Najłatwiej byłoby powiedzieć: pech. Bo przecież kluczowy moment niedzieli to obrazek, którego nikt się nie spodziewał – Marc Marquez w końcówce wyścigu nagle przestaje być zawodnikiem walczącym o podium, a staje się pasażerem motocykla z oponą schodzącą z felgi. Zdarzyło się to na pięć okrążeń przed metą, gdy gonił Raula Fernandeza i miał tempo, żeby zaatakować podium. I wtedy wszystko się skończyło – w czwartym zakręcie wyjechał szerzej niż zwykle, przejechał przez tzw. tarkę i uszkodził obręcz tylnego koła.
Marquez mówił po wyścigu, że w tej historii najbardziej boli absurd całej sytuacji: „Jechałem bezpiecznie, ale miałem pecha. Przejeżdżałem przez tę tarkę sto razy w teście i w treningach – i nigdy nic się nie działo. A teraz było tak, jakbym trafił na duży kamień. Poczułem potężne uderzenie i opona po prostu eksplodowała”.
Piero Taramasso z Michelina szybko uciął spekulacje o wadzie opony. Według niego problem wynikał z kombinacji bardzo wysokiej temperatury toru i „agresywnych” tarek na torze w Buriram. Przez cały weekend zespoły wracały do garaży z powyginanymi obręczami po podobnych uderzeniach. Według Michelin materiał obręczy jest stosunkowo miękki, dlatego przy mocnym uderzeniu w tarkę może się odkształcić, co prowadzi do utraty ciśnienia w oponie. „Marc powiedział nam, że jedynym błędem był szeroki wyjazd. Uderzył w tarkę, obręcz się wygięła, powietrze uciekło i opona zeszła z felgi” – tłumaczył Taramasso.
Michelin zwracał przy tym uwagę, że podobne sytuacje zdarzały się już wcześniej w trakcie weekendu. Jorge Martin w sprincie uderzył w tarkę w podobnym miejscu, co doprowadziło do wygięcia obręczy i powolnej utraty ciśnienia w przedniej oponie. W przypadku Marqueza powietrze zeszło jednak natychmiast, co momentalnie zakończyło jego udział w wyścigu.
Davide Tardozzi przyznał, że w swojej karierze w MotoGP nie widział podobnej sytuacji. „Marc najechał na tarkę w czwartym zakręcie i uszkodził obręcz. Dlatego stracił powietrze i musiał się zatrzymać. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział coś takiego” – powiedział szef zespołu Ducati. W momencie awarii Marquez był zresztą jednym z najszybszych zawodników na torze i systematycznie odrabiał straty do czołówki. Tempo w końcówce wyścigu sugerowało, że walka o podium była bardzo realna.
Pechowa awaria Marca Marqueza w GP Tajlandii 2026.
Problem polega na tym, że awaria Marqueza była tylko najbardziej spektakularnym elementem znacznie większego problemu Ducati w Tajlandii. Jeszcze przed weekendem część zawodników sugerowała, że Buriram może być trudnym miejscem dla Desmosedici ze względu na tylną oponę o wzmocnionej konstrukcji karkasu. To właśnie ten model Michelin stosuje na torach o dużym obciążeniu przy przyspieszaniu. Sztywniejsza konstrukcja zmniejsza odkształcenie opony i powierzchnię styku z asfaltem, co oznacza mniej przyczepności przy hamowaniu i wyjściu z zakrętu.
„Naszym problemem jest to, że motocykl gorzej skręca. Przez to trudniej kontrolować tylną oponę przy przyspieszaniu” – przyznał Pecco Bagnaia. Dla dwukrotnego mistrza świata weekend był wyjątkowo frustrujący. W kwalifikacjach nie awansował nawet do Q2 i ostatecznie musiał startować z 13. pola. W sprincie oraz w niedzielnym wyścigu był dwukrotnie dopiero dziewiąty. „Byłem ostatnim zawodnikiem Ducati, więc zdecydowanie pojechałem najgorzej. Tak naprawdę nie mogłem naciskać – cały czas tylko kontrolowałem tylną oponę” – mówił.
Co ciekawe, Ducati zna już ten scenariusz. Podobne odczucia pojawiały się w zeszłym sezonie, gdy Michelin przywoził oponę o podobnie sztywnej konstrukcji karkasu. Podczas ubiegłorocznej rundy w Indonezji na Mandalice część zawodników Ducati także narzekała, że motocykl trudniej skręca i nie zachowuje się tak przewidywalnie przy wejściu w zakręty. Jednocześnie nie jest to reguła – na przykład na Red Bull Ringu w Austrii, gdzie Michelin również stosował wzmocnioną konstrukcję tylnej opony, Desmosedici potrafiło wygrywać. To sugeruje, że problem nie leży wyłącznie w samej oponie, ale w jej połączeniu z charakterystyką konkretnego toru i warunkami przyczepności.
Uwagę na to zwracał też Bagnaia i podkreślał, że nie można wszystkiego zrzucać na opony. „To bardzo dobry tor dla Ducati i zawsze tu wygrywaliśmy. Z tą konstrukcją opony także. Ale tym razem było trudniej. Inni zrobili krok do przodu, a my krok do tyłu” – przyznał Włoch.
Ducati po raz pierwszy od 88 rund bez chociaż jednego zawodnika na podium w niedzielę.
I właśnie to może być dla Ducati najbardziej niepokojące. Bo w Tajlandii najszybszym motocyklem w stawce nie było Desmosedici. Była nim Aprilia. Marco Bezzecchi wygrał wyścig, a aż cztery motocykle RS-GP znalazły się w pierwszej piątce. To pierwszy taki wynik Aprilii w historii MotoGP i bez wątpienia rezultat, który jeszcze kilka lat temu byłby czymś niewyobrażalnym.
Marc Marquez nie miał wątpliwości, kto w ten weekend zrobił największą różnicę. „Jeśli widzisz cztery Aprilie z przodu, to znaczy, że to Aprilia robi różnicę” – przyznał Hiszpan.
Jednocześnie dla Ducati niedziela w Buriram miała jeszcze jeden historyczny wymiar. Tyle że negatywny. Wyścig w Tajlandii zakończył serię aż 88 kolejnych rund MotoGP z przynajmniej jednym zawodnikiem Ducati na podium. Ostatni raz sytuacja, by w TOP 3 królewskiej klasy nie było żadnego motocykla z Borgo Panigale, miała miejsce podczas GP Wielkiej Brytanii w 2021 roku.
Efekt jest taki, że po pierwszej rundzie sezonu Ducati zajmuje dopiero trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. To najniższa pozycja Włochów po inauguracji sezonu od ponad dekady. Najlepszym zawodnikiem na Desmosedici (w „generalce) jest na razie Fabio Di Giannantonio, który w Tajlandii był szósty. To jednak nie koniec niespodzianek, bo liderem tabeli jest Pedro Acosta. Co ważne, GP Tajlandii sugeruje, że to raczej Acosta „ciągnie” KTM-a, niż że cały projekt zrobił nagle ogromny krok naprzód – drugi najlepszy zawodnik „Pomarańczowych” był około pół sekundy wolniejszy od Hiszpana.
Czy to oznacza zmianę układu sił w MotoGP? Niekoniecznie. Buriram jest jednym z torów, gdzie Michelin stosuje szczególnie sztywną tylną oponę, która historycznie nie była najmocniejszą stroną Ducati. Z kolei dla Aprilii – motocykla słynącego z płynnego pokonywania zakrętów – takie warunki mogą być wręcz idealne.
Czy to będą dwaj główni aktorzy sezonu 2026 MotoGP?
Warto też pamiętać o jeszcze jednej kwestii – sam Marc Marquez wciąż nie jest w pełni sił. Hiszpan wraca do formy po poważnej kontuzji barku z końcowej fazy poprzedniego sezonu, a w Buriram było widać, że jedzie bardziej zachowawczo niż zwykle. To oznacza, że wciąż nie widzieliśmy pełni jego możliwości na nowym Ducati. Można spekulować, że na ocenę prawdziwej formy Hiszpana i jego zgrania się z GP26 przyjdzie nam jeszcze poczekać – prawdopodobnie do rundy w Jerez pod koniec kwietnia.
Dlatego w Borgo Panigale nikt jeszcze nie wpada w panikę. „Buriram to bardzo dobry tor dla Ducati i zawsze tu wygrywaliśmy. Tym razem było trudniej, ale jestem przekonany, że wrócimy tam, gdzie jest nasze miejsce” – zapewnia Bagnaia.
W MotoGP jeden weekend potrafi jednak zmienić narrację całego sezonu. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że Ducati pozostanie niekwestionowanym punktem odniesienia dla całej stawki, przynajmniej do czasu zmiany przepisów w 2027 roku. Po GP Tajlandii pojawiło się pytanie, które jeszcze niedawno brzmiałoby niemal absurdalnie: czy konkurencja – a w szczególności Aprilia – wreszcie dogoniła Ducati?
Zdjęcia: MotoGP, Ducati
Przeczytaj też:
Bydgoski Kartodrom już w ten weekend przyciągnie czołówkę zawodników Pit Bike SM z całej Polski!…
Wyobraź sobie, że wstajesz rano po zawodach, a Twoje zdjęcie jest dosłownie wszędzie. Udostępniają je…
O ile pierwszy tydzień tegorocznej edycji Isle of Man Tourist Trophy upłynął pod znakiem pogody…
Czy po zdominowaniu rywalizacji na Mugello, Aprilia utrzyma impet także na Węgrzech, gdzie rozegrana zostanie…
Wtorek na Wyspie Man upłynął pod znakiem kiepskiej pogody. Na ten dzień zaplanowano trzy wyścigi, ale…
Podczas gdy sezon nabiera rumieńców i coraz bardziej sprzyja motocyklowym przygodom, oddajemy w Wasze ręce…