Na skróty:
Mieliśmy już okazję pojawiać się na Szlaku Orlich Gniazd, ale tym razem wyruszyliśmy w jego dalszą część i odwiedziliśmy zamek Pilcza w Smoleniu oraz popadający w ruinę pałac w Pilicy.
Jeśli tak jak ja jesteś z centrum Polski, gdzie większość dróg prowadzi „na kwadrat” to docenisz kolejne łuki i niezbyt szybkie, ale bardzo przyjemne winkle, które znajdują się w okolicy zamków. Z drugiej strony aż się prosiło o wjazd na trasę wypełnioną szybkimi zakrętami, ponieważ podróżowałem Ducati Multistradą 1260 Enduro, która w takich warunkach czuje się jak ryba w wodzie. Jednak warunki drogowe tym razem nie pozwalały na szaleństwa. Jak się okazało, wszystkim wyszło to na zdrowie, a mi udało się uzyskać rekordowo niski poziom spalania w motocyklu tej klasy, 4,4 l/100km. To robi wrażenie!
Obecnie dojazd na Śląsk jest mocno problematyczny, przynajmniej jeśli zamierzasz podróżować starą „Gierkówką”. Trasa jest totalnie rozkopana i przejazd nią może się wiązać z długimi postojami. W niektórych momentach naprawdę ciężko jest objechać auta. Dlatego zdecydowanie polecam jazdę bocznymi drogami. Jeśli podróżujecie z Warszawy to na pewno lepszym posunięciem będzie zjechanie z trasy w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego i ominięcie ekspresówki nieco okrężną drogą przez objazd do Bełchatowa, następnie w stronę Szczercowa, a dopiero potem w kierunku Częstochowy.
Co prawda nadłożycie sporo kilometrów, ale będziecie mieli doskonałą okazję do obejrzenia z trasy kopalni Bełchatów. Jeśli macie ochotę to możecie jeszcze dołożyć parę kilometrów i pojechać na punkt widokowy kopalni – zdecydowanie warto zaliczyć tę miejscówkę. W związku z tym, że doskonale znamy rejony Bełchatowa, polecieliśmy na Gierkówkę, ale natychmiast z niej zjechaliśmy w okolicach Radomska i niezbyt ruchliwymi wąskimi dróżkami jechaliśmy w stronę miejscowości Lelów trasą 784.
Dzisiejsza wycieczka to sposób na leniwe spędzenie dnia na jeździe i zwiedzaniu. Mieliśmy więc czas na zjedzenie domowej roboty ciasta (dzięki Malwa!), napicie się kawy na stacji i spędzenie kilku chwil na niezbyt inteligentnych rozmowach – relaks jest przecież najważniejszy. Poza tym pogoda nie była zbyt łaskawa. Już w pierwszą stronę złapał nas deszcz, więc tempo jazdy było spokojne i bez zbędnego przeginania toczyliśmy się przed siebie. Nie ujechaliśmy daleko, a już wykonaliśmy kolejną przerwę techniczną, którą zarządziłem w trosce o moich kompanów.
Jechałem w laminacie więc deszcz nie był dla mnie problemem, dla nich wręcz przeciwnie – membrany i przeciwdeszczówki mieli schowane w kufrach. Chłopakom w sumie spodobał się pomysł założenia ubrań przeciwdeszczowych. Zaczynało padać coraz mocniej, a przed nami malował się cały dzień w siodle. Dobrze więc zadbać o komfort. Wszyscy przywdziali przeciwdeszczówki oprócz jedynego Harleyowca w naszym stadzie, który takowej nie miał. Uniżenie wyjąłem ze swojego plecaczka strój i wręczyłem mu go (zabrałem go specjalnie dla niego!). Pan Dariusz nawet się ucieszył, ale kiedy zobaczył, że to co ma na siebie założyć jest seledynowe, wyśmiał mnie i powiedział, że prędzej zginie niż włoży to na siebie. Rechotaliśmy przez kolejnych kilka minut i czekaliśmy aż zmieni decyzję (brzmi jak żart z legendarnej gazety) – zaczynało padać coraz mocniej. Był twardy i podróżował w swojej skórze bez żadnych ułatwień do końca podróży. Hart ducha?
Pierwszym celem naszej niespiesznej podróży był zamek Pilcza w Smoleniu. Na miejscu okazało się, że jeden „z naszych” był tam już sześć razy, więc wydawało nam się, że wcieli się w rolę przewodnika i otrzymamy porządną dawkę informacji o tym miejscu. Niestety myliliśmy się – jedyne co miał do przekazania, to że przed wejściem trzeba kupić bilet, który będzie sprawdzany u góry. Cenna wiedza, prawda? Dla wszystkich, którzy nie słyszeli o tym miejscu już spieszę z informacjami.
Zamek Pilcza położony jest w niezwykle malowniczym miejscu. Wyrasta ponad gęsty las, a z jego wieży rozpościera się niezwykły widok na całą okolicę. Na całym Szlaku Orlich Gniazd znajdziemy bardziej okazałe i lepiej zachowane warownie, ale to właśnie zamek w Smoleniu jest jednym z najfajniejszych punktów widokowych na szlaku. Warto również wspomnieć, że budowla znajduje się na terenie rezerwatu przyrody. Wejście do zamku nie powinno nikogo zmęczyć, a spacer, maksymalnie kilkuminutowy, będzie
przyjemny nawet w ciuchach motocyklowych. Bardzo lubimy takie miejsca!
Kolejnym celem naszej podróży był położony zaledwie kilka kilometrów dalej, pałac w Pilicy. Dojazd do tego miejsca ze Smolenia jest bardzo prosty i szybki – nie przeszkodził nam nawet coraz śmielej poczynający sobie deszcz. Na miejscu rozpadało się już na dobre, a my schronieni pod pałacowym balkonem mogliśmy „podziwiać” budynek, który dzisiaj nie wygląda tak wspaniale, jak powinien.
Miejsce widoczne jest już z drogi i prowadzi do niego rozległy park pełny starych drzew i niezliczonej ilości krzewów. Tak naprawdę droga, którą trzeba przebyć do zabudowań jest prawdopodobnie dłuższa niż droga, którą przeszliśmy z parkingu na zamek w Smoleniu. Przed pałacem witają nas dwa wykute w kamieniu sfinksy. Całość wygląda trochę przerażająco, a gdy zagłębimy się w nowożytne losy miejsca to dodatkowo robi się przykro, że gdyby nie szeroko pojęte problemy prawne, mogłoby dzisiaj wyglądać zupełnie inaczej. Cóż, nie ma co gdybać, jest jak jest, a pałac zdecydowanie warto odwiedzić.
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…