To już nie spekulacje. MotoGP oficjalnie potwierdziło, że od sezonu 2027 runda Grand Prix Australii przenosi się z toru Phillip Island Grand Prix Circuit na nowy uliczny obiekt w centrum Adelajdy. Sześcioletnia umowa obejmuje lata 2027–2032, a inauguracyjna edycja odbędzie się w listopadzie 2027 roku na torze o długości 4,195 km i 18 zakrętach, gdzie motocykle mają osiągać prędkości przekraczające 340 km/h.
Nowy obiekt – Adelaide Street Circuit – będzie pierwszym w historii MotoGP wyścigiem rozegranym w ścisłym centrum miasta. Projekt toru nawiązuje do historycznej ulicznej konfiguracji znanej z czasów Formuły 1, ale zostanie gruntownie przeprojektowany tak, aby spełniać współczesne standardy bezpieczeństwa FIM i MotoGP. Władze Australii Południowej zapowiadają festiwalowe, miejskie Grand Prix – wydarzenie, które ma wynieść doświadczenie kibiców na nowy poziom i przyciągnąć fanów z całego świata.
Tyle, jeśli chodzi o oficjalny komunikat. W mediach społecznościowych i wśród kibiców coraz śmielej pojawiają się głosy, że to symboliczny początek „nowej ery” pod rządami Liberty Media, które niedawno przejęło komercyjne prawa do MotoGP. Amerykański gigant, odpowiedzialny także za globalny rozwój Formuły 1, od początku zapowiadał większe otwarcie na nowe, spektakularne lokalizacje i format wydarzeń bliższy koncepcji sportowego show. Dla jednych to naturalny kierunek rozwoju. Dla innych – wyraźne odejście od korzeni.
Kultowy widok na Phillip Island Grand Prix Circuit
Mocno wybrzmiał komentarz Caseya Stonera, dwukrotnego mistrza świata MotoGP i jednego z największych specjalistów od Phillip Island. Australijczyk, który w królewskiej klasie wygrywał tam sześć razy z rzędu (w latach 2007–2012), nie krył rozczarowania: „MotoGP usuwa Phillip Island z kalendarza! Jeden z najlepszych torów motocyklowych na świecie, który dał nam jedne z najbardziej spektakularnych wyścigów, jakie kiedykolwiek oglądaliśmy – i wciąż to robi – zostaje odsunięty na bok na rzecz wyścigu w Adelajdzie, rzekomo na torze ulicznym… Dlaczego MotoGP usuwa z kalendarza prawdopodobnie swój najlepszy tor? Pozostawię to do oceny każdemu z was” – mówił Australijczyk.
Te słowa trafiają w emocje kibiców. Phillip Island nie był „kolejnym przystankiem” w kalendarzu. To był tor, który współtworzył tożsamość mistrzostw. Szybki, płynny, wymagający odwagi. Z wiatrem, który potrafił wywrócić strategie do góry nogami, i z krajobrazem, który sprawiał, że transmisja telewizyjna wyglądała jak pocztówka z końca świata. Owszem, bywało trudno – październikowa aura rzadko rozpieszczała, a silne podmuchy dawały się zawodnikom we znaki. Ale właśnie ta surowość nadawała wyścigowi charakter.
W dniach 23–25 października wyścig na Phillip Island zamknie niemal trzy dekady historii. Potem MotoGP przeniesie się z klifów i otwartego horyzontu na asfalt miejskich ulic. Jedno jest pewne: sport wchodzi w nową erę. Pytanie tylko, czy w pogoni za miejskim rozmachem i globalnym show nie zostawia za sobą miejsca, które dla wielu było esencją motocyklowego ścigania.
Zdjęcia: Ducati, VR46
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…
Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…
Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…