Na skróty:
Motocykle Moto Guzzi kojarzą nam się dzisiaj jednoznacznie z charakterystycznym i niezbyt często spotykanym układem cylindrów – poprzecznym V2*. Mało kto pamięta, że w swoich początkach ten włoski producent specjalizował się konstrukcjach jednocylindrowych (chociaż próbował też innych wielocylindrowych układów) i dopiero V7 skutecznie i chyba na zawsze wygryzł je z oferty firmy. Było to tak dawno temu, że już mało który z motocyklistów pamięta tamte wydarzenia, a poprzeczne V, mimo upływu dekad, cały czas ma się dobrze.
*Puryści motocyklowi będą twierdzić, że to V w układzie wzdłużnym (oś wału silnika jest zgodna z osią symetrii motocykla), jednak popularnie nazywamy go „fałką poprzeczną” i taką nomenklaturę stosuję w artykule.
Pojawienie się w ofercie Moto Guzzi silników V2 nie było dziełem przypadku. Być może nawet do dzisiaj firma z Mandello produkowałaby klasyczne single (chociaż zapewne wcześniej by splajtowała), bo rzeczywiście była bardzo przywiązana do tradycji, jednak w pewnym momencie nastąpił gwałtowny zwrot historii. Gdy w roku 1966 prawa własności firmy, która popadła w tarapaty finansowe, przeszły z rąk założycieli – rodziny Parodi – na rzecz państwowego koncernu SEIMM ( (Società Esercizio Industrie Moto Meccaniche), postanowiono wprowadzić radykalne zmiany i nie tylko przewietrzyć nieco gamę modelową, ale także zmienić swoją filozofię. Na początku lat 60. inżynier Moto Guzzi, Giulio Carcano, zbudował na potrzeby wojska zupełnie nową jednostkę napędową w układzie V, z kątem rozwarcia cylindrów 90º. Silnik był stosowany w dosyć dziwacznej konstrukcji terenowego pojazdu trójkołowego: Autoveicolo Da Montagna.
Jednym słowem, historia modelu V7 jest niemal tak stara, jak węgiel. Łatwo policzyć, swoją premierę miał 55 lat temu, czyli wtedy, gdy większości z czytelników zapewne nie było jeszcze na świecie. Równie stary „modelowo” może być chyba tylko Harley Electra Glide, który na rynku oferowany jest dokładnie od tego samego roku. Tyle tylko, że Harley uruchamiany był już wtedy z elektrycznego rozrusznika (stąd właśnie nazwa „Electra”), a Moto Guzzi jeszcze z kopniaka.
Złośliwi twierdzą, że od tamtej pory niewiele się zmieniło w konstrukcji Gutka V7 (o Electrze zapewne też można było to powiedzieć, do momentu wprowadzenia chłodzenia silnika cieczą), ale nie jest to prawdą. Po prostu maszyna rozwijała się na drodze powolnej ewolucji. Podobną drogą idzie jeszcze kilka innych marek, jak Royal Enfield czy Ural. O ile jednak o motocyklu z Indii można powiedzieć, że ma się całkiem nieźle, to zasłużona rosyjska firma wyraźnie chyli się ku upadkowi. Zdaje się nawet, że przechwycona została przez kapitał amerykański. Tymczasem Moto Guzzi wydaje się być na fali wznoszącej.
Mało? Po ponad półwieczu motocykl oczywiście wygląda trochę inaczej, ale gdyby postawić obok siebie pierwsze V7 i obecne, dziadek nie mógłby wyprzeć się wnuka. Mało tego, podstawowe parametry silnika, oscylujące wokół 50 KM, też specjalnie nie uległy zmianie. Ze zdziwieniem odkryłem że współczesny motocykl dysponuje mocą w zasadzie identyczną jak pierwowzór. To się dopiero nazywa przywiązanie do tradycji! Dopiero najnowsza generacja V7, ta zaprezentowana na sezon 2021, wyraźnie zrywa z linią 50 kucyków i wynosi te motocykle na nowy poziom, ciągle jednak bardzo mocno trzymając się starych, dobrych wzorców.
Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…