Z archiwum ŚM: Honda CBR600F. Lepsze wrogiem dobrego. Numer 10/1995

Na pierwszy rzut oka – CBR jak CBR, a jednak nie dajcie się zwieść szacie, pod spodem kryje się wiele nowego. Niezmieniona pozo­stała tylko koncepcja lekkie­go, zwrotnego i piekielnie szybkiego motocykla o spor­towym zacięciu. Ale wszyst­ko z założenia musi być tu lep­sze niż w modelu ’94. 

Najbardziej spektakular­ną zmianą w silniku było za­stosowanie układu dyna­micznego doładowania silni­ka (Direct Air Induction System). Ten zmyślny układ dostarcza do gaźników po­wietrze pod dodatkowym ci­śnieniem wywołanym ru­chem motocykla. Powyżej chłodnicy znajduje się wlot powietrza do nowego, po­kaźnych rozmiarów airboxa. Ten sposób na zwiększe­nie mocy silnika nie jest ni­czym nowym, jednak po raz pierwszy jego działanie nie ogranicza się do dużych prędkości. Jakby było mało, podwyższono stopień sprę­żania z 11,6 do 12,0. Zarzą­dzanie zapłonem tak podrasowanego silnika wyma­gało użycia mikrokompute­ra, który, w zależności od ką­ta uchylenia przepustnicy i prędkości obrotowej, ustala moment przeskoku iskry na świecy. Do minimum zredu­kowano tarcie wewnętrzne silnika. Nowe tłoki i pierście­nie, lżejsze korbowody i odchudzone do 31,5 mm średnicy czopy wału korbo­wego wpłynęły na zmniej­szenie strat wewnątrz same­go silnika. Tych kilka dodat­kowych, wyciśniętych z sil­nika koni mechanicznych wymagało zastosowania bardziej wydajnej chłodnicy. Miejsce starej, płaskiej, zaję­ła łukowato wygięta, a przy okazji nie zapomniano o chłodzeniu oleju w wy­mienniku ciepła olej-ciecz chłodząca, powiększając je­go gabaryty. 

Piętą achilleso­wą dotychczasowych CBR był hydrauliczny napinacz łańcucha rozrządu. Był on dosyć kapryśny. Teraz jego miejsce zajął zwykły mecha­niczny napinacz. Nowy tłu­mik ma za zadanie sprostać coraz surowszym normom emisji hałasu, nie ogranicza­jąc przy tym w sposób zna­czący mocy silnika. Stąd je­go pokaźne rozmiary i 6 li­trów pojemności. Wszystko to dało w efekcie 100 KM mocy, a przede wszystkim jeszcze szerszy zakres użytecznych obrotów. Do tej po­ry było to od 7 do 12 000 obr./min, teraz silnik ciągnie mocno od 5000 obrotów i kończy na 13 500 obr./min, kiedy to igniter odcina za­płon. 

Dwie wąskie szczeliny nie są wbrew pozorom wlotami powietrza do układu dynamicznego doładowania silnika. Prawdziwy wlot znajduje się znacznie głębiej, nieco powyżej chłodnicy

Towarzyszy temu niezwykła, jak na sześćsetkę, elastyczność i coś, co nazy­wa się kulturą pracy (nie przepadam za tym określe­niem). Tak, silnik CBR600F jest BARDZO kultural­ny! I ciągnie jak 750! Jeśli dodać do tego nową skrzy­nię biegów z ciaśniej zestop­niowanymi przełożeniami i nowym mechanizmem zmiany biegów, całkowicie zmieniony układ cięgieł, no­wy bęben krzywkowy i lep­sze łożyskowanie wałków, dało to precyzyjniejszą i szyb­szą zmianę biegów. 

Zmianom nie oparły się przednie hamulce. Są całkowicie nowe

Geometria podwozia nie została zmieniona. Kosmety­ce poddano natomiast jego komponenty. Przedni wide­lec teleskopowy posiada re­gulację naprężenia wstęp­nego sprężyn i 12-stopniową regulację siły tłumienia. W tylnym zawieszeniu zmie­niono przełożenie dźwigni pośredniej, tak by zwiększyć progresję tłumienia drgań w końcowym zakresie wy­chyleń. Regulacji podlegają naprężenie wstępne spręży­ny i bezstopniowe tłumienie, oraz dobicie amortyzatora. 

Szerokość tylnej felgi wzrosła do 5″. Jest to zasługa drugiej natury CBR600F – rasowego motocykla sporto­wego, mistrza w klasie 600 Supersport. Hamulce CBR600F również świadczą potencjale drzemiącym w tym motocyklu. Podwójne, pływające tarcze o zwięk­szonej do 296 mm średnicy i podwójne zaciski hamulco­we pozwalają precyzyjnie dozować siłę hamowania, a ich skuteczności można tylko pogratulować.

Schemat działania Air Induction System. 1. Wlot powietrza do airboxu
2. Wlot powietrza do przepustnic podciśnieniowych
3. Wlot do komór pływakowych (poniżej 20 km/h)
4. j.w. powyżej 20 km/h

W owiewce modelu ’95 dokonano licznych, acz słabo zauważalnych poprawek. Zwężono ją, obniżono górny zarys szyby, dodano dwa charakterystyczne, wąskie wloty powietrza. Większa wydajność chłodnicy wymo­gła powiększenie otworów wentylacyjnych po bokach silnika. Nowy przedni reflek­tor zapewnia lepsze oświe­tlenie drogi, a przy tym jest lżejszy od starego. Przednie kierunkowskazy przestały być integralną częścią owiewki i są teraz przykrę­cane do dodatkowych wsporników. Wszystko to dla ułatwienia życia startującym w wyścigach. Tam kierun­kowskazy są raczej zbytecz­ne, a odkręcenie ich od mo­tocykla zmniejsza masę o kil­ka cennych dekagramów. 

Jak więc widać, wszyst­kie drobne i niewidoczne zmiany dały w efekcie nowy motocykl. Ziarnko do ziarn­ka…. Niektórzy zarzucają nawet nowej CBR600F, że (z zewnątrz) tak niewiele różni się od poprzedniego modelu. Nie mają racji. Ktoś, kto przesiądzie się z poprzedniej wersji, nie bę­dzie musiał się przyzwycza­jać do nowego motocykla. Zachowuje się w ten sposób ciągłość modelu. No bo w końcu kto powiedział, że­by od razu zmieniać wszystko, co dobre? 

Moje wrażenia

Jazda tym motocyklem to prawdziwa przyjemność. Po dwóch tygodniach inten­sywnej jazdy trudno jest mu cokolwiek zarzucić. Sil­nik: cud współczesnej tech­niki. Ciągnie tak samo bez względu na to, czy kręci się 2000, czy 12 000 razy na minutę. To nie żart. Nie­śmiałym (i początkującym) być może wystarczy tylko dolny zakres obrotów. Silnik pracuje wtedy spokoj­nie, cichutko, a motocyklem jeździ się niczym lekkim skuterkiem. Jest to w moto­cyklach tej klasy (zwykle narowistych i trudnych do opanowania) nieczęsto spo­tykana cecha. 

Nowy, w pełni elektroniczny zestaw przyrządów. Nadajnik impulsów sterujących szybkościomierzem znajduje się w skrzyni biegów

Jak „długi oddech” ma ten silnik, mogłem się przekonać, gdy utknąłem w cholernym kor­ku w jednym z rozkopanych miast Dolnego Śląska. Żar z nieba się leje, miasto nie­znane, wszędzie wykopy, dosyć już miałem przerzu­cania: jedynka, luz, jedyn­ka, luz… Niech już zosta­nie jeden bieg, samym sprzęgłem będę sobie po­magał wydostać się z tego kotła. Dopiero gdy zaczęło się co nieco rozluźniać, ze zdumieniem stwierdziłem, że ruszałem i jechałem ca­ły ten czas na drugim bie­gu! Cudowny „motorek” ru­szał z miejsca bez okazania najmniejszego sprzeciwu czy jakiejkolwiek innej „czkawki”! Ten sam silnik już od 5000 obrotów zaczyna wydawać z siebie wywo­łujący dreszcze ryk i dozna­nia bliższe startowi rakiety niż jeździe pojazdem drogo­wym kupionym w sklepie . „Ciąg” kończy się na czer­wonej kresce przy 13 500 obrotach. To już jednak dla prawdziwie nawiedzonych. Mnie na co dzień wystar­czało 9000-10 000 obro­tów do dynamicznej jazdy. Pozostałe 4000 spokojnie można pozostawić niepo­prawnym ścigantom i cho­rym na przerost ambicji. 

Godne uwagi jest to, jak z silnika pojemności ledwie 600 ccm daje się wyprodu­kować 100 KM, i to jeszcze w tak „cywilizowany” spo­sób. Ten motocykl zdaje się zawsze przyspieszać po od­kręceniu manetki gazu, i to niezależnie od obrotów i wrzuconego biegu… 

Ope­rowanie dźwignią zmiany biegów jest pewne. Biegi wskakują już po krótkim ruchu stopy. Jedynka do 95 km/h, dwójka do 130… nie jest źle. No, ale motocykl to nie tylko sam silnik. Pod­wozie CBR600F daje po­czucie pewności podczas jazdy. Prowadzenie jest pewne, to kierowca wodzi motocyklem, a nie motocykl kierowcą. CBR jest stabilny w każdym zakresie prędko­ści. Równie łatwo manew­rować nim w gęstym ruchu ulicznym, jak na szybkiej autostradzie. Sześćsetka ma jeszcze inną cechę: wy­bacza błędy kierowcy (oczy­wiście z wyjątkiem lekko­myślności). 

Kolejna cecha: zwrotność. Testowana CBR-­ka dowiodła talentu do po­konywania wiraży na gór­skich drogach Karkonoszy i Gór Stołowych. W zakręty CBR600F zdaje się wcho­dzić sama, zbyteczne są ja­kiekolwiek „naginania” i „łamania”. Równie łatwo wychodzi z ostrych zakrę­tów, przy czym cały czas wyczuwa się pokaźny za­pas bezpieczeństwa. Ten motocykl prowadzi się jed­ną ręką! To tak, jakby po­łączyć elastyczność silnika choppera ze zwrotnością motocykla sportowego i wy­godą prowadzenia motocy­kla turystycznego. Niesa­mowite! 

Do tego hamulce. Pewne, skuteczne w dzia­łaniu, pozwalające dokład­nie dozować siłę hamowa­nia. Pozycję kierowcy moż­na uznać za optymalną. Konfiguracja podnóżków i rączek kierownicy nie skłania do jakichkolwiek korekt. Również pasażer znajdzie dla siebie na tylnym siodełku CBR600F wystarczająco dużo miej­sca. 

Jedyne, co można za­rzucić Hondzie CBR600F, to brak schowka z praw­dziwego zdarzenia. Ow­szem, po odjęciu lewej bocznej osłony zyskuje się dostęp do pojemnika z na­rzędziami i maleńkiego schowka, lecz jego pojem­ność wystarczy ledwo na pomieszczenie awaryjnego zestawu do łatania gum. Ale w końcu nie jest to mo­tocykl turystyczny, a spor­towy, i do tego naprawdę rasowy. 

 

KOMENTARZE
Krzysztof Wydrzycki

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026