Pokusa jest rzeczywiście wielka, ale obiecuję, że wcale nie będzie kombatancko. Powiedzmy, prawie wcale.
Do sparafrazowania słynnej rzymskiej maksymy „Navigare…” skłoniła mnie sytuacja sprzed kilku dni. W wolnym tłumaczeniu ująłbym to tak: motocyklowanie jest…
Człowiek jest wolny wtedy, gdy na przykład w wyścigu motocyklowym nie jedzie pierwszy, tylko drugi albo nawet trzeci.
Człowiek stary, a ciągle głupi. Nawet samemu sobie nie może już zaufać.
Rowerzyści nienawidzą samochodziarzy. Samochodziarze nienawidzą motocyklistów. Motocykliści nienawidzą pieszych. Piesi nienawidzą wszystkich.
Człowiek uczy się całe życie. I całe życie musi weryfikować swoje poglądy i wyobrażenia o własnej wiedzy i doświadczeniu.
Nie pytajcie o stawki w branży motocyklowej. Postarajcie się wcześniej wżenić w rodzinę królów fotowoltaiki.
Nie jesteś nikim wyjątkowym dlatego, że zrobiłeś prawo jazdy kategorii A i mkniesz głośnym motocyklem przez miasto.
Czyż dziewięciokrotny mistrz świata z Polski nie brzmiałby lepiej niż jedyny Polak punktujący w serii World Superbike? No wiadomo!
Wraz z pierwszymi ciepłymi dniami, od razu znajdują się rycerze pióra, którzy jeżdżą po nich (nas?) jak po łysej kobyle.