Na skróty:
Zdjęcia: Tomasz Parzychowski
Gdy importer marki Keeway zaproponował mi do objeżdżenia K-Lighta 125, nie miałem tęgiej miny. Zwłaszcza że właśnie oddawałem typowego nakeda – RKF 125, którym jeździło mi się fantastycznie i nie chciałem psuć sobie dobrego nastroju. Nie lubię malutkich cruiserów z jednego podstawowego powodu – odgłosu pracy silnika. Gdy dosiadam tego typu maszyny, z piecem o pojemności powyżej litra uwielbiam niespieszną jazdę (do szybszej specjalnie się nie nadają). Silnik spokojnie mruczy basem, ja się nie natężam i spokojnie mogę kontemplować otaczający mnie świat. Z klasą 125 jest nieco inaczej.
Prędkość podróżna zbliżona jest nawet do mojej ulubionej, powiedzmy, że brakuje jej ze 20 km/h, ale przecież jakoś jedzie. Jednak gdy duży Indian, Gutek, czy Kawasaki ospale sobie w takiej sytuacji mruczą, to mała stodwudziestkapiątka odpycha się ze wszystkich sił, wydobywając z siebie odgłosy jak nie przymierzając rozjuszony ratlerek. I cały czar pryska. Mam wrażenie, że wszyscy inni użytkownicy drogi patrzą na mnie z lekką pogardą – stary chłop, a jeździ takim piardem. Zaznaczam, że dotyczy to jedynie odgłosów wydobywających się z rurki wydechowej, bo sam wygląd maszyny nie budzi takich wątpliwości. To są uwagi natury ogólnej co do właściwości cruiserów klasy 125, dotyczącej także Keewaya K-Light 125. Nie dziwcie się więc, że biorąc go do testów i mając w ekspektatywie dojazd do Warszawy drogą szybkiego ruchu, zachwycony sytuacją nie byłem.
Pierwsza przymiarka do motocykla też nie wzbudziła mojego entuzjazmu. Podnóżki kierowcy zostały umieszczone w takim miejscu, że odnosiłem wrażenie, że kolana (nawet przy moim mizernym wzroście) unoszą mi się pod brodę i po prostu pozycja za sterami wydawała mi się mało ergonomiczna. Jednak im bardziej zbliżałem się do stolicy, tym moje przemyślenia stawały się bardziej optymistyczne. Maszyna z pewnymi oporami, ale jednak, napędzała się do 110 km/h, a utrzymanie stałej prędkości 100 km/h nie stanowiło problemu.
Pozycja za sterami też zaczynała mi się z czymś kojarzyć – podobne odczucia miałem kiedyś na małym H-D Sportsterze 883 i też zastanawiałem się, komu taka jazda pasuje. Widać są zwolennicy takiego stylu jazdy, skoro motocykle się sprzedają. Mało tego, gdy później w redakcyjnym zaciszu oglądałem zdjęcia z sesji fotograficznej K-Lighta, doszedłem do wniosku, że człowiek aż tak dramatycznie źle się na nim nie prezentuje. A przecież w cruiserach to raczej forma jest ważniejsza niż treść (czyli właściwości jezdne). Gdy przekroczyłem granice Warszawy, zastanawiałem się, czy nie udać się małym Keewayem w kierunku Mazur i pewnie bym tak zrobił, gdyby nie niedostatki czasowe.
Przyglądając się maszynie z bliska, zacząłem dostrzegać coraz więcej podobieństw, a raczej zapożyczeń od wspomnianego wcześniej Harleya. Ogólna koncepcja nadwozia, układ kierownicy z zegarem, przedni reflektor, zbiornik paliwa czy kształt kanapy wyraźnie nawiązują do maszyn zza oceanu. Nawet niezbyt wygodny układ przycisków kierunkowskazów jest charakterystyczny dla maszyn z Milwaukee – osobne dla każdego kierunku, umieszczone po obu stronach kierownicy, jednoznacznie kojarzą się sami wiecie z czym. Również ozdoba umieszczona na mocowaniu kierownicy do górnej półki zawieszenia dziwnym zbiegiem okoliczności z daleka przypomina harleyowy „Bar and Shield”. Generalnie wzornictwo armatury zostało żywcem wzięte z Harasa. Jedynie niewielki silnik Keewaya K-Light 125 przypomina mi, że nie mamy do czynienia ze Sportsterem.
Z drugiej jednak strony – swego czasu Japończycy też szli w tym kierunku i nawet stworzyli własną stylistykę – „Dark side of Japan”. No to czemu nie może być motocykla w stylu „Dark side of China”? Wszystko przecież jest w nim czarne, trochę w połysku, trochę w macie, z minimalnym dodatkiem chromów i aluminium. Całość tworzy bardzo estetyczną kombinację, więc czego się czepiać? Na szczególną uwagę zasługuje tylny błotnik Keewaya, składający się z dwóch części. Ponieważ przepisy homologacyjne dosyć precyzyjnie określają jego kształt, więc konstruktorzy zastosowali prosty wybieg. Część zasadnicza jest krótka, jak w rasowym bobberze, z typową dla tego gatunku tylną lampą. By jednak być w zgodzie z prawem dodano drugą, osobną część z tablicą rejestracyjną i jej podświetleniem.
Oczywiście niczego nie sugeruję przyszłym posiadaczom K-Lighta 125, ale ta dodatkowa część da się bardzo łatwo zdemontować i motocykl od razu prezentuje się znacznie lepiej. Tablice rejestracyjną przecież da się przykręcić gdzieś indziej. Być może i wydech dałoby się rozdłubać, żeby brzmiał odrobinę poważniej.
W stosunku do innych modeli Keewaya, jednostka napędowa nie jest wyjątkowo zaawansowana technicznie czy wysilona. W teorii tego rodzaju maszyny mogą dysponować mocą do 15 KM, tymczasem K-Light 125 ma ich zaledwie 11. W liczbach bezwzględnych różnica jest niewielka, ale patrząc inaczej, Keewaya można by wzmocnić aż o 30% i nadal jeździć na legalu. Jednak niezbyt imponująca moc silnika ma również swoje zalety – jest wyjątkowo oszczędny. Nawet przy ostrym traktowaniu ani razu nie przekroczył granicy 3 l/100 km. Chłodzony powietrzem silnik dysponuje dwuzaworową głowicą, zasilany jest wtryskiem paliwa i współpracuje z pięciobiegową przekładnią. Jednym słowem, jest lekko, łatwo i prosto.
Doszedłem do wniosku, że mały K-Light 125 jest całkiem fajny, może się podobać i z pewnością znajdzie swoich amatorów. Powodów jest kilka. Po pierwsze, kosztuje tylko ułamek tego, co pierwowzór, a przecież nie każdego stać na zakup „amerykańskiej legendy”, nawet w atrakcyjnych ratach czy wyjątkowo korzystnie oprocentowanym leasingu. Poniżej 9000 zł (tyle kosztuje K-Light) z pewnością nie da się kupić Harleya w jednym kawałku, nawet mocno używanego.
| SILNIK | |
| Typ: | czterosuwowy, chłodzony powietrzem, typ QJ157FMI-A |
| Układ: | jednocylindrowy |
| Rozrząd: | OHV, dwa zawory |
| Pojemność skokowa: | 124 ccm |
| Średnica x skok tłoka: | 56,5 x 49,5 mm |
| Stopień sprężania: | 9:1 |
| Moc maksymalna: | 11 KM (7,8 kW) przy 9000 obr./min |
| Moment obrotowy: | 8,9 Nm przy 7500 obr./min |
| Zasilanie: | elektronicznie sterowany wtrysk paliwa Delphi |
| Smarowanie: | pod ciśnieniem/rozbryzgowe, z mokrą miską olejową |
| Rozruch: | elektryczny/kickstarter |
| PRZENIESIENIE NAPĘDU | |
| Silnik-sprzęgło: | łańcuch |
| Sprzęgło: | wielotarczowe, mokre |
| Skrzynia biegów: | pięciostopniowa |
| Napęd tylnego koła: | łańcuch rolkowy |
| PODWOZIE | |
| Rama: | stalowa, podwójna, przestrzenna, kołyskowa |
| Zawieszenie przednie: | widelec teleskopowy, bez możliwości regulacji, skok 120 mm |
| Zawieszenie tylne: | wahacz dwuramienny, dwa amortyzatory gazowo-olejowe, regulacja wstępnego napięcia sprężyn, skok 55 mm |
| Hamulec przedni: | pojedynczy, tarczowy, Ø 280 mm, zacisk dwutłoczkowy, CBS |
| Hamulec tylny: | pojedynczy tarczowy, Ø 240 mm, zacisk dwutłoczkowy, CBS |
| Opony przód / tył: | 90/90-17” / 130/90-15” |
| WYMIARY I MASY | |
| Długość: | 2140 mm |
| Szerokość: | 780 mm |
| Wysokość: | 1100 mm |
| Wysokość siedzenia: | 715 mm |
| Rozstaw osi: | 1440 mm |
| Minimalny prześwit: | 150 mm |
| Masa pojazdu gotowego do jazdy | |
| z pełnym bakiem: | 144 kg |
| Dopuszczalne obciążenie: | 150 kg |
| Zbiornik paliwa: | 11,8 litra |
| DANE EKSPLOATACYJNE | |
| Prędkość maksymalna: | 150 km/h |
| Zużycie paliwa: | 2,8 l/100 km (średnio w trakcie testu) |
| Zasięg: | powyżej 300 km |
| CENA | |
| 8900 zł | |
| Importer: www.motor-land.com.pl |
Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…