Dyskusja o niebezpieczeństwie, jakie stwarza niezwykle wyrównana stawka Moto3, wybuchła już we Włoszech. Wszystko to przez tragiczny w skutkach wypadek Jasona Dupasquiera, który upadł podczas kwalifikacji tuż przed nadjeżdżającym rywalem. W paddocku mówiło się, że bez względu na to, jak mocno pracowałoby się nad bezpieczeństwem motocyklistów, tego typu wypadku nie da się uniknąć.
Owszem, w wyścigach takie wypadki czasami się przytrafiają i mają tragiczne skutki. Tak było w 2010 roku w przypadku Shoi Tomizawy i jego upadku na Misano. Rok później Marco Simoncelli w podobny sposób upadł na Sepang. Oba te wypadki niestety okazały się śmiertelne.
Jedna kwestia, to gdy w wyniku walki w wyścigu upada zawodnik i rywale jadący tuż za nim nie są w stanie zareagować. Druga, to gdy zawodnicy sami igrają z ogniem, jadąc jeden za drugim podczas treningów i kwalifikacji. Celem uzyskania jak najlepszego czasu, by złapać się w tunelu aerodynamicznym za rywalem, nagle okazuje się, że ryzykują utratą zdrowia, a nawet życia.
Po takich incydentach sędziowie rzucają karami przesunięcia na polach startowych albo nakazu rozpoczynania wyścigu z alei serwisowej. Kary są zbyt błahe i często nakładane zbyt późno, bo nawet… podczas kolejnej rundy Grand Prix. W konsekwencji z tych kar i tak nic nie wynika, bo weekend w weekend zawodnicy Moto3 powtarzają ten schemat, a potem i tak, w niezwykle ciasnej stawce, szybko pojawiają się w czołówce. Przecież tegoroczny debiutant Pedro Acosta udowodnił już, że można wygrać wyścig nawet po starcie z alei serwisowej.
Cała czwórka widziała, co działo się w wyścigu Moto3 w Barcelonie. Gdzie zawodnicy jechali od krawędzi do krawędzi prostej startowej, byle tylko zerwać tworzącą się za nimi strugę powietrza. Kiedy Jeremy Alcoba celowo zdjął rękę z gazu, obrócił się i spowolnił rywali w samej końcówce przedostatniego okrążenia. Wszystko po to, by zbić grupę zawodników i wykorzystać to na prostej toru Circuit de Barcelona-Catalunya.
Przez lata przywykliśmy, że w Moto3 wszystko rozstrzyga się na krawędzi, a o wygranej lub finiszu na 15. miejscu decydują ułamki sekund. Tak naprawdę jednak pierwszych 3/4 okrążeń można byłoby nie rozgrywać, bo wszystko i tak rozstrzyga się na trzech ostatnich okrążeniach wyścigu. Wtedy na pierwsze miejsce wysuwa się odpowiednia taktyka. O zwycięstwo walczy grupa bardzo młodych zawodników. Wielu z nich to dopiero rodzące się talenty. Wielu z tych chłopaków brakuje życiowego doświadczenia i postawienia na zdrowy rozsądek, zamiast na żądzę zwycięstwa… To nie może doprowadzić do niczego dobrego.
„Dyrekcja wyścigowa powinna poważnie porozmawiać z zawodnikami Moto3, bo w tych wyścigach jest wszystko: blokowanie czy niepotrzebne manewry na prostej… Robi się niebezpiecznie” – zauważał Pecco Bagnaia.
Oczywiście wiemy, że sporty motorowe wymagają niesamowitej odwagi i ogromnych cojones. Granica pomiędzy odwagą a odważnikiem… żartujemy. Od bycia odważnym do bycia głupim, jest jednak bardzo cienka granica, której nie powinno się przekroczyć. Szukanie limitów, wiedza jak daleko można się posunąć i zatrzymanie się w tym miejscu – to prawdziwa mądrość. I jeśli mądrości nie mają młodzi chłopcy, to muszą ją mieć doświadczeni życiowo sędziowie.
Po wyścigu w Katalonii szefów zespołów Moto3 wezwano zresztą na dywanik do sędziów. Wszystkim pogrożono palcem i… śmiemy twierdzić, że nic z tego nie wyniknie. To nie pierwsze takie spotkanie, a co dzieje się na torze – każdy widzi.
Wielu zauważa, że rozwiązaniem problemu mogłoby być zmiana maszyn w Moto3. Poprzez zwiększenie pojemności silników motocykle staną się mocniejsze, więc korzyści wynikające z jazdy w tunelu aerodynamicznym byłyby mniej odczuwalne. Takie rozwiązanie zaproponował startujący od lat w tej kategorii John McPhee, który w ostatnim wyścigu w Katalonii upadł, gdy próbował urwać się prowadzącej grupie.
Zanim w ogóle dojdzie do takich zmian, dyrekcja wyścigowa powinna podjąć radykalne kroki. Nie szastać punktami karnymi i przesuwaniem zawodników na polach startowych albo zmuszaniem ich do startu z alei serwisowej. Jeździsz niebezpiecznie – dostajesz bana na kolejny wyścig. Zachowanie się powtarza? Wylatujesz z kolejnych trzech rund.
„To trudne zadanie, do wykonywania którego musisz mieć jaja. Jeśli ich nie mają, może powinni (sędziowie) zmienić pracę” – dodał Paolo Simoncelli.
Trzeba pamiętać o jeszcze jednym, na co uwagę zwracał trzykrotny mistrz świata klas 125 ccm i 250 ccm – Luca Cadalora. Dzisiejsi zawodnicy Moto3 to przyszli zawodnicy MotoGP. Jeżeli będą dorastali w świecie pozbawionym reguł, w przyszłości będzie tylko gorzej.
Avon Tyres to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży oponiarskiej. W swojej ponad 140-letniej…
Harley-Davidson Pan America 1250 został dobrze przyjęty w świecie motocykli klasy adventure. Amerykański producent udowodnił,…
Uniwersalność, która wreszcie doczekała się właściwej formy. Historia człowieka, który z motocykli nigdy nie wyrósł.…
Zimowe testy MotoGP są już historią – dwa dni jazd w Tajlandii zamknęły przygotowania przed…
Phillip Island bywa kapryśne – wiatr, deszcz, zmienne warunki i nieprzewidywalne wyścigi to tu norma.…
Moda i potrzeby rynku potrafią zdominować motoryzacyjne salony, kreując potrzebę i obraz tego, co akurat…