Categories: Felietony

Motocykl po polsku

Wydaje się, że warto w takich rozważaniach wziąć udział i chcąc, nie chcąc, dolać kilka kropel oliwy do ognia. Bowiem moje zdanie w tym zakresie jest dosyć stanowcze – bardzo dobrze się stało, bo te pojazdy nikomu do niczego nie były już potrzebne, a widoki na rozwój konstrukcji motocyklowych w naszym kraju były w zasadzie żadne. Rozumiem oburzenie, które po tym obrazoburczym zdaniu pojawi się u niektórych czytelników, ale postaram się zaraz tezę udowodnić. Muszę jednak zacząć od początku.

Miałem w życiu kilka Wuech i Fumek – wspominam te motocykle miło, bo rzeczywiście skonstruowane były bardzo porządnie. I nawet jeździły dosyć przyzwoicie. Przyzwoicie oczywiście jak na weterana, bo tylko w takich kategoriach można było te motocykle rozpatrywać już w momencie ich powstawania. Mimo że jeszcze w roku 1985 schodziły z taśm produkcyjnych, to były dramatycznie przestarzałe, bo ich zasadnicza koncepcja niewiele różniła się od pierwowzoru, czyli DKW RT 125 – motocykla wymyślonego jeszcze grubo przed II wojną światową.

I cóż z tego, że zamiast sztywnej ramy założono z tyłu teleskopy, zamiast pojedynczego dupoklapa zainstalowano dwuosobową kanapę, dołożono czwarty bieg, a instalacja elektryczna miała 12 V? To w ciągu dalszym była tylko nieco przekonstruowana Dekawka. Przypomnę, że w momencie gdy zaprzestawano produkcji tych motocykli, pierwsze egzemplarze Hondy CB 750 stawały się już klasykami z ponadpiętnastoletnim stażem. A różnica między tymi konstrukcjami była mniej więcej taka, jak między kajakiem z dykty a promem kosmicznym. Ale żeby nie stawiać aż tak skrajnych porównań, przybliżmy się nieco do rzeczywistości. Co starsi motocykliści pamiętają jeszcze MZ-ki z lat 80. Mimo że także dwusuwowe i jakby nie było, socjalistycznej proweniencji, prezentowały się nieco bardziej współcześnie, zarówno technologicznie, jak i od strony wzornictwa. Tymczasem w końcowych latach produkcji WSK, mimo mnogości oferowanych modeli, zalegały stadami wszelkiego rodzaju Geesy i Bomisy i jakoś nie znajdowały wielu nabywców. Były bowiem synonimem Wiejskiego Sprzętu Kaskaderskiego i służyły jedynie jako środek transportu wszystkim tym, których nie było stać na samochód.

A gdy na rynku pojawił się Maluszek 126p, zwyczajnie przestały być potrzebne i straciły rację bytu. Zapewne można było produkować je dalej, tylko że ze zbytem był coraz większy kłopot. Z ekonomicznego punktu widzenia istniały więc dwie możliwości: albo zacząć produkować motocykle konkurencyjne dla reszty świata i szukać rynków zbytu za granicą, albo zaprzestać produkcji. Wybrano drogę łatwiejszą, a w zasadzie wydaje się jedyną realną.

Bo nowoczesne i innowacyjne konstrukcje nie biorą się nagle z powietrza, tylko przeważnie są wynikiem wielu lat pracy, badań, doświadczenia inżynierów i robotników, a przede wszystkim potencjału finansowego. Trudno jest mi dzisiaj wyobrazić sobie polską nowoczesną konstrukcję motocyklową w latach 80., kiedy nie potrafiliśmy sobie radzić z samochodami, gdzie przecież nakłady na rozwój są nieporównywalnie większe. Jakoś nie przypominam sobie krajowych produktów z tamtych lat z wałkami rozrządu w głowicy. Nie chcę tu umniejszać wiedzy, talentów i wyobraźni naszych inżynierów-konstruktorów i wierzę, że na ich deskach kreślarskich powstawały całkiem udane konstrukcje, ale od samego projektu do jego wdrożenia jest jeszcze wiele etapów i bardzo długa droga.

W moim mniemaniu technologicznie nie byliśmy w owym czasie w stanie produkować nowoczesnych motocykli, a świat zwyczajnie już nie potrzebował (oczywiście poza muzeami i kolekcjonerami) więcej eksponatów dekawkopochodnych. Teza o możliwości wejścia w kooperację z Japończykami mogłaby urodzić się jedynie w głowach współczesnej młodzieży nieobeznanej z realiami „obozu socjalistycznego”, a poza tym jaki mogliby mieć w tym interes Japończycy, gdy już w owym czasie produkowali dla nich Chińczycy? Doskonałym przykładem na to, co mogło stać się z naszą produkcją motocyklową, gdybyśmy jej nie zaniechali, są właśnie zakłady MZ. Dogorywały jeszcze wiele lat i mimo najszczerszych chęci właścicieli i ogromnych pieniędzy pakowanych w przedsięwzięcie, zakończyło się to klapą. A pamiętajmy, że potencjał drzemiący w MZ-kach był jednak sporo większy niż w naszych poczciwych Wuechach. Tworzenie legendy o zamordowaniu naszego przemysłu motocyklowego przez włodarzy PRL wydaje się więc mocno przesadzone. Bo w rzeczywistości skazany był on na zagładę od momentu powstania i aż dziw, że tak długo wytrzymał. To, że w latach świetności produkowaliśmy setki tysięcy małych dwusuwowych motocykli, to dopiero fragment sukcesu. W tym samym czasie nie powstawały bowiem żadne nowe konstrukcje, które mogłyby zainteresować kolejne pokolenia motocyklistów.

I wszystko wskazuje na to, że nasz przemysł motocyklowy nigdy się już nie odrodzi, bo przespaliśmy ostatnie pół wieku i zwyczajnie nie mamy światu nic ciekawego do zaoferowania w tej dziedzinie.

KOMENTARZE
Tekst Lech Potynski

Recent Posts

CFMOTO 1000MT-X. Chińskie motocykle już niczego nie kopiują

W ostatnich latach Chińczycy wykonali ogromny postęp w kwestii motoryzacji. Jednym z najciekawszych przykładów wykorzystania…

10 kwietnia 2026

MotoGP: Aleix Espargaro kontuzjowany! Czy to koniec jego kariery jako testera Hondy?

Czy to już koniec kariery testera dla Aleixa Espargaro? Poważny wypadek podczas kwietniowych testów w…

10 kwietnia 2026

Motocykle dla oszczędnych – tanie w zakupie i tanie w eksploatacji

Żyjemy w czasach, kiedy miasta są przepełnione, a przy wystarczająco nieszczęśliwym zbiegu okoliczności wykres cen…

8 kwietnia 2026

Rynek motocykli w Polsce – marzec z wynikiem, jakiego jeszcze nie było

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego opublikował dane dotyczące rejestracji nowych motocykli i motorowerów w marcu. Wiosenna…

8 kwietnia 2026

Prawo jazdy na motocykl. Którą kategorię wybrać i jak nie przepłacić?

Chcesz zrobić prawo jazdy na motocykl i zastanawiasz się, od czego zacząć? Lepiej dobrze się…

8 kwietnia 2026

Ardie RBU 503 Noris. Maszyna z długą podwarszawską historią

W polskich warunkach niezbyt często zdarza się, żeby można było w pełni, w sposób udokumentowany,…

8 kwietnia 2026