Categories: TestyTesty-Klasyczne

Moda przemija, styl pozostaje

Zanim wsiadłem do samolotu, który miał mnie przetransportować z mroźnej
Warszawy do słonecznej Barcelony,zastanawiałem się, czy kult klasycznych
motocykli, cafe racerów, bobberów i scramblerów to tylko chwilowa moda i przeminie równie szybko, jak się pojawiła czy też coś trwalszego? Otóż moim zdaniem
chwilową modą są kosmiczne motocykle, takie jak Kawasaki H2 czy nakedy o ostrych liniach. Dlaczego? Bo tak jak dziś mało kto wzdycha do większości konstrukcji produkowanych w latach 90., tak za dwadzieścia lat dzisiejsze maszyny, obudowane połaciami plastiku i karbonu, mogą trącać myszką.

Mademoiselle Chanel mawiała: „Moda przemija, styl pozostaje!”. Producenci samochodów zrozumieli to już dawno. Wystarczy spojrzeć na Volkswagena New Beetle, inspirowanego kultowym Garbusem, reaktywację Mini, Fiata 500, Forda Mustanga i Challengera ze stajni Dodge’a. Wszystkie, choć naszpikowane najnowocześniejszymi rozwiązaniami, korzystają z linii zaprojektowanych kilka dekad
wcześniej! W naszej branży pierwsi na tę drogę wkroczyli Włosi, prezentując w 1998 roku Ducati MH900 Evoluzione, konstrukcję inspirowaną motocyklem brytyjskiego zwycięzcy wyścigu TT z 1978 roku. Za Ducati poszły kolejne marki, projektując motocykle wzorowane na przodkach.

POWRÓT LEGENDY

Wprowadzenie normy Euro4 zmusiło do zejścia ze sceny kilka kultowych maszyn. Z oferty Yamahy zniknęło – ukochane przeze mnie – XJR a Kawasaki pożegnało się z klasycznym W 800. Trzeba przyznać, że firma dość leniwie podeszła do opracowania nowości w gamie heritage, ale jest w tym metoda. W latach 70. producent z Hamamatsu przygotowywał się do wejścia nowego sprzętu o pojemności 750 ccm. Na chwilę przed ukończeniem prac do fabryki doszła informacja o premierze Hondy CB 750 i było jasne, że do pobicia konkurencji będzie potrzebny mocniejszy i szybszy sprzęt. Dlatego bardzo szybko podniesiono pojemność do 903 ccm. Kawasaki
Z1 miało do dyspozycji 82 konie mechaniczne i rozpędzało się do 212 km/h.

W momencie pojawienia się na rynku był to najmocniejszy, seryjnie produkowany motocykl. Tyle wystarczyło do zdetronizowania CB 750. Historia lubi się powtarzać. Z 900RS miało swój debiut na tegorocznych targach w Tokio, a wersję cafe pokazano w listopadzie w Mediolanie, czyli na tyle późno, że konkurencyjne sprzęty, takie jak Yamaha XSR900, Ducati Scrambler, czy BMW R nineT, zdążyły już opatrzyć się potencjalnym klientom. Pozostaje pytanie czy to pozwoli na powtórzenie sukcesu sprzed lat? Moim zdaniem Kawasaki ma ku temu sporo argumentów!

DZIKOŚĆ SERCA

Czterocylindrowa, chłodzona cieczą jednostka o pojemności 948 ccm pochodzi z agresywnego nakeda – Z 900, ale ma zupełnie inną charakterystykę pracy. Maksymalna moc została obniżona ze 125 do 111 koni mechanicznych. Dostępna jest
jednak przy obrotach o 1000 na minutę niższych niż dotąd. Maksymalny moment obrotowy poczujemy już przy 6500 obr./ min. Kosztem 14 koni mechanicznych otrzymaliśmy maszynę żwawszą w niskim i średnim zakresie obrotów, a przecież tego
oczekujemy od motocykli przeznaczonych do jazdy po mieście.

Dzięki odpowiedniemu zestrojeniu elektroniki sterującej silnikiem i skróceniu pierwszego biegu, Z 900RS zdradza swój rodowód już przy ruszaniu. Choć „na papierze” motocykl wydaje się być słabszy, to w warunkach drogowych potrafi zaskoczyć kierowcę ostrym ciosem. Gdy odkręcimy manetkę nawet na trzecim biegu, od 2000 obr./min zdrowo odczujemy jego potencjał. Przytulając się odpowiednio do baku, bez problemu rozpędzimy klasyczne wcielenie Zetki do 230 km/h, choć ze względu na brak jakiejkolwiek owiewki najprzyjemniej jeździ się w okolicach
140-150 km/h, gdy pęd powietrza nie jest jeszcze bardzo dokuczliwy. Podczas porannych jazd przy ekstremalnie niskich (jak na Hiszpanię) temperaturach mogłem sprawdzić system KTRC, którego brakuje w zwykłym Z 900. W wersji RS kontrola
trakcji oferuje dwa tryby pracy i możliwość całkowitego wyłączenia. O ile drugi tryb wkracza szybko i zdecydowanie, to pierwszy pozwala na więcej i bez problemu
można poćwiczyć kontrolowany drift czy „stawianie na koło”, a przy nagłej zmianie warunków zapewnia bezpieczne i pewne wyjście zakrętów.

WOLNOŚĆ W SKUTECZNYM WYDANIU

Choć pierwsze przecieki o tym motocyklu były inne, okazało się, że silnik umieszczono w kratownicowej ramie, zaprojektowanej specjalnie dla tego modelu. Geometrię dostosowano do stylu retro, dlatego pozycja jeźdźca jest mniej pochylona do przodu niż w zwykłym Z 900. Nie są to jednak radykalne zmiany i dobrze, bo motocykl nadal jest skutecznym, miejskim wojownikiem, a do tego cieszy oko nie tylko w ruchu, lecz również gdy stoi pod biurem, a każda minuta do końca pracy dłuży się w nieskończoność. Kiedy wyruszymy już na kręte drogi, Kawasaki Z 900RS odwdzięczy się lekkim prowadzeniem i zaskoczy niebywałą łatwością w zmienianiu kierunku. To zasługa nie tylko szerokiej kierownicy, ale również odpowiednio zestrojonego zawieszenia. Z przodu pracuje widelec upside-down o średnicy 41 mm z kompensacją tłumienia i odbicia oraz regulacją napięcia wstępnego sprężyn. Z tyłu nie znajdziemy
podwójnych amortyzatorów, poprawiających wygląd retro. Zastosowano poziomy amortyzator Black-link. Brakuje w pełni regulowanego zawieszenia, ale tu muszę
wziąć Kawasaki w obronę. Niezależnie od warunków i stylu jazdy, zawieszenie działało dokładnie tak, jak w takim motocyklu powinno. Wsiadam, jadę i nie myślę o kombinowaniu z ustawieniami.

Na pewność prowadzenia składają się również hamulce. Pozwalają na skuteczne i płynne dohamowanie nawet w sporym złożeniu. Odpowiadają za to radialnie montowane, czterotłoczkowe zaciski, współpracujące z promieniową pompą hamulcową. Taka konfiguracja spotykana jest najczęściej w sportowych motocyklach, co względem konkurencji stawia Z 900RS na wyższej półce. W standardzie mamy
obowiązkowy ABS, niestety wyłączalny tylko poprzez wyjęcie bezpiecznika. Z drugiej strony w takim sprzęcie wyłącznik ABS byłby dziwacznym luksusem.

PIĘKNO W SZCZEGÓŁACH

Najlepsze zostawiłem na koniec. O designie Z 900RS można by napisać osobny tekst, szczególnie, że podczas prezentacji w Ace Cafe Barcelona miałem okazję porozmawiać z jego głównym projektantem. Norikazu Matsumura pokazał proces
projektowania i opisał każdy detal, który składa się na cały wygląd motocykla. Z 900RS garściami czerpie ze swojego przodka – Kawasaki Z1. Wystarczy spojrzeć na motocykl
z boku. Linie ramy zostały zaprojektowane tak prosto, jak tylko to możliwe.

Uwagę przykuwa okrągły reflektor, unowocześniony technologią LED, bak w kształcie łezki, prosta kanapa, owalna tylna lampa, której LED-y do złudzenia przypominają klasyczną żarówkę, okrągłe, minimalistyczne lusterka i aluminiowe wstawki. Zegary to również ukłon w stronę Z1. Pomiędzy dwa klasyczne kubki z prędkościomierzem i obrotomierzem wsadzono wyświetlacz, wskazujący takie parametry jak aktualny bieg, temperaturę silnika, poziom paliwa, średnie oraz chwilowe spalanie, przebieg dzienny i całkowity, temperaturę otoczenia oraz ikonkę ECO, informującą, czy jedziemy oszczędnie.

Odlewane felgi mają do złudzenia przypominać klasyczne koła ze szprychami z drutu. Fanów takiego rozwiązania jest tyle samo, co zagorzałych przeciwników. Pewne jednak jest to, że motocykl jest lżejszy, a na jego czyszczeniu zaoszczędzimy dobrych kilka godzin. Projektant zadbał również o wygląd i rasowy dźwięk wydechu, co przy restrykcyjnych normach emisji spalin nie było łatwym zadanie. Z 900RS można śmiało nazwać najlepiej brzmiącym motocyklem na seryjnym wydechu, choć odbyło
się to kosztem podwójnej końcówki. Dziś trudno odsunąć księgowych od procesu projektowania. W Z 900RS panowie z kalkulatorami oszczędzili na osłonach bocznych, błotnikach i obudowie lusterek. Szkoda, bo tym motocyklem Kawasaki chce ugryźć nie
tylko segment heritage, ale również dotrzeć do klientów ceniących klasę premium. Mam nadzieję, że przynajmniej w akcesoryjnych dodatkach znajdą się zamienniki lepszej jakości.

STYL KOSZTUJE

Kawasaki Z 900RS jest świetnie skonfigurowanym motocyklem o szerokim zakresie zastosowania. Zaczerpnąwszy od swoich przodków to, co było u nich najlepsze, będzie ciekawą alternatywą zarówno dla japońskiej jak i włoskiej konkurencji. Niestety odstraszyć może cena. U zachodnich sąsiadów podstawowa wersja została wyceniona na 11 695 euro (49 200 zł). Za cafe racerowe wydanie z dodatkową owiewką i nieco inną kierownicą oraz kanapą w Niemczech przyjdzie zapłacić 12 195 euro (52 300 zł). Na usprawiedliwienie zacytuję profesora Bartoszewskiego: „Nie wszystko, co się opłaca, warto i nie wszystko warto, co się opłaca”.

KOMENTARZE
Mariusz "Smoku" Rakowski

Artystyczna dusza ukryta pod tatuażami. Jak napisze list do syna, to pół internetu płacze ze wzruszenia. Jak opisze customowy motocykl, to można go wystawiać obok „Mona Lisy”. Autor najbardziej popularnego motocyklowego bloga w kraju: www.ridetobe.com. Lubi: kawę, Jagera i motocykle!

Recent Posts

Avon Tyres. Ponad 140 lat tradycji, od klasyki po sport

Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…

24 lutego 2026

Harley-Davidson Pan America 1250 ST. Daily Harry

Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…

24 lutego 2026

TOP Tygodnia: Spowiedź niegeriatryczna, Ściganie na nakedach… – O czym czytaliście najchętniej w ostatnich dniach?

Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…

23 lutego 2026

MotoGP: Co wiemy po testach w Tajlandii?

Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…

22 lutego 2026

WSBK: Nicolo Bulega z hat-trickiem w Australii. Czy tak będzie wyglądał cały sezon?

Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…

22 lutego 2026

Używane Suzuki VZ1500L0. Nawet nie próbujcie mnie zatrzymać

Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…

21 lutego 2026