Wiktor Paul – skazany na motoryzację

Lech Potyński: Czy urodziłeś się w samochodzie? Jak wspominasz pomieszkiwanie z Tatrą?

Wiktor Paul: Choć wszystko na to wskazuje, prawda jest tu dość banalna. Urodziłem się, jak większość ludzi, w szpitalu. Jednak od kiedy z niego wyszedłem i zostałem włożony do Wartburga 353 Tourist, moje życie zostało ostatecznie związane z samochodami i motocyklami. Nie miałem tu żadnego wyboru, ponieważ zabytkowa motoryzacja królowała w naszym domu. Już w wózku miałem kierownicę, którą zawzięcie kręciłem. Ta sama kierownica wylądowała wkrótce w Romecie Agatka. Pierwszym moim pojazdem spalinowym był mały BMX z wózkiem bocznym, który miał nad tylnym kołem drugi widelec, a na nim silnik Gnom. Jeżeli akurat odpalał, to jechałem tym wehikułem do przedszkola. Do dziś walczę z tym Gnomem. Właśnie padła cewka.Mieszkania z Tatrą nie pamiętam z dość prostej przyczyny – wtedy jeszcze nie było mnie na świecie. Tata remontował ją normalnie, w mieszkaniu w bloku. Zajmowała cały pokój, więc nie było już miejsca na dziecko. Remont dobiegł końca, Tatra została wyciągnięta przez okno i wtedy nastałem ja. Pamiętam za to mieszkanie z Bianchim: zabytkowe meble, choinka, gdyż akurat były święta, a z boku zwinięty dywan i rozgrzebany silnik. Tata woził Bianchiego po mieszkaniu na mojej deskorolce. Pamiętam, że pękło w niej kółko i strasznie płakałem.

L.P.: Karierę „wetarańską” zaczynałeś z wysokiej półki. Czy Tatra i Bianchi nie przerosły cię mechanicznie?

W.P.: Zawsze z ogromnym szacunkiem podchodziłem do zabytkowych pojazdów. To nie był strach, raczej podziw i świadomość tego, jak trudno zdobyć do nich części. Tata, któremu zawdzięczam fascynację weteranami, umarł niestety za wcześnie, gdy miałem 12 lat. Nie zdążył przekazać mi swojej wiedzy. Zostałem więc z tym bałaganem motoryzacyjnym sam. Najpierw zabrałem się za Bianchiego. Uczyłem się go „kopać”, a potem z wypiekami na twarzy jeździłem po terenie Muzeum Techniki w fabryce Norblina. Zostało to nawet uwiecznione w numerze 6/97 Świata Motocykli.Potem przyszła kolej na Tatrę. Pamiętam, jak wróciłem kiedyś z obozu, a smutna Mama mówi, że Tatra się zepsuła i nie odpala. Pół klubu pchało ją godzinę po „Norblinie”, gdzie wówczas swoją halę miał Automobilklub Polski – i nic. Od razu tam pojechałem i normalnie: odkręciłem kranik, przelałem gaźnik, pokręciłem kilkanaście razy korbą, zakręciłem kranik, przestawiłem zapłon i ręczny gaz, otworzyłem wolny wydech i kranik, ustawiłem sprężanie na lewy cylinder, pociągnąłem łańcuszek ssania i szarpnąłem korbę do góry. Posłusznie odpaliła. 

Po jakimś czasie przestało działać sprzęgło. To już była dla mnie wycieczka w nieznane. Pomału odkręcałem jednak kolejne śruby, aż silnik wytoczył się z budy na przednich kołach. W wielotarczowym sprzęgle konstrukcji motocyklowej wyrobiły się zęby na wieloklinie. Ku mojej radości, wszystko udało się poskładać z powrotem i działa do dziś. Oczywiście w międzyczasie przybywało mi pojazdów, które pozwoliły mi okrzepnąć w temacie mechaniki. 

L.P.: Twoje kolejne motorowery i motocykle? Wolisz duże czy małe? „Zardzewialce” czy odnowione na błyszcząco?

W.P.: Mam niestety taką przypadłość, że nie umiem sprzedawać, a graty mnie lubią i same mnie znajdują. Większość z nich cały czas mam, a kolekcja się powiększa. Są więc Jawy 50, Komary i Simson SR 1, a na co dzień jeżdżę Vespą PK, Yamahą SR 500 albo motorowerem na pedały, który jest mieszaniną Piaggio Bravo i Jawy Babetty. Często na ograniczanie nadmiaru „skarbów” dobrze wpływa żona. Akurat moja jest córką znanego kolekcjonera Leszka Kuta, który ma wiele motocykli (np. Sokoły 600 i 125) oraz przedwojennych samochodów, więc dla Pauliny jest to całkiem normalne. Co więcej, w wianie wniosła pięknego, limonkowego Rometa Polo, a na ślub dostaliśmy dla żartu ramę od motorynki. Po tygodniu już jeździła.Ze względu na moją miłość do pięćdziesiątek relatywnie długo nie miałem prawa jazdy, a gdy już je zrobiłem, wiele osób mówiło mi, że więcej nie wsiądę na motorower. Nic bardziej mylnego. Ja zwyczajnie nie mam parcia na ciężkie maszyny i szalone pojemności. Wyremontowałem Peugeota P 55 (opis w Świecie Motocykli nr 08/2018, przyp. red.), który ze 125 ccm oddaje całe 4 KM. Od pędu i wyścigów zdecydowanie wolę spokojne peregrynowanie, a od zgiętych pleców pozycję jak na stołku.

Najbardziej lubię pojazdy „prawdziwe”: zachowane ze wszystkimi wgniotkami, ryskami, spłowiałym lakierem, pokazujące swoją historię. Ktoś kiedyś, przez te wszystkie lata, jeździł tym pojazdem, kochał go i nienawidził. Nie można tak nagle tego przekreślić i po prostu położyć nowy lakier, szparunki i chromy. Oryginał jest tylko raz. 

L.P.: Twój ulubiony pojazd? Mam nadzieję, że nie bus VW pędzony olejem po frytkach…

WP.: Ale ja bardzo lubiłem mojego T3 na frytkach! To był fantastyczny pojazd. Moim faworytem jest oczywiście Tatra 12, ale w ostatnich latach popłynąłem w stronę jednośladów. Nie mam jednego ulubionego. Na dojazdy do pracy w centrum miasta najlepszy jest motorower na pedały, nic się skuteczniej nie przeciśnie. Na niedzielne przejażdżki, tak do 300 km, Yamaha SR 500, a ostatnio do jeżdżenia bez sensu po mieście – Lambretta. Nie oznacza to oczywiście, że zapominam o reszcie stadka.

L.P.: Wolisz spawarkę, szlifierkę kątową czy tokarkę? Jakieś alternatywne projekty motoryzacyjne? Dłubanie i konstruowanie czy jazda? Co sprawia ci większą przyjemność?

W.P.: Najbardziej lubię proste narzędzia: pilnik, młotek czy bukfel, jednak kręci mnie każdy sposób obróbki metalu, więc nie stronię też od spawarki i diaksa, a skrycie marzę o własnej tokarce. Gdy ukończyłem Peugeota zauważyłem z przerażeniem, że najwięcej radości miałem z samej odbudowy i tych wszystkich śledztw typu „od czego wziąć łańcuch pierwotny” (w Maździe 121 jest identyczny) czy z wycinania piłą włosową kanałów w tłoku, bo przecież nie można kupić nadwymiarowego.Nie jest jednak tak źle. Ja po prostu muszę mieć cały czas zajęcie, otwarty projekt, jakiś remont, o którym myślę, kwestie do rozgryzania. To zapewnia mi równowagę psychiczną i daje ogrom radości. To jest mój „normalny” stan – jakiś remont w trakcie. Na szczęście nadal uwielbiam jeździć. W tym dziwnym sezonie, kiedy tylko mogłem, wyciągałem z garażu Lambrettę. To mój najnowszy pojazd i gęba nie przestaje mi się śmiać gdy na nią siadam. 

L.P.: Coś na temat  Automobilklubu i „Stada Baranów” oraz twojej aktywności jako działacz i organizator imprez?

W.P.: Ja jestem dzieckiem Automobilklubu Polski, a konkretnie sekcji zabytków. Chodziłem na zebrania w czasach, gdy nie widziałem jeszcze, co leży na stole. Ganialiśmy się wokół niego z Patrykiem (Mikiciukiem, przyp. red.) i wspinaliśmy na ścianę z cegieł, która była na korytarzu siedziby na Nowym Świecie. Naturalne było więc dla mnie nie tylko uczestniczenie w tym życiu i rajdach, ale też organizowanie.Pierwsze rajdy zaczęliśmy robić, kiedy miałem jakieś 18 lat. Poznałem wtedy grupę „syreniarzy”. Zaprzyjaźniliśmy się i najpierw jako sekcja młodych, a później już jako „Stado Baranów”, bo taką nazwę przyjęła ta kolorowa banda, reaktywowaliśmy okręg warszawski zabytków. Po mistrzostwach okręgu przyszedł czas na organizowanie rund Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych i w końcu naszej koronnej imprezy – Festiwalu Nitów i Korozji. Teraz hoduję następców – synów Gucia i Ignacego – więc mam mniej czasu na robienie rajdów, ale mam nadzieję, że już niedługo wrócę do gry. 

KOMENTARZE
Lech Potyński

Od samego początku w „Świecie Motocykli”. To on, w zaciszu bielańskich garaży, wspólnie z Erwinem Gorczycą, Robertem Więckiewiczem i Krzysztofem Wydrzyckim składał pierwszy numer naszego magazynu. Miłośnik oldtimerów. Niezłomnie wierzy, że uda mu się uzbierać wszystkie stare rzeczy świata.

Recent Posts

TOP Tygodnia: Spowiedź niegeriatryczna, Ściganie na nakedach… – O czym czytaliście najchętniej w ostatnich dniach?

Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…

23 lutego 2026

MotoGP: Co wiemy po testach w Tajlandii?

Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…

22 lutego 2026

WSBK: Nicolo Bulega z hat-trickiem w Australii. Czy tak będzie wyglądał cały sezon?

Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…

22 lutego 2026

Używane Suzuki VZ1500L0. Nawet nie próbujcie mnie zatrzymać

Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…

21 lutego 2026

Nowy Kawasaki Brute Force 450 EPS na rok 2026

Na rok 2026 gama ATV Kawasaki powiększa się o nową wersję modelu Brute Force 450…

21 lutego 2026

Honda Adventure Roads 2026 – Krótsze wyprawy, więcej motocyklistów

Program Honda Adventure Roads w 2026 roku zmienia charakter – zamiast jednej ekstremalnej ekspedycji pojawią…

21 lutego 2026