrotnością i precyzyjnym prowadzeniem na wprost.

Obok opisanych powyżej wad, najczęściej już dawno wyeliminowanych, trudno doszukać się w VF 750 F istotnych mankamentów. Co prawda łatwo koroduje układ wydechowy, ale jest to w zasadzie normą we wszystkich „japończykach” z lat osiemdziesiątych. Warto jednak dodać, że w VF najlepiej sprawdzają się oryginalne rury wyde­chowe i tłumiki, inne są nie tylko znacznie głośniejsze, ale również pogarszają charakterystykę jednostki napędowej. 

Nie można się dziwić, że po całym zamieszaniu z VF 750 F utrzymano ją w pro­dukcji tylko do 1986 r. Hon­da nie zrezygnowała jednak z czterocylindrowych widlastych silników chłodzo­nych cieczą, ale znacznie je ulepszyła. Wzorzec z VF zmodyfikowano tak dalece, że powstała konstrukcja prawie doskonała, spraw­dzająca się po dzień dzisiej­szy w modelu VFR 750 F. Jak widać postęp technicz­ny to nie tylko wymyślanie rzeczy nowych, ale również umiejętność wyciągania wniosków z bolesnych nie­spodzianek. 

Czy warto zatem polecać VF 7 50 F, która na polskim rynku motocykli używa­nych oferowana jest dość często? Chyba tak, bo jed­noślad to przedni. Trzeba go tylko dokładnie osłuchać i sprawdzić w karcie choro­by, czy pacjent bywał u le­karzy. Jeśli na drogomie­rzu odczytamy przebieg rzędu 50, 60 czy 70 tys. km., a stan maszyny będzie jego potwierdzeniem, to z góry możemy przyjąć, że układ rozrządu był już re­animowany. Inaczej nie do­trwałby do współczesności. Na najstarsze egzemplarze trzeba przygotować ok. 3 tys. zł (w 1995 roku, przyp. red.), motocykle z ostat­niego roku produkcji są droższe o 1-1,5 tys. zł. Nie­wygórowane to sumy jak za jednoślad osiągający pręd­kość maksymalną ponad 200 km/h, ale cóż, reputa­cja cierpi do dzisiaj, co cie­szy kupujących i smuci zbywających.

Zdjęcia: Honda, Jerzy Szymański

KOMENTARZE
Dariusz Dobosz

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026