Z archiwum ŚM: Suzuki GSF 600 Bandit. Recydywa? Tak! Numer 9/1995

Przy konstruowaniu Ban­dita inżynierom Suzuki wspaniale udało się połą­czyć radość z korzystania z motocykla w najczystszej postaci z tym, co najnowsze w technice motocyklowej. Powrót do korzeni, do mo­tocykla „przejrzystego”, pełnego zagadkowych za­kamarków i instalacji, nieukrytych jednak za plastikowym kokonem owiewek i osłon. Jest Bandit w swo­jej formie motocyklem kla­sycznym, zgodnie z wszel­kimi kryteriami, które związane są z nurtem na­ked bike. Dużo mięśni – żadnego „tłuszczu”, tylko to, co naprawdę potrzebne i niezbędne. 

Przy konstruowaniu Ban­dita zastosowano wiele sprawdzonych już i wyko­rzystywanych w innych motocyklach Suzuki ele­mentów. Jako źródło napę­du służy znany z GSX 600F silnik, który ze swo­imi 89 KM niewiele mógł zdziałać wobec dużo moc­niejszych konkurentów, ta­kich jak Honda CBR 600 czy Kawasaki Ninja ZX-6R. „Odpuszczono” mu jednak, redukując moc do 78 KM, tak że w swojej nowej roli – bywalca nocnych klubów i gwiazdy parkingów pod dyskotekami — spisuje się znakomicie. 

Skorzystanie z gotowych, leżących na półkach elementów zdecy­dowanie potaniło koszty produkcji Bandita, a dalej w równie korzystny sposób wpłynęło na cenę. Dość powiedzieć, że na najbliższym nam rynku w Niemczech GSF 600 kosztuje o 1000 marek mniej od GSX 600F. Nic też dziwnego, że sprze­daż ruszyła z kopyta i, jak na razie, Bandit jest drugim po XV 535 Virago pod względem sprzedanych egzemplarzy motocyklem w Niemczech. 

Również w Polsce Bandit należy do najlepiej sprzedawanych spośród nowych motocy­kli. Oczywiście skala sprze­daży jest o kilka rzędów wielkości mniejsza niż zachodniego sąsiada. U dealerów Suzuki Motor Poland należy wysupłać 10 600 marek, by móc zasiąść za sterami swojego Bandita. Jest to niewiele drożej (ok. 300 marek) w po­równaniu z Niemcami (przy naszym bandyckim cle!). Wszystkie Bandity (również te polskie) objęte są dwu­letnią gwarancją.

Silnik Suzuki Bandit jest bogato użebrowany, a mimo to przed nim znajduje się duża chłodnica oleju

Szkieletem Bandita jest gięta łagodnymi łukami ze stalowych rur podwójna rama kołyskowa. Górne po­dłużnice rozstawione są bardzo szeroko, tak że zbiornik paliwa zdaje się być „otoczony” przez ramę. A wewnątrz niej tkwi naj­bardziej typowy z typowych czterocylindrowy silnik rzę­dowy. No, może pod jed­nym względem jednak nie­typowy. Chodzi o sposób chłodzenia. Drobno ożebro­wany blok cylindrów chło­dzony jest powietrzem, na­tomiast głowica powie­trzem i olejem przetłacza­nym dodatkowymi kanała­mi i oddającym ciepło w słusznych rozmiarów chłodnicy. 

Szesnaście za­worów to już standard w naszych czasach. Mecha­nikom sporo czasu (i ner­wów) zaoszczędzi klasycz­na regulacja luzów zaworo­wych ze śrubkami zamiast coraz częstszych płytek re­gulacyjnych. Silnik kręci się ochoczo i wykazuje ochotę do współpracy już od 2000 obrotów. Charakterystyka silnika pozwala na jazdę w zakresie obrotów od 2000 do 12 000! W całym zakresie pracy silnik nie wykazuje objawów wska­zujących na „dziury w ga­zie”, choć tak naprawdę „bandycki” charakter po­kazuje powyżej 6000 obrotów. 

Naked bike rozebrany. Znaki szczególne: stabilna podwójna rama i  jednoczęściowy układ wydechowy ze stali nierdzewnej

Sześciostopniowa skrzynia biegów zestopnio­wana jest ciasno. Zmiana biegu powoduje spadek ob­rotów silnika o ok. 1000, co przy elastyczności silnika nie czyni na nim specjalne­go wrażenia. Biegi dają się wrzucać łatwo, trochę wię­cej wprawy wymaga znale­zienie luzu. 

Układ napędo­wy pracuje bez stuków i szarpnięć. Jednoczęścio­wy układ wydechowy wy­konany jest ze stali nie­rdzewnej. Zgrabnie ułożone rury wydechowe (unik­nięto plątaniny znanej z Yamahy XJ 600 Diver­sion) schodzą się pod miską olejową silnika. Jednak średnica kolektora jest tak duża, że skutecznie ograni­cza prześwit motocykla, tak że kilka razy udało mi się zawisnąć podczas podjeż­dżania pod krawężnik. 

Pozycja kierowcy nie daje mu powodów do na­rzekań, gorzej jest z pasa­żerem. Szeroka, klasyczna kierownica pozwala na długie jazdy bez zmęczenia rąk i obolałego karku. Oczywiście podczas jazdy z prędkościami używanymi w miastach i drogach doń prowadzących. Przy szyb­kich „przelotach” wychodzi na jaw typowa słabość na­ked bike’a – brak ochrony przed pędem powietrza. Przy 150 km/h ulgę w walce z wichrem przynosi po­łożenie się na baku. 

Zestaw przyrządów jest jak najbardziej klasyczny

Pasa­żer(ka) nie ma łatwego ży­cia. Z pochylonego tylnego siedzenia każde ostrzejsze hamowanie przesuwa go na kierowcę, a jedynym uchwytem jest wątły pasek pomiędzy siedzeniami. .. Schowek pod tylnym siedzeniem ma symboliczne gabaryty. Brakuje w nim miejsca na najmniejszy choćby u-lock, zapakowa­nie okrycia przeciwdesz­czowego wymaga sporo główkowania. Zapakowa­nie bagażu również może nastręczyć trudności. Za­pewne wkrótce pojawią się pierwsze zestawy kufrów podróżnych „dedykowanych” Banditowi, choć ich kon­struktorzy będą mieli twar­dy orzech do zgryzienia z wysoko poprowadzonym tłumikiem i brakiem do­stępnych punktów mocowania. Póki co, pozostaje torba mocowana na zbior­niku paliwa. 

Seryjnie GSF 600 wyposażony jest jedy­nie w boczną podpórkę. Wystarczy jednak „zanur­kować” pod motocykl, by zauważyć gotowe węzły do podwieszenia centralnej podstawki i jej odbojnika. Okazuje się, że podstawka występuje, lecz w wyposa­żeniu dodatkowym – za do­płatą. Póki co można sobie bez niej poradzić, najwyżej do przesmarowania łańcu­cha trzeba będzie użyć po­mocy drugiej osoby. 

Tyle o wadach, teraz o zaletach: na pochwałę zasługuje za­wieszenie Bandita. Stanowi ono idealny kompromis po­między zawieszeniem mo­tocykla użytkowego i spor­towego. Sprężyste, o dużym skoku pozwala bezstreso­wo pokonywać pełne dziur ulice naszych miast, a jed­nocześnie na trasie umożli­wia precyzyjne prowadzenie na szybkich łukach. Nie stwierdziłem, by tak typo­we dla polskich dróg kole­iny czyniły na Bandicie naj­mniejsze nawet wrażenie. Prowadzenie jest pewne, bezproblemowe i daje prawdziwą satysfakcję z jazdy tym motocyklem. 

Silnik GSF 600. W głowicy znajdują się kanały oleju chłodzącego silnik – SACS (Suzuki Advanced
Cooling System)

Równie korzystne wrażenie wywarł na mnie układ ha­mulcowy. Działanie tylnego hamulca tarczowego daje się łatwo kontrolować, co jest szczególnie przydatne w jeździe miejskiej. Przed­ni, dwutarczowy, zapożyczony z dużo szybszej GSX 600F działa w zależności od potrzeby: precyzyjne i skutecznie (kilkakrotnie miałem okazję się o tym przekonać). Czterocylin­derkowe zaciski dysponują pokaźnym zapasem sku­teczności, co w połączeniu z przyczepnością opon Bridgestone Exedra czyni Bandita motocyklem na­prawdę przyjaznym dla kierowcy. 

Reasumując, godziny, które spędziliśmy razem z czerwonym bandytą dro­gowym, uważam za wielce satysfakcjonujące. Bandit sprawował się bez zarzutu w każdych warunkach, czy to na szybkich „przelotach” między miastami, czy też w jeździe po mieście. Mało tego! Sprawdził się nawet jako motocykl terenowy, kiedy to podczas pewnego rajdu służył mi na całej tra­sie, choć znakomitą jej część stanowiły piaszczyste dróżki i leśne dukty. Bandit pokonywał tego typu prze­szkody pewnie, bez niepo­trzebnych uślizgów i jazdy na półsprzęgle. Duży mo­ment obrotowy już przy ni­skich obrotach wyzwalał w silniku odpowiednią ilość energii do krajoznawczych przejażdżek. 

W sylwetce Bandita dominują obłości. Oficjalnie w Europie Bandit nosi symbol GSF 600. N 600 jest symbolem obowiązującym w Azji i obu Amerykach. Do Polski trafia wersja niemiecka z dodatkowym przedłużeniem tylnego błotnika. Odkręciliśmy ten kawał plastiku już pierwszego dnia jazdy

Ale najważ­niejsza jest prezencja Suzu­ki Bandit. Jako konglome­rat nowoczesności z tradycją, lekkości z mocą, Bandit z daleka przyciąga wzrok swą dynamiczną sylwetką. Agresywnie poprowadzona linia ramy i siodła, wyprofilowany zbiornik paliwa i błyszczące chromem „cen­trum dowodzenia” czynią z niego prawdziwą ucztę dla oczu. Bandit nie traci nic ze swojego uroku pod­czas jazdy. Dynamiczny, doskonale prowadzący się, znakomicie spisujący się w każdych warunkach dro­gowych. Są to superlatywy, których nie są w stanie przyćmić drobne manka­menty w wyposażeniu. 

Ko­mu można polecić Suzuki Bandit? Na pewno wszyst­kim tym, dla których bę­dzie to powrót do korzeni czyli odświeżenie dawnych motocyklowych pasji. Na pewno usatysfakcjonuje on tych, dla których nie będzie jedynym środkiem lokomo­cji, ale sposobem na orzeź­wiające spędzanie wolnego czasu. Mówiąc krótko – RE­CYDYWA. 

 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026