W połowie listopada Marc Marqez udzielił wywiadu w programie sportowym „El Larguero” hiszpańskiej stacji radiowej Cadena SER. Niby nic wielkiego. W końcu chłop w spektakularnym stylu wywalczył kolejny tytuł mistrzowski i to po kilku latach wyścigowej posuchy. Posuchy zakończonej rozstaniem z Hondą i sezonem jazdy dla Gresini Racing bez wynagrodzenia. Wcześniej wygrywał niemalże hurtowo. Jasne, za zdjęcie z wyścigowego piedestału Valentino Rossiego można go lubić lub nie. Przyznać jednak trzeba, że talent Hiszpana wykracza daleko poza możliwości nie tylko byłych, ale i aktualnych konkurentów.
W wywiadzie zaskoczyły mnie dwie rzeczy. Marquez pierwszy raz w tak otwarty sposób skomentował relację z Rossim, podsyconą w końcówce sezonu krótkim filmem o pamiętnym wyścigu na torze Sepang w 2015 roku. Zapytany o to, czy przywitałby się z Valentino, odpowiedział: „Nie i nie będę kłamał. […] Nie obchodzi mnie, co Rossi myśli. […] On mnie nie potrzebuje, a ja nie potrzebuję jego. Jednak wyścigi motocyklowe potrzebują nas obu”. Jak widać nawet praca Marqueza i zespołu Rossiego pod skrzydłami Ducati nie zdołała zmniejszyć napięć.
W dalszej części wywiadu Marc opowiedział anegdotę o taksówkarzu wiozącym go do studia. Pan zapytał go, czy jest pracownikiem stacji radiowej i czy wszyscy muszą tam pracować w święto. Niby śmiesznie, ale trochę wcale. Przypomnę, że rzecz działa się w Hiszpanii, a dokładnie w Madrycie. W 2010 roku, kiedy Marquez zdobywał tytuł w klasie 125 cm3, nie mógł spokojnie przejść po ulicy bez próśb o zdjęcie czy autograf. Dziś, z dziewięcioma tytułami na koncie, może spokojnie wsiąść do taksówki, bo wyścigi motocyklowe straciły swój dawny impakt społeczny. Ktoś powie, że rundę w Walencji odwiedziło rekordowe 200 000 tysięcy kibiców. To prawda. Prawda pokazująca, że włodarze mistrzostw świata potrafią skutecznie nęcić zagorzałych fanów wyścigów. Spory wpływ na to ma sobotni sprint, czy atrakcje związane z możliwością bliskiego spotkania zawodników.
A co z okazjonalnymi oglądaczami czy dotarciem do nowych fanów motocyklizmu? Tu rzecz ma się zupełnie odwrotnie. Jeszcze dziesięć lat temu w Hiszpanii można było oglądać MotoGP w otwartych kanałach telewizyjnych. Ostatni wyścig sezonu 2015 oglądało ponad 6 milionów widzów. Średnia oglądalność była na poziomie 2-3 milionów widzów na rundę. Co zmieniła płatna subskrypcja? W 2017 średnia oglądalność spadła do 359 tysięcy widzów, a w 2022 do zaledwie 296 tysięcy widzów. Odbicie nastąpiło w 2023 roku, gdy niektóre wyścigi pokazano w otwartym kanale TVE. Średnio w płatnej i darmowej telewizji pojedynczą rundę oglądało 1,1-1,4 mln widzów. Wciąż daleko do rekordu, ale była nadzieja. W 2025 miało być tylko lepiej. Dorna zgodziła się na transmitowanie wybranych rund nie tylko w otwartej, ale i publicznej telewizji. Finał w Walencji obejrzało łącznie 1 066 000 widzów. Ta sama runda, teoretycznie atrakcyjniejsza przez sobotni sprint, 10 lat różnicy i prawie o 5 milionów mniej widzów. Tego samego dnia, futbol amerykański, sport bez żadnych tradycji w Hiszpanii, przyciągnął przed telewizory niewiele mniej, bo 759 000 widzów.
Polsat nie udostępnia danych o oglądalności na naszym rynku, jednak po tym, co dzieje się w Hiszpanii, mogę śmiało stwierdzić dwa fakty. Po pierwsze, otwarcie się na darmowe transmisje nie było pięknym gestem włodarzy mistrzostw świata. Zrobili to, by podbić statystyki tuż przed sprzedażą. Transakcja z Liberty Media, amerykańskim właścicielem F1, została dopięta w lipcu kwotą 4,2 mld euro.
Po drugie, bez ckliwego serialu na Netflixie, dzięki któremu nawet ktoś, kto nie wie, jak działa motocykl, będzie czuł się ekspertem od wyścigów, chyba się nie obędzie. MotoGP musi znowu trafić pod strzechy, tak jak F1 ze swoim „Formuła 1: Jazda o życie”. Oglądanie wyścigów F1 już dawno stało się nieznośnie nudne. A serial? Jestem w stanie wciągnąć cały sezon w jeden wieczór. Rywalizacja już nie wystarczy. Muszą być historie, a tych w padoku MotoGP nie brakuje. Podobno siostra Pecco spotyka się z…
Tekst po raz pierwszy ukazał się w drukowanym wydaniu magazynu „Świat Motocykli” [06/2025]
Chińscy producenci najpierw nęcili motocyklistów jednośladami na prawo jazdy kat. A2. Kiedy zdobyli sporą część…
Francuskie Douai było areną emocjonującego finału sezonu 2025/2026 Mistrzostw Świata FIM SuperEnduro. Ostatnią rundę wygrał…
Sezon motocyklowy 2026 zbliża się wielkimi krokami. Zanim jednak odwiniesz manetkę na ulubionej trasie, warto…
Motocykle na A2 wcale nie muszą być kompromisem. W 2026 roku wybór modeli spełniających wymagania…
Skutery z rodziny SH, zaprojektowane i produkowane we Włoszech, od lat są symbolem mobilności w…
Skutery, które nie rujnują portfela. Test maszyny, która potrafi zaskoczyć już po pierwszych kilometrach. Pomysły…